Mózg bywa debilem czyli miewam dosyć, choć nie chcę nikomu dorównać.

5 kwietnia 2017

EXTREMAMA VLOG – Warmia przyjazna rodzinom

5 kwietnia 2017

O tym jak Feniks i Polyanna omijają dołki czyli nie skupiam się na negatywach.

5 kwietnia 2017
Lidia Piechota - Extremama
Lidia Piechota - Extremama - Hotel Marina Club
lidia piechota - extremama - zac

Jak to jest, że gdy dzieje się coś złego skupiamy się właśnie na tym. Nie potrafimy rozmawiać o niczym innym. Po czasie za to, pamiętamy tylko dobre rzeczy. Te złe wypieramy. Tak pracuje nasz mózg.

Wychodzi na to, że za każdym razem, kiedy skupiamy się na czymś negatywnym i niepokojącym, zwyczajnie marnujemy czas. Pewnie, że każda postawa jest inna, bo jesteśmy różni. Tak czy inaczej, większość z nas najpierw daje się obezwładnić jakiemuś „dołowi” albo, co gorsze, debilowi. Dopiero po chwili przychodzi refleksja i niektórzy z nas potrafią się szybko z marazmu wykaraskać.

Jestem jak Polyanna. Kocham tę postać. Polyanna w każdej sytuacji znajduje jakiś pozytyw. Wiem, to czasem niezwykle trudne. Wręcz na pierwszy rzut oka, niemożliwe. A jednak. Po czasie, widzę pozytywy w najbardziej tragicznych sytuacjach. Polyanna musiała mieć coś do czynienia z totalna biologią, działaniem podświadomości i mózgu automatycznego, skoro potrafiła tak zgrabnie przekręcić swój własny tok myślenia. I gdy teraz tak myślę nad tymi wszystkimi czarnymi chmurami w głowie mojej i moich bliskich, wychodzi na to, że postawa Polyanny jest jedyną słuszną. Jeśli nie chcemy wpaść w depresję. Jeśli mamy siłę walczyć. Ja mam nie tylko siłę, ale naturalny sznyt w głowie. Nie potrafię inaczej. Odradzam się. Otrzepuję z popiołów i z podniesioną głową, z nowymi skrzydłami lecę dalej.

Nie lubię takich dziwnych dni, gdy w domu ktoś jest smutny. Nie lubię nie wiedzieć co się stało, bo nie wiem jak pocieszyć. Nie lubię, gdy ktoś bliski ma doła, bo udziela mi się to po stokroć. Nie lubię skupiać się na sprawach skomplikowanych i toksycznych. Jednak tylko rozmawiając o nich, można im zaradzić. Wiem, że tylko omawiając problem, możemy go „odkodować”. Robię to. Z drugiej strony, warto omawiać te „doły” w odpowiedni sposób. Tak, żeby było widać wyjście z sytuacji. Tak, żeby od początku było wiadomo, że wygrana jest tylko jedna strona. Ta dobra.

Bardzo stresuje mnie fakt, że prowadząc życie rodzinne, wszyscy mamy na siebie wzajemny wpływ. Każde zdarzenie, każdy foch i gorszy humor odbijają się na kondycji innych. Dlatego tak istotna jest postawa rodziców i konsekwentne rozwiązywanie codziennych problemów. Te codzienne sprawy do rangi problemu nie powinny urosnąć, bo przecież panujemy nad nimi. Są jedynie zdarzeniami, które są naturalną koleją rzeczy. Dobrze, gdy tak jest. Dobrze, gdy rodzina panuje nad sytuacją. Dobrze, gdy nie dopuszcza demonów z zewnątrz i działa w skupieniu. W skupieniu nad tymi, którzy poprawiają nastrój, dają poczucie bezpieczeństwa i gwarantują wsparcie bez względu na okoliczności. Taka postawa sporo ułatwia. Wiadomo, nie lubię łatwych rozwiązań. To jest wyjątkowo trudne, bo przecież nie jest łatwo skupić się na pozytywach, gdy „wkrótce była żona” robi pod górkę w kontaktach z synem, gdy brakuje pieniędzy na naprawę starego samochodu, albo gdy dziecko Twojego chłopaka postanowiło nie chcieć z Tobą rozmawiać wskutek interwencji mamusi. A jednak. Da się „robić swoje”. Na focha odpowiadać uśmiechem i łagodnością, na „doła” pogłaskaniem po głowie i ciepłym uściskiem, a na krnąbrność małolata, konsekwencją, za którą kiedyś podziękuje. Liczy się nasz kręgosłup i nasza wewnętrzna równowaga. No taaaak. I właśnie to jest najtrudniejsze.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, że i tak zapomnimy wkrótce o tych wszystkich negatywach, warto popracować nad tym, żeby od razu się na nich nie skupiać. Kiedy upajamy się smutkiem, zapamiętuje to bardzo wyraźnie nasza podświadomość i potem daje nam kuksańce w sytuacjach podobnych lub przypominających te pierwsze smutki. Dlatego właśnie staram się od razu rozwiązać pewne sprawy w głowie i głośno oświadczyć samej sobie, że to coś jest już za mną. Pomaga. Powaga.

Nie wiem skąd to mam. Wiem, że potrafię dzielić się dobrą energią. Obezwładnia mnie, tak pozytywnie, to, że piszecie mi o tym. Tym samym, napędzacie mnie i motywujecie do dalszej pracy. Do kontaktu z Wami. Do niezamykania się w swoim slow life mózgu, bo najfajniej jest, gdy widać efekt współpracy z innymi. Potrafię siebie samą i Was podnieść z gleby. Uwielbiam to. Inspirujcie mnie dalej. Ta machina tak działa. Koło się kręci i jeszcze będą z tego rzeczy cudowne. Trzeba po kolei popracować nad każdym elementem układanki.

Teraz skupiam się na sobie i moim synku. Tak, to postulat do mnie samej. Mnogość zdarzeń i nowych sytuacji powoduje, że chwilami daję się ponieść toksycznej rozmowie na tematy już dawno omówione, na tematy, które w sumie mnie nie dotyczą, na tematy, których sama przerobić nie zdołam, bo są w podświadomości kogoś innego. W tym cała sztuka. Jak zajmiemy się sobą. Jak podnosimy się, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi każą nam leżeć, uda się. Złogów nie będzie. A jak zostaną blizny, to dodadzą nam animuszu. Nieprawdaż?

Ależ ja mocno trzymam za Was kciuki. Tak, jak Wy za mnie!

Peace.

4 comments

  1. Święte słowa! Zawsze powtarzam, że łatwiej jest się zdenerwowac niż opanować sztukę trzymania nerwy na wodzy, A jeszcze trudniej jest poprzestawiac sobie w głowie, ze jeśli nie ma się na coś wpływu (np na głupotę innych) to po co się tym przejmować? Więc Lidio rób swoje bo jesteś w tym świetna i nie przejmuj się innymi którzy próbują Cię przewrócić!

  2. Podoba mi się Twoje podejście, bo sama staram się tak iść przez życie… Nie jest to łatwe, ale nie wyobrażam sobie inaczej! Trzeba się skupić na rozwiązaniu, a nie na problemie i skierować swoje wysiłki w tę stronę! Bardzo potrzebny artykuł. Powodzenia w niesieniu Światu ciepła, uśmiechu i optymizmu!

Leave a comment