Pokaż to, co masz ładnego Mamo czyli np. BRZUCH!

23 czerwca 2017

Majsterkowanie z dzieckiem w domu – Extremama Vlog

23 czerwca 2017

Nie ochronię Cię. Niestety. Synu mój Ukochany.

23 czerwca 2017
Lidia Piechota, fot. Fotografka Kaja Szczyglewska
Zac Piechota, Lidia Piechota, Extremama
Lidia Piechota, Extremama

To tekst o WOLNOŚCI, który piszę ze łzami w oczach, ze złością i rozczarowaniem. Piszę też pełna nadziei i wiary w to, że znajdę sposób na okrutne czasy. Wychowuję syna w przekonaniu, że świat jest dobry, że warto go poznawać i z odwagą stawiać czoła codzienności. Każdego dnia weryfikuję sposób w jaki tłumaczę mu najróżniejsze zdarzenia. Nie tylko te pozytywne i nie tylko te, na które mamy wpływ.

Nie planowałam być matką wszechmogącą. Nie planowałam wiedzieć najlepiej. Nie przypuszczałam, że poczuję tak, jak on. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wiele zależy od nas samych i jak bardzo codziennie psujemy nasz potencjał – nasz własny osobisty, świata, znajomych, relacji. Postanowiłam się nie dać. Podjęłam decyzję, że będę planować, a także nauczę się weryfikować, komunikować to, co jednak wiem lepiej, a także czuć za nas oboje.

Już sama świadomość jak wiele daje przyzwolenie na niedoskonałość i jak bardzo wszyscy się od siebie różnimy, ułatwia w miarę spokojne spojrzenie na to, co nas otacza. Na ludzi, na pracę, na inne matki, na inne dzieci, na przedszkolanki, na mężczyzn, na lekarzy i fachowców w każdej dziedzinie. Daję sobie przyzwolenie i chwilami przeraża mnie fakt, że weryfikować trzeba wszystko i to co chwilę, bo inaczej zwariować można z poziomu frustracji.

Do rzeczy.

Nie ochronię mego smyka przed tym, że ludzie są różni i nie każdy albo właściwie mało kto będzie się o niego naprawdę troszczył. Jeśli Zac chce być szczęśliwy, potrzebuje znaleźć to szczęście sam. Nie w samotności, ale osobiście. Ja mu pomogę, pokażę, ALE nie będę z nim wszędzie. Każdej reakcji każdego spotkanego w życiu gbura mu na bieżąco nie wytłumaczę. Chcę go nauczyć, że nie musi się na wszystko zgadzać, że nie musi przebywać z ludźmi, którzy go krzywdzą. Chcę, żeby wiedział co i dlaczego jest dla niego ważne. Dzięki temu będzie potrafił słuchać siebie i bez krzywdzenia kogokolwiek asertywnie dążyć do osiągnięcia swoich celów. Nie ma na to gotowej recepty. Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że już coś z nim przerabiałam, okoliczności się zmieniają. Im więcej będziemy trenować teraz, tym łatwiej będzie potem w emocjonalnej pamięci odnaleźć mu odpowiedni sznyt. Właśnie dlatego teraz tak bardzo liczy się MAMINE wsparcie. Zawodnik jest w treningu, a ja jestem Coach Mama 😉

Chodzi o WOLNOŚĆ . To jest podstawa. Wykształcić w dziecku poczucie wolności to prawdziwa sztuka. Nie chodzi o bycie chamem i nieznośną życiową frywolność. Chodzi za to o przeświadczenie, że jak się z głębi serca czegoś chce, to można osiągnąć bardzo wiele. Rzecz także w tym, żeby nie tracić energii na strach, na rozplątywanie zaciśniętych niepotrzebnie więzów, na dylemat „czy ja na pewno mogę?”. Sztuką jest nie marnować energii, a więc nie zbaczać z drogi, nie tracić z oczu celu, nie rozpraszać się czymś, na czym de facto wcale nam nie zależy.

Żeby poczuć się wolnym, trzeba być bezpiecznym. Żeby poczuć się bezpiecznym, trzeba nauczyć się ufać sobie. Żeby ufać sobie, najpierw trzeba zaufać np. własnej mamie. Później działa to inaczej. W dorosłym świecie mówi się, że aby zaufać komuś innemu, najpierw trzeba ufać samemu sobie. Ot taki paradoks. Często o tym zapominamy. Dla dziecka więź z matką jest bezwarunkowa. Nieważne jak bardzo jest patologiczna lub jak fantastycznie udana. Biologii nie oszukamy. Stąd przytulne gniazdo i świadoma mama to dla smyka fundamentalne przepustki do wolności. Zdarza się tak, że mama, nazwijmy to dyplomatycznie, nie ogarnia tematu … Z różnych przyczyn – zdrowotnych, własnych nieprzepracowanych przeżyć, z lenistwa, z głupoty … Wtedy na arenę wkracza tata. Fajnie, gdy znajduje w sobie siłę, żeby nie ziać jadem, a zająć się ta więzią – matki i dziecka. Nie chodzi o przejęcie matczynych obowiązków i obciążeń. Każdy rodzic ma swoje własne i trudno niby żonglować. Bo skoro biologii taki troskliwy tata nie oszuka, to może jej trochę pomóc. Smyk poczuje się bezpiecznie z mamą, dzięki tacie. To dopiero idealna sytuacja.

Możnaby mnożyć możliwości i debatować nad różnymi losami różnych rodzin. W końcu u nas sytuacja też nie jest standardowa. Zac rzadko widuje swojego tatę. Na szczęście ja-mama jestem ostoją Zachariasza i mamy obok Carlosa, który przejął obowiązki troskliwego samca. Taki zdolny samiec umiejętnie obnaża <?!> matczyne słabości i dzięki temu mój syn już wie, że mama owszem potrafi znieść wiele, ale nie jest wszechmogąca i też potrzebuje czasem odpocząć. Mogłabym się zapierać, że jednak dam radę zawsze i wszędzie, ale … nie chcę. Znam umiar i potrafię się usunąć w cień, kiedy do głosu dochodzi model męski. Mój syn i tak wie, że czuwam i tak długo, jak będzie to możliwe, nie pozwolę zrobić mu krzywdy. No właśnie … Jak długo będzie mi się to udawać?

W przypadku Zachariasza sytuacja bywa o tyle trudna, że wygląda na 8-latka, ma lat 5, a mówi jak 3-latek. Kumple na podwórku głupieją, bo widzą dryblasa, który jest jeszcze „dzidzią”. Dlatego włączam się w te relacje. Nie robię afery, nie dążę do konfliktu. Tłumaczę. To temat na osobny tekst o dzisiejszej młodzieży, z którą czasem trudno się porozumieć i nawet ja chcę rzucać mięsem i przełożyć towarzycho przez kolano, żeby poukładać im w głowach. Tymczasem naprawdę spokojnie tłumaczę. Zac widzi. Wie, że werbalizuję jego niepokój, że rozumiem go bez słów, więc opowiem więcej, niż on dziś potrafi. Tak to działa i nie ma w tym nic złego. Jestem pewna, że sporo ludzi widząc jak biegam za Z po skateparku cykając fotki co 5 metrów albo obserwując jak pytam dwóch pannic dlaczego przed nim uciekają i się z niego śmieją, puka się w czoło uważając, że jestem standardowo nadopiekuńcza. Jakoś bardzo się takimi osądami nie przejmuję. Charakter Zachariasza jest dla mnie wystarczającym potwierdzeniem tego, że rozumiem jego potrzeby, że uczę go je wyrażać z zaskakującą wręcz otwartością. Dzięki temu będzie potrafił odwrócić się kiedyś na pięcie, wyrazić dezaprobatę i nie tkwić w toksycznej znajomości. Będzie potrafił też wyrazić sympatię. A wiemy, że bywa to trudne. Z autopsji.

Trudniej jest, gdy przykrości spotykają nas w domu. Gdy z racji powiązań rodzinnych, rozwodów, patchworkowych relacji, przebywamy w towarzystwie osób, które bez powodu wcale nas w pobliżu nie chcą. Nie jest dobrze, gdy dwa całkowicie różne spojrzenia na psychikę dziecka spotykają się pod jednym dachem i nie tyle potrzebują, co właśnie MUSZĄ się dogadać. Nie jest dobrze, gdy otwarty na ludzi i zdarzenia Zac doświadcza od najbliższego przyjaciela, w którym jest absolutnie zakochany, a który jest jak przyrodni brat, odrzucenia bez powodu. Jak wytłumaczyć kilkulatkowi, że ten drugi chłopczyk wcale nie ma złych intencji, tylko ktoś go nieco zepsuł i teraz on nie zdaje sobie sprawy z tego, że krzywdzi ważnych dla niego ludzi? Jak bardzo my rodzice w takiej sytuacji potrzebujemy dbać o własne moralne kręgosłupy, żeby nie polec i nie ulec presji marudzenia tego „zepsutego”, żeby nie umacniać negatywnych postaw i nie psuć tych absolutnie pozytywnych? Jak spowodować, żeby w domu działo się dobro, a poczucie bezpieczeństwa rosło, a nie drgało jak wyczerpujące się baterie? Właśnie na tym teraz pracuję. Paradoksalnie to właśnie najbliższe nam osoby potrafią sprawić nam najwięcej przykrości i takie złośliwości bolą najbardziej. Nie zawsze oczywiście dzieje się tak z premedytacją, choć bywa i tak. Postawiłam sobie jasny cel. Moja rodzina będzie się ze sobą czuła dobrze nie tylko na zdjęciu.

Zac ma 5 lat i należy do dzieci wręcz nieznośnie zakochanych w doświadczaniu. Nie jest nierozsądnie odważny. Jest raczej nienormalnie towarzyski. Kocha ludzi. Prawdopodobnie patrząc na matkę biegającą po ulicy z mikrofonem i zagadującą nieznajomych, rozmawiającą z nimi jak z dobrymi kumplami, postanowił tak właśnie iść przez świat. Życie zweryfikuje mu to przekonanie, że wszyscy jesteśmy kumplami. Zapewne zrozumie, że nie z każdym warto rozmawiać i nie każdy ma do powiedzenia coś ciekawego. Teraz jednak to piękny dar, to co ma mały Zac. Jest pędzącym radośnie promieniem słońca, który chciałby musnąć po policzku każdego.

Tylko matce serce od czasu do czasu pęka, a na delikatnej skórze dekoltu pojawia się słoneczna wysypka, gdy  ludzki filtr UV jest jak tarcza przeciwudarowa, która promienie słońca zamienia w słony pot i łzy …

1 comment

  1. Lidka jesteś najlepsza mama jaką Zac mógł mieć!prawie całe Jego dotychczasowe dzieciństwo byłaś dla niego mama i tata w jednym! To mega odpowiedzialność i odwaga i z dumą znosilas dla niego pewnie niejednokrornie ciezkie dla Ciebie i dla Was chwile. Super babka jestes! W zwiazku z tum ze bylas i jestes calym swiatem Zaca, Zastanawiam sie jaka relacje i czy w ogole ma Zac z biologicznym Tata?Bo chyba czasem Go widuje… Czy on już potrzebuje jakichkolwiek wyjaśnień kto to jest ten Pan? Pozdro frazy
    Pozdro crazypeople ????

Leave a comment