IDEALNA WODA czyli płynę i piję. Więc żyję.

28 marca 2017

O tym jak Feniks i Polyanna omijają dołki czyli nie skupiam się na negatywach.

28 marca 2017

Mózg bywa debilem czyli miewam dosyć, choć nie chcę nikomu dorównać.

28 marca 2017

Piszę, bo potrzebuję się wygadać. Pogłaszczcie mnie po głowie.

Dziewczyny jak sobie radzicie z tym, że TRZEBA? POWINNYŚCIE? PRZYDAŁOBY SIĘ? WYPADA?

Jestem orędowniczką idei RÓB SWOJE, a jednocześnie wciąż więźniem porównywania się mimowolnie z resztą świata. Policzkuję się w myślach za każdą skrzywioną minę, gdy mam w głowie GLAM obraz koleżanek blogerek czy gwiazd telewizji, a w kontraście mnie…. – Lidii, nie Lidki, która średnio ma ochotę gadać z resztą świata, która wpatruje się w zachwycie w promienną buzię własnego dziecka i właściwie nie ma szczerej chęci rozglądać się wokół w poszukiwaniu wyzwań za wszelką cenę. Te, które są, które zdarzają się każdego dnia, są wystarczające. Motywują do trybu slow, który upaja i wbrew pozorom dodaje animuszu. Przemiana mojej dojrzalej duszy zaskakuje mnie samą. Formatuję się 😉

Choć myślę perspektywicznie, to nie chcę przewidywać dramatów. Nie na wszystko mam wpływ, więc czasem wiem, że zdarzy się coś nieprzyjemnego. Zamiast łapać doła, uczę się panować nad sobą. Nie poddaję się, ale potrafię przyznać, że coś w danej chwili jest ponad moje siły. Zniewalają mnie złośliwość i głupota. No i niewiedza. Taka butna i z premedytacją. To frustruje, choć do frustracji się nie przyznam. Frustracja bywa pejoratywna. Serwuję jej kontrę w postaci beztroski lub … obojętności. Ta druga nie jest dobra, ale bywa mniejszym złem. Jeszcze niedawno coś takiego jak „mniejsze zło” było dla mnie porażką. Dziś nie „kopię się z koniem”. Niech sobie to „nie do końca dobre dobro” istnieje. Poczekam aż pojawi się szansa na dobro w swej istocie. Czyżby to oznaczało, że zrobiłam aż taki progres w nauce cierpliwości? Wow.

Zapędzam się w mnogości inicjatyw, propozycji, chęci pomaganiu całemu światu, a nie sobie samej … STOP! Liczę się ja. Zac. Nasi bliscy. Przywołuję się do porządku, gdy padam ze zmęczenia po kolejnym dniu pracy, podróży w środku nocy, bez szansy na reset ustawień. Co jakiś czas potrzebuję weryfikacji poziomu asertywności. Inaczej się gubię. Nie jem. Nie uzupełniam zasobów energii i jedynie mój mały szaman jest w stanie zaprowadzić mi w głowie medytacyjny spokój. Jego obecność na szczęście zawsze działa. Choć wiadomo, że do szamaniątka potrzebuję cierpliwości. Zac miewa dobry humor prawie zawsze. Jest skory do żartów i chciałby, żeby mama miała siłę tura. Więc mam. Robię co mogę, bo chcę. Przebijam się przez swój najgorszy nastrój. Jakoś dla niego potrafię.

Dziś rano miałam kryzys. Carlos mówi, że nawet spałam jakoś inaczej, bo niespokojnie, bo ciężko oddychając, bo nie wstałam, jak zwykle, po pierwszym budziku. Wiosssssnaaaa… Dużo pomysłów. Sporo wyzwań i brak zrozumienia ze strony niektórych współpracowników. Niby się nie daję, ale frustrujące jest niezorganizowanie kogoś innego, co wpływa na moją pracę. Grrrrr. Mam ochotę gryźć, krzyczeć, a nawet pokazać „faka”. Tadam. Jestem grzeczna. Nie lubię siebie zdenerwowanej. Patrzę na siebie stając obok. Śmieję się widząc nieporadność własnych ruchów. Dziś rano, przed wyjściem do pracy, przebierałam się ze … 14 razy. We wszystkim czułam się źle. Ze sobą czułam się źle. Znacie takie uczucie bylejakości? Najlepiej je przespać, choć efektywniej jest je … przepracować i zrobić coś wyjatkowego właśnie tego trudnego dnia. To dopiero sukces.

Im więcej robisz, tym bardziej eksponujesz się na porażki. Na ułomne relacje z ludźmi z innych bajek. Im więcej masz pomysłów, tym bardziej potrzebujesz interakcji. Wiadomo, że tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Więc je popełniam. Jakem recydywistka. W konstrukcji gramatycznej także. Rozpoczynając zdanie od „więc” 😉

Chcę dziś poczuć wszystkie kręgi mojego kręgosłupa. Nie pozwolić na ucisk połączeń nerwowych. Chcę zrobić poprawny stretching lędźwi i wyprostować się. Chcę chodzić nie utykając.

  1. Nie jestem pazerna.
  2. Umiar jest moją największą cnotą.
  3. Mam jeden jasny priorytet.
  4. Nie wdaję się w toksyczne dyskusje.
  5. Nie bywam złośliwa.
  6. Uśmiecham się.
  7. Doceniam małe gesty.
  8. Przytulam.
  9. Nie zadręczam się i nie rozpamiętuję.
  10. ODDYCHAM.

Przystępuję do egzekucji. Kręgosłup mam tylko jeden. Do tego jest na stałe połączony z mózgiem. A ten bywa debilem. Mimo mej dobrej woli. Przymykam zatem oko. Słabszemu należą się fory.

Powodzenia!

1 comment

  1. Lidio, Ty porownujesz do innych blogerek, A my do Ciebie! I to nas często dopada taka rozkminka, że wypadamy blado na Twoim tle. Ale dekalog jak najbardziej wskazany! A więc głowa do góry i do przodu Extremamo!

Leave a comment