Euforia bliskości czyli Zac, snowboard & Szwajcaria.

20 stycznia 2017

#CYCKI I miss You! czyli już nie karmię

20 stycznia 2017

Mowa mojego dziecka to nie tabu.

20 stycznia 2017
Zac w Szwajcarii Bałtowskiej
Extremama - Zac - karmienie piersią
zac - extremama - hotel marina club

Rzecz o tym, że inność nie jest zła. I o tym, że matka ma intuicję. I jeszcze o tym, że liczą się bliskość, czujność oraz dystans, a demonizowanie naturalnych sytuacji nie przynosi nikomu ulgi. Zac w roli głównej jako ambasador małych indywidualistów.

Z każdym doświadczeniem kocham go jeszcze bardziej. Albo po prostu coraz bardziej sobie to uświadamiam. Patrzę i podziwiam. Trochę w tym mojej zasługi, sporo dbałości o wydobycie wrodzonych cech i talentów. Do tego geny, te dobrze zmieszane, z okrasą szaleństwa. No i spokój, choć pozornie to pędzący charakter. Jego spokój i pewność, że wszystko będzie dobrze, udziela mi się odkąd jest ze mną. Zac codziennie udowadnia, że indywidualizm i zwracanie uwagi na, nazwijmy to fachowo, cechy osobnicze to dobra droga w radzeniu sobie z trudami (pozornie) bezkompromisowej codzienności.

Zac ma 4,5 roku. Mówi. Bardzo dużo mówi. Komunikuje się niemal cały czas. Używając słów, zbitek głosek, wieeeelu gestów, onomatopei, mimiki twarzy. Cudnie jest go słuchać, gdy rozemocjonowany opowiada co zdarzyło się w przedszkolu. Zawsze ma coś do powiedzenia. Wyraża emocje. Przejmuje się emocjami innych. Nie boi się nawiązywać kontaktu z nowymi ludźmi wokół niego. Jeśli akurat nie jest w nastroju do wariactwa absolutnego, które trudno ogarnąć rozumem dorosłego, jest grzeczny, odpowiada na pytania i wykonuje polecenia. Lubi to. Lubi nawiązywać relacje i wywiązywać się z niepisanego kontraktu, który zawiera się z rozmówcą. Jest twórczy i przedsiębiorczy. Szuka rozwiązań, prezentuje swoje pomysły, chętnie realizuje czyjeś plany i idee. Ma opóźniony rozwój mowy. Zapewne z kilku powodów. Pracujemy nad tym. Jesteśmy szczęśliwi, bo nigdzie się nam nie śpieszy. Zac jest oryginałem. Nie dlatego, że ja tak sobie wymyśliłam. Nie dlatego, że postanowiłam zrobić z niego celebrytę. Tak układa się nam życie. Czerpiemy z niego, takiego jakim jest, ile się da. Dokładamy swoje. Jak nowy kawałeczek pasuje, to układanka robi się niezwykle barwna. Przekuwamy słabości w siłę.

Zac chodzi do przedszkola (czasem „w kratkę”). Cały czas tego samego przedszkola. Tego, w którym kiedyś mówiono, że nie ma z nim komunikacji, że jest trudny, że rozrabia i reaguje agresywnie. Już tak nie robi. Nauczył się kilku zasad, ponad wszystko lubi przebywać i bawić się z innymi dziećmi, czuje się tam bezpiecznie. Chętnie nawiązuje kontakt zarówno z rówieśnikami, jak i opiekunkami. Jego koledzy i koleżanki z grupy w większości sprawnie posługują się słowami. Lubią się z nim bawić. Dawno nie słyszałam, żeby ktokolwiek się z Zachariasza nabijał, choć zdarzało się to w przeszłości … „eeejjjj, Zac, powiedz coś, powiedz coś, hahahahhaha”. Dbam o to, żeby w przedszkolu dziewczyny wiedziały co się u nas dzieje, co może mieć wpływa na Zac’a i kiedy ma zły dzień. Każdy ma prawo mieć gorszy czas i potrzebować wtedy więcej cierpliwości i nieco taryfy ulgowej.

I choć w mojej głowie panuje harmonia i zachwyt moją rodziną, zdarza się, że zasmuca mnie podejście otoczenia. Niekoniecznie do Zachariasza, choć to dzięki niemu jestem na pewne sytuacje bardziej wrażliwa i czujna. Wyobraźcie sobie, że w jakiejś grupie dzieci jest dziewczynka, która, tak jak Zac, mówi sporo po swojemu. Wymyśla wyrazy i ktoś, kto jej nie zna, pewnie na początku nie ma pojęcia o co jej chodzi. To mała dziewczynka. Podchodzi do dzieci i coś im przekazuje. One zdziwione biegną do pani opiekunki i mówią „proszę pani, proszę pani, a Zosia to jakoś dziwnie mówi!”. Co odpowiada pani? Jakież było moje zdziwienie, gdy pani odpowiedziała „bo wiecie co dzieci, Zosia mówi po angielsku”. Że po jakiemu? Otóż nie proszę pani. Zosia nie mówi po angielsku. Zosia dopiero uczy się mówić i nie ma w tym nic złego. Zaczyna mówić w swoim tempie i można jej w tym pomóc bawiąc się z nią. Wystarczyłoby odpowiedzieć dzieciakom jakoś tak, nieprawdaż? Dlaczego pani boi się powiedzieć dzieciom, że Zosia jest trochę inna, niż większość, ale też jest tak samo fajna? Ba! Jest wyjątkowa. I potrzebuje wsparcia. Dzieci lubią pomagać i opiekować się innymi. Jak wiedzą, że jest to potrzebne. Zgadzacie się? Ja mam tylko jedno dziecko i nie znam zbyt dobrze wielu innych, ale mniemam, że jeśli mój szalony syn uwielbia wchodzić w interakcje i pogłaskać po głowie kogoś, komu jest smutno, to dlatego, że mu pokazałam, że tak jest przyjemnie. Że tak można komuś pomóc. Że wykluczanie kogokolwiek z grupy tylko dlatego, że jest trochę inny, nie jest dobre.

zac - extremama - hotel marina club

Uczę Zachariasza cały czas. Empatii, delikatności, cierpliwości i tego, że każdemu należy się szacunek i uwaga. Wcale nie uważam, że wszyscy ludzie wokół nas są wspaniali, ale wciąż wychodzę z założenia, że najpierw trzeba ich poznać, żeby wiedzieć których się woli. To jak z byciem dziwolągiem albo oryginałem. Najpierw trzeba poznać standardy, żeby wiedzieć od czego się odgiąć. Wiem, że czas przynosi rozwiązania. Wiem, że z wiekiem potrzeby się klarują lub zmieniają. Weryfikacja to przecież najlepszy sposób na unikniecie frustracji bytem czy nową sytuacją. Zachariasz jest tego świetnym świadectwem. Jeszcze pół roku temu trudno było mu usiedzieć w miejscu podczas zajęć logopedycznych. Nudziły go metody edukacyjne i ja sama mówiłam „jeśli Zac potrzebuje, żeby ucząc go mówić kopać piłką w ścianę, to kopmy tą piłką w tę ścianę”. Dziś już tak nie mówię, bo mój ancymon siedzi w miarę grzecznie podczas zajęć i ogląda obrazki. Pewnie, że interesuje go wszystko wokół, ale umiejętne prowadzenie zajęć i zaspokajanie jego ciekawości w tzw. międzyczasie gwarantuje sukces pedagogiczny. W kontraście do tego, co usłyszałam kilka dni temu od pewnej pani logopedy. Zapytałam czy jest gotowa znowu pracować z Zachariaszem, bo w ubiegłym roku zajęcia przerwaliśmy. Płaciłam za nie, więc Zac przestał na nie chodzić, bo non stop słyszałam tylko jak to nie potrafi usiedzieć w miejscu i czego nie rozumie albo z czym sobie nie radzi. Dołują mnie takie sprawozdania fachowców. Przecież ja zdaję sobie sprawę z tego, że moje dziecko potrzebuje pomocy logopedy. Dlatego się do takich specjalistów zgłaszamy i prosimy o pomoc. Wolałabym jednak, żeby skupiać się na jego talentach i rejestrować progres wykorzystując to, co robi dobrze, zamiast dołować mnie nieustannie brakami. Słuszne podejście, zgadzacie się? Ta pani zapytana o chęć ponownej współpracy odpowiedziała wymijająco „no to zależy od pani, pani Lidio, ja to nie wiem, żeby nie było znowu tak, że pani jest niezadowolona z tej współpracy”. Zapytałam ponownie, mówiąc, że Zac się trochę zmienił i cenię sobie każdy czas, który poświęca na naukę i dostosowywanie się do nowych sytuacji. Pani powtórzyła swoje „no nie to, że ja nie chcę z nim pracować, ale żeby nie było tak, że …”. Podziękowałam pani. Szkoda. Z tych zajęć nic by nie było. Fachowiec obawiający się o to czy jego metody są skuteczne i aprobowane? Fachowiec nie podejmujący wyzwania? Przecież to logiczne, że rodzice patrzą na ręce tym, którzy pracują z ich dziećmi.

Eksponuję moje dziecko na różne sytuacje. Jedne podobają mu się bardziej, inne mniej. Zachowuję umiar w podejmowaniu wszelkich inicjatyw. Choć pozornie wygląda to tak jakbyśmy, Zac i ja, cały czas pędzili, w rzeczywistości tak nie jest. Pozwalamy sobie na tryb SLOW MOTION. Ba! Nawet, gdy bywam spóźniona w umówione miejsce, nie zapominam pośmiać się z mym smykiem, powariować w pościeli i połaskotać go, bo to uwielbia. Mój syn budzi się z uśmiechem i z uśmiechem zasypia. Wciąż najspokojniejsza jestem, gdy mam go przy sobie. Zac nie jest do mnie uwiązany, ale wiem, że najlepiej bawi się ze mną. Cudowne uczucie! Rozumiem go bez słów, ale uczę się wymagać od niego werbalizacji pragnień. Dla jego dobra i wspólnej satysfakcji. Nasi najbliżsi też dbają o to, żeby Zac rozwijał swoją mowę. To najskuteczniejsze działanie. Swoiste zanurzenie w edukację. Werbalizujemy to, co się zdarza. Zac wypowiada słowa, które są mu potrzebne. Tak działa to najlepiej. Nie uniknę całkowicie telefonów, tabletów czy play station w jego otoczeniu. Choć te wynalazki ewidentnie ogłupiają. Szczególnie małego człowieczka. Mogę za to nauczyć go tego, że elektroniczne zabawki są mniej fajne niż żywy człowiek i interakcja z nim. Daję mu wybór i pokazuję jakie korzyści ma z różnych zdarzeń. Liczy się konsekwencja. Efekty konsekwentnego podejścia do edukacji dziecka są zdumiewające. Kręci mnie to coraz bardziej. Choć moje decyzje nie zawsze są w smak małemu wariatowi, bierze je „na klatę” 😉

Codziennie pamiętam, że każdy z nas jest inny. Niemożliwością jest totalne postawienie się w roli drugiego człowieka, choć usilnie próbujemy zrozumieć i dopasować do naszego systemu sposób funkcjonowania innych. Generalnie się nie da. Lepiej cieszyć się innością. Ja czerpię z indywidualności. Wcale nie dla zasady. Taką mam potrzebę i jej słucham. Idąc trochę na łatwiznę 😉 Nie dopasowuję się i nie dopasowuję do siebie innych. Tak mi dobrze. Dbam o to, żeby Zac też dbał. W tym harmidrze zleceń, poleceń, zadań i stresu związanego z tym co dziecko już powinno, a na co jeszcze ma czas, jestem dumna. Mój syn robi ogromne postępy w nauce mówienia. Doświadcza pięknej rzeczywistości. Jest przy tym empatyczny i nie jest egoistą. Patrzy na świat szeroko otwartymi oczami.

Lubię o tym mówić. Głośno. Daję nam przyzwolenie na niedoskonałości, bo każda słabość nas … wzmacnia.

3 comments

  1. Witaj, mój trzylatek dopiero zaczyna mówić pojedyncze wyrazy, dużo mówi ale po swojemu, porozumiewa sie gestami , mimika twarzy , jest radosnym szkrabem. Bywają tez gorsze dni gdy nie wiemy o ci mu chodzi ,ma bardzo silny charakter i jest na swój sposób indywidualista.Jestesmy zapisani na obserwacje u psychologa mam nadzieje ze nas poprowadzi. Do jakiego specialisty uczęszczanie z Zachariaszem? Moze w Warszawie?

  2. Wow…naprawde poruszajacy ale i konkretny wpis. Bardzo ciekawie ale przede wszystkim „po ludzku” podchodzisz do zycia i tego co nam przynosi kazdego dnia. Od niedawna sledze bloga a wczesniej filmiki od siostraania.pl wiec w krotkim czasie poznalam historie Zaca. Daje mi o tyle przyjemnosc ze moge szybko wylapac jak chlopak dojrzewa i osiaga kolejne sukcesy. Oby tak dalej ???? czekam na olejne wpisy

  3. Piękne jest to, że masz DZIECKO! Że mamy dzieci! Przecież to dar nad dary i cud nad cudy! Chrońmy te cuda, bo póki małe, nieopierzone,… same się nie ochronią. Jestem mamą 17nastolatki, która w wieku 5 lat mówiła tak jak Zac, dużo, z radością i po swojemu. Słowa i zdania wypowiadane z tzw. „kluchami” rozumieliśmy tylko my- najbliżsi. Systematyczna praca u logopedy była trudna, żmudna ale przyniosła efekty. Niestety, z powodu trudności w czytelnym komunikowaniu się została wykluczona przez rówieśników w przedszkolu. To znacznie podkopało jej samoocenę, przykro było obserwować swoje wyjątkowe i wspaniałe dziecko, które bawi się samo w kąciku i zawsze siedzi blisko pani, bo tam najbezpieczniej. Bądź czujna i walcz o Młodego. Dzieci, które nie mówią w ogólnie przyjętych granicach normy, są baaaaaardzo wrażliwe. Są jak trzciny. I. G.

Leave a comment