Blond lalka i siano w głowie czyli igram z pozorami.

1 sierpnia 2016

Skupiam się na tym, co ważne czyli na doświadczaniu chwili. Mam najlepszego nauczyciela.

1 sierpnia 2016

Wszyscy faceci są tacy sami. Znajdź takiego, który irytuje cię najmniej.

1 sierpnia 2016
Extremama fot. Joanna Barchetto
Białka Tatrzańska - Extremama
Extremama - Guys

Jak to jest, że zwykle na końcu okazuje się, że na początku miało się rację … ?

Znalazłam! I co z tego?! Za każdym razem, kiedy leczę się z kolejnego „fantastycznego” chłopaka, okazuje się, że właściwie nic nowego się nie wydarzyło. Wszystko już było – w tej lub innej postaci. O co poszło tym razem? Pewnie, że warto to przetworzyć, choć i tak wyjdzie na to, że nic takiego się nie stało. Nawet jeśli np. nakryłaś go na zdradzie i tak zapewne problem zaczął się dużo wcześniej, a wpadka z kochanką to już efekt zgonu relacji. Taka prawda. Trzeba było pracować wcześniej. Trzeba było TUPNĄĆ NOGĄ wcześniej. U mnie właśnie o to chodzi. Ja nie tupię. Nie tupałam i choć teraz wiem już, że w tym rzecz, wątpię, żebym zaczęła. Ja grzecznie mówię. Rozmawiam. Opowiadam. Głaszczę po głowie. Nie wystarcza? To zwykle znikam. I choć uważam, że powinnam była kilka razy tupnąć, to nie żałuję. Trudno. Tak widocznie miało być. Przetwarzam dalej.

Gdy spoglądam w przeszłość, raczej nie wzdrygam się z obrzydzenia. Mężczyźni, z którymi „chodziłam”, spędzałam czas lub żyłam, to fajni goście. Nie ze wszystkimi dziś rozmawiam i być może kilku nie ma o mnie równie dobrego zdania. Cóż zrobić? Takie życie. Ich problem. O nich to jakkolwiek świadczy.

I to nie jest tak, że wszystko mi jedno. Nie jest tak właśnie. I chyba w tym tkwi problem. Zależy mi aż za bardzo. Nie lubię „tracić prądu”…, więc jeśli poświęcam Komuś swoją uwagę, czas, zapraszam do … rodziny …, to wiem, co robię i z czym to się wiąże.

No dobra, to co może pójść nie tak, że taki „naprawdę wyjątkowy” facet jednak przestaje nam odpowiadać? lub my przestajemy odpowiadać mu?

Alkohol. Przesadne imprezowanie. Koledzy lub używki ważniejsze niż ja. Ex-dziewczyna ważniejsza niż ja. Mama/siostra/babcia/ciocia ważniejsza niż ja. Brak czasu dla mnie. Brak inicjatywy. Brak pomysłu na życie. Nicnierobienie całymi dniami. Zazdrość. (*niepotrzebne skreślić – na szczęście nie jestem aż tak ślepa, żeby trafić na „ideolo” posiadającego wszystkie te wymienione przymioty). Mogłabym jeszcze dopisać szukanie dziury w całym albo marudzenie, ale myślę, że to już jest skutek uboczny jakiegoś konfliktu, często ukrytego pod maską zwykłego codziennego focha. Dokładam do listy jeszcze tchórzostwo oraz obsesję. Żaden ekstremalny stan w relacji damsko-męskiej nie przysłuży się zakochanym. Jak już powszechnie wiadomo – delikatne ignorowanie, nieprzejmowanie się czyli tak zwana wyje*ka, to jedyna postawa, która popłaca. W wielu dziedzinach. Należy robić swoje. I nie dajcie sobie wmówić, że akurat „pan i władca” ma zły dzień albo jakieś złe myśli, tudzież demony, same wpadają do biednej męskiej głowy. Boszszsz, to je zmieć samcu drogi – udanym seksem, litrem wódki, przebiegniętą przynajmniej „dyszką”. Jest mnóstwo sposobów. Proste. Tak, to jest proste. Albo jest dobrze, bo się nam chce, żeby tak było, albo lepiej sobie odpuścić. Nie ma półśrodków, stanu zawieszenia albo relacji typu nie-dziewczyna i nie-chłopak. To są jakieś przedszkolne zabawy, choć to akurat obelga w kierunku smyków, które zwykle potrafią jednoznacznie określić swoje pragnienia i potrzeby.

Zatem jeśli od początku nie jest dobrze, to nie będzie. No fakin way. Wiem coś o tym. Wymyśliłam sobie kilku chłopaków, a po chwili okazywało się, że właściwie byłam z kimś zupełnie innym. Za cholerę nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego on nie mógł być taki, jaki był?! Oczywiście nie mógł, bo nigdy taki nie był. I nie będzie. Nie będzie mnie kochał, skoro wciąż kocha inną. Nie założy ze mną rodziny, skoro ma inną, także w sercu. Nie spędzi ze mną wakacji, bo spędzanie ze mną czasu jest obowiązkiem, a nie przyjemnością i oderwaniem od prozy pracy czy faktycznych obligatoryjnych zajęć. Nie przestanie jarać dżointów leżąc ze mną w łóżku, bo nie obchodzi go, co myślę i czuję. Nie pojedzie ze mną na wejka, bo nie obchodzą go moje potrzeby. Nie pozna moich znajomych, bo woli, żeby nikt nie widział nas razem. Swoich też mi raczej nie przedstawi – z tego samego powodu. Nie pomoże mi w opiece nad synem, bo przecież nie zamierza tworzyć ze mną rodziny. Możesz wybrać te zjawiska, które mają zastosowanie w Twoim otoczeniu. Jest ich dużo więcej. Moja odpowiedź powinna być jedna jedyna – nie, to nie. Nara.

To tak nie działa. Nad związkiem warto pracować. No pewnie. Nad ZWIĄZKIEM. Nie nad świeżą relacją, zauroczeniem, mającym na celu rozładowanie skumulowanej energii lub stresu. Nie nad sztucznym tworem, który jest perfekcyjny czyli niemożliwy. Do tego tylko w jednej głowie. Pracować warto, jeśli samo z siebie było obłędnie. Czasem trzeba zweryfikować wzajemne potrzeby, podzielić się nowymi obowiązkami, zamienić role. Ekonomia miłości jest bezlitosna. Daj mi jedno, ja dam ci drugie. Tak jak chcesz. Nie ma nic za darmo. Na szczęście, dzięki uczuciom, w tej dziedzinie, rozwiązywanie równań i szukanie niewiadomych to wielka frajda. Jeśli pragnienie zgłębiania ekonomicznej wiedzy jest mutualne. Tu nie ma miejsca na znaki mniejszości czy większości. Tylko równania mają rację bytu. Choć faktycznie w każdym z nich „x” czy „y” mogą mieć inne wartości. Ważne, żeby zainteresowanym pasowało.

Najgorzej, gdy chętnie zgadzasz się na niesprawiedliwe nierówności. Bo kochasz. Bo chcesz być kochana. Korona ci z głowy nie spadnie jak RAZ się nagniesz, nieprawdaż? Tylko, że to raczej nigdy nie jest RAZ. A jeszcze gorzej jest, gdy akceptujesz te „loty” ukochanego. Kochasz je w sumie, bo są wyznacznikiem …, eee… oryginalności <?!>. Do tego jesteś pewna, że on rozumie twoje <loty, babo>. Tłumaczysz dziwoląga dziwnościami – swoimi też. Każdy je ma. Dlatego chce ci się nagiąć. Bo nie chce ci się już czekać lub szukać. Wolisz się w nim zapomnieć. W tym dziwnym właśnie. Mężczyźnie. Takim jak wszyscy przecież.

I choć widzisz i czujesz, że tak już by mogło zostać…, tak się nie dzieje. Bo w pewnym momencie czujesz się samotna – w kochaniu, w chceniu, w pragnieniu. A już najczęściej w okazywaniu inicjatywy, w przejmowaniu kontroli i dążeniu do spokoju ducha. No bo jeśli tobie jest trudno, a on ci dokłada i właściwie całym swoim jestestwem pokazuje ci, że cię zwyczajnie ignoruje i mogłoby cię nie być … To spadaj. Zasada jest prosta – robisz, co w Twojej mocy, żeby było dobrze. Nie jest? Teraz jego kolej. Jeśli zechce.

Nic nowego się nie dzieje. Zmieniamy się my. Za każdym razem, kiedy fajna relacja bez walki rozpada się i niemal widzę jak ze stałego, przechodzi w stan płynny, a potem gazowy i znika, widzę analogie do tego, co już było. Co z tego, że wyciągam wnioski, co z tego, że rozmawiam i analizuję. Nie ten moment, nie te okoliczności albo po prostu koniec rozdziału i brak chęci dopisania nawet post scriptum czy odesłania czytelnika do drugiej części sagi. Czas na krótki przypis na marginesie i lecimy dalej. Zadaję sobie pytanie – czym ten dziwoląg (czyt. mężczyzna) różni się od tamtego? W czym jest lepszy? Znam odpowiedź – w niczym. Dziś godzę się na coś, co kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia. Za chwilę znowu nastąpi moment zwrotny. Będę potrzebowała rozmowy i weryfikacji „uprawnień”. To naturalne. W odpowiednim czasie i miejscu dzieją się rzeczy magiczne. Magiczne albo … ekonomiczne 😉

I tak, choć wszystko już było, zostaję z bajzlem w sercu sama. Pozwoliłam na bałagan, posprzątam, odkażę, przelecę płynem antybakteryjnym, koniecznie takim na bazie alkoholu. Prosiłam się, to mam. Minie trochę czasu, przejdzie. Wystarczy co jakiś czas powycierać kurze, podlać kwiatki i już wygląda to schludnie i zachęcająco. Nie ma co się starać za bardzo, bo znowu wlezie ktoś w zabłoconych butach. Tak to jest – za bardzo odpicujesz, zawsze znajdzie się goguś, który chce przylansować lakierki na twoim parkiecie. A ten, jak wiesz, parkiet życia, bywa śliski.

12 comments

  1. „Każda potwora znajdzie swojego amatora” 😉 ja swojego znalazłam już dawno, był moją pierwszą Miłością i tak już pozostało. Inni potrzebują nieco więcej czasu. Ważne, by nie zamykać serca, ale też nie otwierać go przed tymi co na to nie zasługują. Myślę, że większość osób, które oglądały Twoje filmiki na yt cały czas trzymały kciuki za Maćka 😉 (mimo, że wiemy że temat zamknięty). Pozdrawiam!

  2. a zastanawiałaś się czego szukasz u faceta? co musi mieć, a bez czego przeżyjesz? albo w jakiej roli Ciebie chcą Twoi partnerzy? Nie ma przypadku w tym, ze akurat z nim sie ‚wywąchałaś’. Tak, ludzie jak psy sie wywąchują;) pomijam hormony… Mam na myśli ‚skrypty’.
    Lidio śledzę Cię na insta i kibicuję Ci w Twoim szukaniu szczęścia. Życzę Tobie i Zakovi spokoju w sobie, bo wtedy żadna wichura na zewnątrz Cie nie ruszy.

  3. Tak Lidio…większość facetów lubi mimozy podporządkowane swym panom… silne kobiety, niezależne, ambitne mają pod górkę w tym temacie… ale wg powiedzenia trzeba „trafić na swego”. Ja takiego mojego trafiłam po długoletnim toksycznych związku… po tygodniu wiedziałam że to ten na całe życie…. po roku wzięliśmy ślub… i wiesz co nas jeszcze bardziej umocniło.. długoletnie, z wieloma przeszkodami i problemami staranie się o dziecko. Nic tak nie ” testuje ” związku jak wspólne problemy. Muszą być jednak one wspólne jak napisałam. Dziś mogę powiedzieć że jestem mego mężczyzny, mego Męża pewna na 100% i ufam mu bardziej niż sobie? A esencją naszej miłości jest mała Zofia??? poza tym miłość to nie wszystko, partner życiowy to przede wszystkim najlepszy przyjaciel, doradca, spowiednik … na dobre i złe… z naciskiem na to ” złe”. Lidko życzę Ci z całego serca trafienia na swoją drugą połowę ?

  4. „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”
    Albert Einstein.

    Nie wszyscy faceci są tacy sami. Tak jak nie wszystkie kobiety nie są takie same.
    Jest mnóstwo cudownych facetów, którzy trafiają wciąż na wredne kobiety.

    Wybierasz sobie za każdym razem taki sam typ facetów i oczekujesz,że będą inni.

    Tacy poukładani i o jakich „marzysz” Cię nie kręcą. Są nudni.

    Nie ma też ludzi idealnych. Za wiele oczekujesz od innych a przede/wszystkim od siebie.
    Chcesz być idealna w każdym calu i wszędzie dobra. Nigdy nie masz dosyć. Zawsze chcesz więcej.
    Tzw. wyścig szczurów, który nie ma mety. Ścigasz się sama ze sobą.

    Jesteś idealna, taka jaka jesteś . Nie musisz udowadniać tego światu, albo czekać na potwierdzenie od niego.

    1. Tjaaa, dlatego, że uważam, że jestem „wystarczająco dobra”, wrzucam takie posty. A sformułowanie „wszyscy faceci są tacy sami” nie powinno być pejoratywne. To zawsze kwestia dopasowania, odpowiedniego czasu, sytuacji. Right?

      No i … nie płaczę nad swym losem. Jestem jego kowalem.

      Nie oczekuję. Działam.

      Pozdro.

  5. Trochę się pogubiłam, bo myślałam, że jesteś z kimś w związku (zdjęcia na IG), czy ten post oznacza, że (już) nie? Śledzę Twoje posty i kibicuję Ci, bo sama trochę utożsamiam się z Tobą- też wychowuję sama dziecko i myślę, że ten fakt odstrasza facetów najbardziej- dziecko- nie-jego.

    1. Heeeej 🙂 no tak, ja też się gubię i szukam z powrotem 😉 najlepiej trzymaj kciuki 😉

      Taaak, cudze dziecko skutecznie odstrasza niedojrzałych facetów – czyli dobrze 😉

      Powodzenia Kochana :*

      1. Doooookładnie! 😉 Niedojrzałych facetów! W samo sedno! Nie brak ich niestety. Szczególnie takich z perfekcyjną umiejętnością
        dojrzałego pierwszego wrażenia.

  6. No nie sądziłam, że jakiekolwiek wpisy na blogu dadzą mi taką siłę, jak Twoje.
    Z moim ”mężczyzną” byłam dwa lata, już wcześniej podnosił na mnie rękę, ale pozwalałam sobie na to bo tak jak pisałaś, naginałam się, bo ludzie są różni. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży oboje się cieszyliśmy, aż do pierwszej kłótni kiedy znowu mnie uderzył. Wtedy byłam odpowiedzialna już nie tylko za siebie, ale także za moje dziecko. I tak sobie żyję już prawie 20 tygodni ciąży sama, miewam chwile zwątpienia, ale za 7 tygodni pojawi się w moim życiu prawdziwy mężczyzna, który wynagrodzi mi wszystkie złe chwile.

Leave a comment