Latanie, śmianie się i zapominanie czyli HIS FINLAND – part 1

28 sierpnia 2013

Disco, extreme & mama czyli WPŁYŃ NA ZAKOŃCZENIE WAKACJI!

28 sierpnia 2013

W Krainie Muminków czyli HIS FINLAND part 2

28 sierpnia 2013

Troskliwa, obłędnie gotująca Mama Muminka z cechami osobowości Paszczaka, osobliwy Tata Muminka, przejmujący czasem rolę Buki, charakterna Mała Mi, ciekawy świata, wesoły Muminek, takiż też Ryjek, Włóczykij we własnym świecie, wkurzający Bobek,  … cała sfora Hatifnatów … 🙂 Taka właśnie jest moja, a teraz nasza Finlandia. Jest dzika, prostolinijna, naiwna, dziwna, ale nie jest zamknięta w sobie…. – tyle w ramach forszpanu 🙂


Od zawsze kilka spraw/zjawisk mnie w Finlandii dziwiło. Jednym tchem, z pamięci to będzie jakoś tak … Zdejmowanie butów – wszędzie! Nawet jak grupa nastolatków przyjeżdża do ośrodka wczasowego na obóz i wchodzi do sali, w ktorej są witani przez gospodarzy ośrodka, sali, gdzie podłoga wyłożona jest zwykłą wykładziną PCV … zdejmują buty! Ba! Zdejmuje je także ten, który ich wita. I tak wszedzie, pod niemal każdymi drzwiami, piętrzą się stosy butów. Hmmm, w sumie to kulturalnie i higienicznie, jak się tak zastanowić, nieprawdaż? Tylko jak potem doprać skarpetki?!:) Po drugie – MLEKO. Do KAŻDEGO posiłku – także do obiadu czyli do ziemniaków, które je się pod każdą postacią (zupełnie jak w poznańskiem:D) i na przykład mięsa z … łosia. Właśnie – łosie…, i renifery. U nas na drogę, przed samochód, może wybiec sarna, tudzież jeleń, czasem dzik, a tam – łoś! I takie właśnie widać tam znaki przy drogach 🙂 Inna sprawa – GENTLEMANÓW brak! Serio. Ja to jakaś skrzywiona chyba jestem swoim „gwiazdorskim” obyciem albo wyobrażeniem :), ale Fińczycy to w kwestii manier prostaki i matołki. Nie chcę tu nikogo obrazić, ale dobitnie Wam przedstawić jak faktycznie jest. Noooo, oczywiście, nie byłam wszędzie i nie znam każdego Fińczyka…. Do tego właśnie zmierzam.

Moja Finlandia jest dzika. Choć nosi znamiona rozwoju i świadomości skandynawskiej (mimo, że Finlandia przecież Skandynawią nie jest), jest wiejska i raczej „nieświatowa” … Jest zielona, z głazami porośnietymi mchem w lesie, bywa głośna, z powodu szczekających psów… Ale co mnie w niej kiedyś rozkochało, to OPTYMIZM. Tak! Kraj postrzegany jako ponury i pełen ludzi z rezerwą, jest tak naprawdę pełen … MOŻLIWOŚCI i RACJONALNEGO MYŚLENIA. Tę obserwację także zawdzięczam zapewne temperamentowi Fińczyków, których spotkałam i których życie poznałam. Prawda jest jednak jedna – CHCIEĆ TO MÓC i są tacy, którzy namiętnie z tego motta korzystają i wcielają je w życie. Szczególnie rzucili mi się oni w oczy właśnie w Finlandii. Zabawne zatem jest to połączenie – wsi na zachodnim wybrzeżu, wsi, w której nawet nie ma sklepu, z życiem w rozwiniętym, czystym kraju. W tej wsi jest za to las. Duuuuużo lasu! Do tego jest to las Taty Muminka! Wow! Las, w którym biegają łosie, które zjada się na obiad, łosie, które pomogły upolować psy, specjalne, „na łosie” właśnie. Przyszło mi do głowy, że moja Finlandia nie jest uboższa od tej z przewodników lub stereotypów. Jest bogatsza, bardziej złożona i wymaga więcej czasu, by ją poznać i przyswoić. Mnie się to jeszcze nie udało. Wciąż miotam się w opisach, żeby jakoś przystępnie ją przedstawić, zrozumieć, pojąć. Żeby nie było zbyt sielsko i ciepło, a jednocześnie nie może być szaro-buro lub nijako.

To Kraina Muminków – naprawdę. Wszystko, nawet to, co jest brzydkie, jest „narysowane”, ma kontury … Czasem z zaskoczenia kolorowy obrazek, wesoła postać, zmienia sie o 180 stopni. Ktoś mylnie postrzegany jako smutas, okazuje się być pełnym radości, ciekawym człowiekiem. I odwrotnie oczywiście. Krajobraz też bywa „muminkowy” …, taki … niekształtny. Górka, pagórek, a tak naprawdę lekkie nachylenie terenu …, zielone, porośnięte trawą? nieeee, to tylko mech…, ale za to głęboko zielony … Dla kogoś, kto, jak ja, mocno i ekstremalnie odbiera rzeczywistość, Finlandia jest landem półśrodków. Tak, jakby wszystko było tam pastelowe. Nie tylko fasady budynków. Mentalność, zwyczaje, architektura … – wszystko, co fińskie, jest … umiarkowane… A może to tylko pozory? Bo przecież, jak się zastanowić, to skoro Państwo funcjonuje dobrze, prawo jest egzekwowane, a obowiązki wykonywane, oznacza to, że wszystko działa raczej NA MAXA. Hmmmm, a może to prawo i te obowiązki są umiarkowane? I w tym tkwi klucz do sukcesu? do wykonalności? Przecież warto mierzyć siły na zamiary. W każdym razie, choć pastelowa, Finlandia ma wyraźne kontury. Podoba mi się to, choć nauczyłam się żyć w innej – krzykliwej, jaskrawej, dynamicznej, … cwaniackiej 🙂 – rzeczywistości.

Podróż przez Finlandię jest … MALOWNICZA. W najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Zdarzyło mi się jechać z Helsinek, przez zachodnie wybrzeże, na północ, do tzw Lapland’u. Wszędzie, naprawdę wszędzie, są kontury. No pewnie, że znaczenie ma tu fakt, że Fińczycy segregują śmieci, że sprzątają po sobie, że u nich odstępstwa od tych zasad są rzadkością, a nie odwrotnie. Dzięki temu, w takim czystym kraju, przyjemniej się żyje. Do tego gdy każdy zadowolony z czystości obejścia – policjant, mleczarz, drwal, nauczyciel … – wykonuje swoje obowiązki w 100% – nie ma aż tylu powodów, by się czepiać i narzekać. Można, jeśli się chce, zająć się sobą (fakt – ZAWSZE można:P) i jest to naturalne. Wracając jednak do malowniczości i podróży… Dobrze się po Finlandii jeździ, choć ZGODNIE z przepisami! Bo ładnie, bo dobre drogi, bo jak się zdarzy pijany kierowca, to inni dzwonią od razu na policję, a nie odwracają głowy. Ot co. Mimo mej osobistej dumy ze swojej umiejętności kombinowania i odnajdywania się w Polsce, podoba mi się ten spokój i oczywistość zobowiązań:)

Turku

A fińskie miasta? Widziałam kilka razy Helsinki, ale tylko przejazdem, w okolicy lotniska i dworca. Pierwsze wrażenie? – TYGIEL i nic szczególnego. To zaiste kwestia do nadrobienia. Tymczasem inne miasta, miasteczka, szczegolnie na zachodzie kraju, wręcz porażają swoim CHARAKTEREM. Jaki on jest? No taki … kompletnie NIE-CHARAKTERNY 🙂 Drewniane domy, zwykle w podobnej zabudowie, bez jaskrawych kolorów, nooo, chyba, że „szwedzka czerwień” 🙂 Tak, domy w miastach też są nią pomalowane, choć tym razem widziałam też sporo fasad w kolorze musztardowym (swoją drogą – ochyda! cóż to za kolor?!:D) No i ciężko wypić tam dobrą kawę. No pewnie, że to zależy od tego, co kto nazywa „dobrą kawą”:) Moja jest deserem – słodka, mleczna, z pianką lub bitą śmietaną, może też z czekoladą albo karmelem… Tymczasem fińska kawa to po prostu rozpuszczalna z dolanym mlekiem. Taka zaparzona w szklanym dzbanku, przez papierowy filtr. Tak się ją serwuje nawet na stacjach benzynowych. Zwykle stoją na nich dwa takie szklane dzbanki – z gotową kawą i z zaparzoną już czarną herbatą. I tyle. Żadnych udziwnień. Śmiesznie. Gdy spacerując po Turku, dorwałam bardziej „europejską” kawiarnię z kawą latte, zwariowałam z radości 🙂 

A Fińczyki? Ups, Finowie? 😛 Na pewno miejsce tworzą ludzie. Na pewno jest nieco prawdy w stereotypach. Na pewno od każdej reguły są odstępstwa. Do tego, że klasyczny Fin nie popisuje się damsko-męskim savoir-vivrem, mogę dorzucić jeszcze… Eeeee, nie mogę. Mam wrażenie, że Finowie, których znam nie są klasyczni 🙂 Są weseli, ciekawi świata, robią oryginalne rzeczy i są nietuzinkowi. Jak każdy, miewają swoje gorsze dni. Są otwarci na nowych ludzi i zjawiska. Świadczy o tym fakt, że przyjęli mnie/nas do swojej rodziny, że podróżują samochodem kempingowym po Europie, że uczą się języków, mają oryginalne pasje i kochają zwierzęta. Generalizuję, bo wśród znanych mi Fińczyków są bardzo różne typy osobowości. Jedno na pewno rzuca mi się w oczy – raczej BRAK poczucia humoru, tudzież ciekawy jego rodzaj 🙂 Dlatego moje „polskie żarty” spotykają się tam zwykle z salwami śmiechu (jak już oczywiście niektórzy pojmą o co mi chodziło:D – taaaak, uważam się za osobę zabawną :P). Zaobserwowałam też sporo sympatii ze strony Finów spotkanych podczas podróży – w pociągu, samolocie, na lotnisku. Także zapytani o drogę w mieście wykazują chęć pomocy i przede wszystkim dobrze MÓWIĄ PO ANGIELSKU. Hmmmm, może właśnie w tym tkwi istota mojego entuzjazmu? Bo skoro jestem takim anglofilem, to łatwo mnie do siebie w ten sposób przekonać. Raczej nie na zawsze, ale na trochę jak najbardziej. Właściwie to żałuję, że nie znajduję czasu na naukę fińskiego i/lub szwedzkiego. Toż to idealna pożywka dla mojej potrzeby poczucia bycia oryginalną:) Może jeszcze kiedyś się uda. Możliwe, że wtedy wejdę na zupełnie inny poziom komunikacji z Fińczykami.

Na razie, na nowo, jeszcze chętniej, poznaję fińskie zwyczaje. Nie buntuję się przeciwko nim. Ten etap mam już za sobą:) Szczególnie w 6-ym tygodniu ciąży wszystko, co fińczykowe, działało na mnie jak płachta na byka 😀 Teraz, skoro Finlandia przyjmuje mnie iśćie polską gościnnością, ja akceptuję jej oryginalność. Wiecie, że dzieci chrzczone są tam w domu? Ksiądz przyjeżdża do domu, babcie robią tarty (meat pie albo fish pie), mama piecze tort, tata gra na gitarze … Fakt – może nie wszystko w naszej Finlandii jest typowo fińskie, ale jest NASZE 🙂 Dobrze jest czerpać z podróży, doświadczeń to, co najlepsze, najciekawsze, co nam najbardziej odpowiada, a potem poskładać to sobie w swoje ja. Zac ma jeszcze na to czas. Mam jednak nieodparte wrażenie, że już jest złożoną, barwną osobowością i będzie miał w czym wybierać. Pierwsza nasza wspólna wizyta w Suomi, bo tak brzmi nazwa tego kraju w ich języku, dostarczyła nam pozytywnych, ale nie nachalnych wrażeń, nowych znajomości. Mnie daje do myślenia każdy dzień obserwacji rozwoju Zaczka, dlatego pobyt w Fi był wyjątkowo owocny. Spotkaliśmy naszą liczną rodzinę, przebywaliśmy z dala od domu, wśród samych nowości, a jednak znaleźliśmy czas na chwile samotności, sami ze sobą. Zdołaliśmy więc zdrowo „przetworzyć” moc atrakcji, nie męcząc się przy tym i nie marudząc.

ooo, a nawet zdarza się, że mają poczucie humoru 🙂

„fish pie” bez laktozy 🙂

Podoba mi się w Finlandii, którą znam też to, że stawia się na rozwój dzieci i młodzieży. Uczestniczyłam już (jakem młodzież!) w zajęciach ze szlifowania kamieni do naszyjników <!!!>, malowania akrylami na koszulkach, w treningu curlingu, hokeja, FLOOR BALL’a, strzelania z łuku… Widzę jak organizuje się tam spływy kajakowe, wyprawy survivalowe, wspinaczkę, spotkania towarzyskie i integracyjne w WIEJSKICH domach kultury … Imponujące. Wiem, wiem, w Polsce też są takie zajęcia 🙂 Sama je znam i uwielbiam. Po prostu piszę Wam jak jest, bo to się bardzo rzuca w oczy. Przynajmniej moje:)

floor ball – narodowa dyscyplina sportu

Choć Finlandia wciąż mnie zadziwia, mam tu już swoj port. Nie czuję się tu obca. Wręcz przeciwnie. Przestałam się uczyć fińskiego, bo mi się kiedyś odechciało, po prostu. Zresztą, nasza fińska rodzina mówi po szwedzku… Nie pijam mleka i w Wigilę zakładam w domu trampki, bo pasują mi do spódnicy. Mimo to, jestem tu fajna. No właśnie. Zdaje się, że tu bywam EGZOTYCZNA, a przecież jestem kolorowym ptakiem, który potrzebuje słońca, by mieniły mu się piórka:) Do tego teraz mam jeszcze swoje pisklę, które przejawia znajome zamiłowanie do wszędobylstwa i chętnie uczy się tej życiowej, kosmopolitycznej egzotyki. Myślę, że z pisklęciem u boku, NASZA Finlandia będzie dużo ciekawsza niż moja.

P.S. Aaaaaa, czy Finowie piją wódkę? Podobno tak. Spoooro. Nie ma co się na ten temat rozpisywać. W końcu ten element nie jest dla nas – Polaków – jakoś szczególnie oryginalny:) Zauważyłam za to, że piją wodę z kranu. Także w miastach. Nie kupuje się tu wody mineralnej. Ekonomicznie i jak się okazuje, zdrowo:)

A galeria jest TU! – KLIK!

*forszpan – zapowiedź tego, co „w programie” 🙂

3 comments

  1. miło się czytało, dużo fajnych info a przez chwile poczułam ze tam z wami jestem.. w słoneczny dzień owiewa mnie chłodniejszy wiatr a w koło widzę te wszystkie kontury 🙂
    no i co tu gadać uwielbiam Cię, dodatkowo wyobraziłam sobie Ciebie w tych właśnie trampkach w wigilię 😉 i jeszcze bardziej Cię uwielbiam:)

Leave a comment