4 ma SK8 na spontanie

28 grudnia 2015

Szpital 1 – reumatyzm wieku rozwojowego – WTF?!

28 grudnia 2015

LEWITACJA to nie mus czyli odezwa do Mężczyzny

28 grudnia 2015

Bądź. Potrzebuję to wiedzieć i czuć. Nie chcę się do tego przekonywać, ani nad tym zastanawiać. Tak, niech to będzie oczywiste. Dosyć mam dylematów i kombinowania w innych dziedzinach życia. Z Tobą cenię spokój duszy. Pewnie, że można go osiągnąć zarówno leżąc razem na kanapie, jak i szalejąc na wejku. Ba! Nawet sprzątając mieszkanie, po którym biegają niesforne latorośle. Nie mam potrzeby doznawania ekstremalnych emocji w relacji z Tobą. Nie chcę tego rozkminiać. To wcale nie znaczy, że nie pracuję nad nami. Wręcz przeciwnie. Skoro jestem, skoro Ty jesteś, to bądźmy. Razem. Weryfikujmy wzajemne potrzeby i istniejmy z empatią. Nie od razu niczym Matki Teresy z Kalkuty…, ale przecież z jakiegoś powodu JESTEŚMY. Warto o to dbać. Warto tego nie spieprzyć. Na początku jest 200%. Potem standardowo zostaje 100. Ja wierzę, że można żyć na poziomie 110 czyli permanentnie delikatnie unosząc się nad ziemią. Taka jestem. Jaram się. Wpadam w euforię. Kręci mnie codzienność. Dlatego lewitacja ze szczęścia to łatwizna. Z Tobą. Poniżej 100% nie zamierzam schodzić. Nie zmuszaj mnie do tego. Potrzebuję mojej lewitacji. Bez tego mam smutne serce.

Lewitacja szczęśliwości to wyraz akceptacji każdego momentu, zakochanie w każdej chwili z Tobą. W każdym esemesie czy przesłanej piosence. W każdej myśli, gdy każde z nas zajęte jest swoimi sprawami. Lewitacja powoduje, że nie zauważam potknięć, bo nad przeszkodami przelatuję zaledwie ocierając się o nie. Pozwól mi na to. To między innymi dla Ciebie lewituję. To Ciebie chcę wzmacniać swoją energią i to o Tobie myślę kupując białą czekoladę albo owoce na smoothie. Nie irytuj się moim nakręceniem. Wiem, że bywa to śmieszne. Umiem się opamiętać. Poza tym, nie ranię nikogo codziennym powerem. A Ciebie? Denerwuję? Hmmm, to zniknij. Ja nie przestanę. Będę lewitować i wkur*iać tym świat.

Porozmawiaj ze mną. Bez pretensji. Bez czepiania się słówek. Bez podejrzliwości. Chcę tylko dobrze. NAJLEPIEJ. Jeśli mi nie wychodzi, to pokieruj mną delikatnie. Nie nakazuj. Marchewki są lepsze, niż kije. Kijów się boję. Wtedy opada euforia. Wtedy jestem słaba. Chcę być silna. Potrafię taka być. Z Tobą mogę być silniejsza. Bez Ciebie przeżyję. Tak. Jeśli mam wybierać pomiędzy tyranią z kijami, a samotnością, zostanę sama. Tyranozaury mają w sobie moc przyciągania – ekscytująco dominują, wykazują inicjatywę. To wabi. I niszczy. Tyranozaur jednak nie uniesie się w powietrze. A przecież ja umiem lewitować. To moja broń, choć przede wszystkim to styl życia. Lewitując więc, ucieknę. Znowu.

Nie zmuszaj mnie do ucieczki. Nie zmuszaj mnie do niczego. Ciesz się tym, jak jest. Gafą, serdecznością, poznawaniem samego siebie i siebie wzajemnie. Godzę się z tym, że w interakcji z Tobą, będę nieco inna. To naturalne. Człowiek sam to inny człowiek, niż taki w duecie. Szczególnie, jeśli to nie chwilowe. Chcę być lepsza. Z Tobą. Dla Ciebie. Dla siebie. To trochę kompromis, a trochę po prostu inaczej się nie da. Każde doświadczenie nas zmienia i uczy. Ty też mnie dużo uczysz. Absolutnie to kocham. Widzisz to? Zobacz.

Nie obrażaj się. Nie marnuj naszego bycia. Nie powoduj, że przestaje mi zależeć. Obojętność zabija. Pojawia się stopniowo. Jak już jest, całkiem nie odejdzie. Odciska swój znak na każdej sekundzie. Jeśli Ci to mówię, to tak jest. Nie mówiłabym, gdybym naprawdę tak nie myślała. Jak już mówię, to zwykle nie jest dobrze. Nie doprowadzaj mnie do ostateczności. To też nie buduje. To mus, a ja nie lubię musieć. W sumie nic nie muszę. Ty też nie. Potrzebujemy. Chcemy. Nie musimy.

Chciej mnie. Chciej ze mną żyć. Randki są spoko, ale najlepsze jest życie. Kochaj je ze mną. Jestem barwnym ptakiem każdego dnia, a nie TYLKO wieczorami. Mam pisklę. Je też kochaj. Ono to ja. Wiesz to dobrze. Tylko czy Twoja podświadomość to akceptuje? Nie chcę się szarpać. Dość już szarpania. Pisklę nie będzie na to patrzeć. Emocjonalnie podchodzę do życia. Jeśli więc dostarcza mi ono sensacji, jestem przejęta, zdenerwowana, pełna niepokoju. Nie chcę tak. Rozumiesz? Potrafię wytłumaczyć. Potrzebuję, żebyś posłuchał i usłyszał. Odwdzięczam się. Bezwiednie. Jak się kocha, to przychodzi samo. Słuchanie, rozumienie, słyszenie i zgoda.

Nie zmieniaj mnie. Jestem dobra. Bądź też. Dobry. I zdecydowany. Wtedy będę bezpieczna. I choć nie chcę, żebyś był moją nianią, to poczucie bezpieczeństwa przy dobrym sercu jest na wagę złota. Wtedy mogę odpuścić kontrolę, przestać planować i układać. Choć na chwilę. Chętnie oddam Ci ster. Nie wierzysz? Spróbuj go przejąć. Z pełną odpowiedzialnością. Nie na chwilę. To nie zabawa. Sterowanie lewitującym obiektem wymaga odwagi i pewności siebie. Skoro oddaję Ci ster (tudzież cugle), uważam, że dasz radę. I tego chcę.

Mów i działaj. Nie przynudzaj mrzonkami. Kręci Cię mój kolorowy mózg? Ja tak samo uwielbiam Twój. Używaj go. To najlepsza gra wstępna. Nie ma wolnych przebiegów. Wszystko ma znaczenie. Wcale nie trzeba wielkiego fortelu, żeby wspólnie barwnie przeżywać dni (i noce). Jeśli mówisz, że chcesz być blisko, bądź. Jeśli nie tęsknisz, nie miej pretensji o brak wiadomości czy wydzwaniania za Tobą. A jeśli tęsknisz? Zadzwoń.

Proszę.

—- written to The Man —-

 

2 comments

Leave a comment