Być gwiazdą, gwiazdą, ludzi fantazją … czyli marny żywot celebrytki

19 lipca 2016

Hotel w środku jeziora – strefa ciszy, raz! Poproszę.

19 lipca 2016

SLOW LIFE to szacunek do emocji, tolerancja inności, akceptacja samego siebie czyli Nowe Kawkowo LOVE.

19 lipca 2016

Mieszkałam na Warmii ponad 10 lat. Zaczęło się to spontanicznie… Od zdenerwowania w pracy w Opolu, od bezradności, od niepopularnych decyzji, od odwagi i braku pokory. A także od otwartych ramion i Magdy, która została moim Aniołem Stróżem, od kilku (no dooobra, wieeelu) „browarów” wypitych z przyszłymi kolegami, od spaceru po lesie, wyprawy nad rzekę. Rano, gdy nie wstałam na pociąg, przechadzając się brzegiem Łyny wiedziałam „tu chcę zostać”. Nawet teraz, gdy to piszę, łzy wzruszenia napływają mi do oczu. To moja dorosłość. Wtedy się zaczęła. Wtedy podjęłam decyzję. Tydzień później mieszkałam już w Olsztynie. Na Warmii.

O stolicy regionu opowiem kiedy indziej, bo miasto to zawsze nieco inna historia i na jego odbiór ma wpływ mnóstwo pobocznych czynników. Za to od zawsze kochałam wieś. Gdy byliśmy dziećmi, mój brat i ja, spędzaliśmy czas na wsi pod Lublinem, na Woli Przybysławskiej. Potem jeździłam tam sama, już jako … „dorosła”. Ba! Miałam tam nawet „narzeczonego” Romana. Mieliśmy więc traktor, konia i krowy…, i kury na podwórku. Tylko uczucia i opanowania nam zabrakło, więc zwiałam. Jak to ja. Miłość do wsi pozostała. Do dziś.

Gdy więc już jako samodzielna Lidia mieszkająca na drugim końcu Polski (z Opola do Olsztyna w końcu kawalątek jest!), trafiałam do warmińskich wsi i małych miasteczek, piszczałam z radości. Prawdopodobnie zawsze, choć dokładnie wszystkich sytuacji nie pamiętam. Umiłowanie do SLOW LIFE włącza mi się nagle i niepostrzeżenie. Często potem nie pamiętam tego stanu umysłu i nie potrafię wszystkiego odtworzyć. Upajam się obrazami, które zostają w duszy, bo opowiedzieć też się ich nie da. Odwiedzałam więc te malownicze miejsca z ekipą telewizyjną i śmiało mogę powiedzieć, że to mnie ukształtowało – tak jak najlepsze opolskie liceum, tak jak pierwszy chłopak skejt, tak jak kolejny – ornitolog, tak jak wychowawczyni anglistka…, tak ukształtowała mnie praca w telewizji, w dużej mierze tej na Warmii. Pewnie, że duży wpływ mieli na to ludzie czyli operatorzy i dźwiękowcy, z którymi pracowałam, bo ich zachwyt okolicą był równie duży jak mój, choć większość z nich pochodzi z tamtego regionu. Tak, mieszkańcom Warmii obce jest powiedzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Oni wiedzą, co mają. Wiedzą też, że nie trzeba o tym głośno krzyczeć, żeby zachować klasę i ekskluzywny charakter krainy.

I tak po latach, przechodząc do konkretów, trafiłam do Nowego Kawkowa. Powiedziała mi o nim Natalia, która tam mieszka, a pracuje w pobliskich Ględach. Natalia, która całym swoim jestestwem potwierdza swoją miłość i przywiązanie do natury (Natalia, o której pewnie jeszcze usłyszycie). Pojechałam do Nowego Kawkowa z kamerą i zapragnęłam tam zostać. Natychmiast. Nie pamiętam dokładnie w którym miejscu byłam najpierw. Pewnie było to Lawendowe Pole, które zaczyna być już miejscem popularnym i rozpoznawanym, choć na szczęście niezadeptanym.

Extremama - Nowe Kawkowo

Lawendowe Pole to Asia i Piotr. To wyrzeczenie się pośpiechu. To zaangażowanie, ogromna wiedza o kulturze i wielka życiowa mądrość. To szacunek do każdego przybysza i chęć przekazania pozytywnego sposobu myślenia. Nie zawsze się udaje, bo ludzie wpadają tu i choć pewnie każdy zachwyca się klimatem, zapachem lawendy, to nie każdy daje się jej oczarować. Ja oddycham tam wyjątkowo głęboko. Lawenda leczy duszę. Przy okazji wypełnia też żołądek. Lawendowe ciasteczka upieczone przez Asię śnią mi się po nocach do dziś. Kiedy po bezkarnym obżarstwie odbija Ci się lawendą, śmiało możesz uznać, że wczułeś się w klimat miejsca. Taca lawendowych wypieków to prawdziwy balsam dla zaganianego umysłu. A pole to faktycznie pole … Można sobie na nim … POSIEDZIEĆ.

Nowe Kawkowo to miejsce artystów. Letycję i Franka poznałam w Olsztynie, gdzie prowadzili kawiarnię. On przystojny Francuz, barista, ona ponętna Polka. Z nimi śliczna córeczka w wieku mojego Zachariasza. Gdy wynajęłam pokój w starej Cegielni czyli domu, w którym Letycja prowadzi warsztaty ceramiczne, nie spodziewałam się doświadczyć tam takiej mnogości atrakcji. Pewnie, że głównym atutem miejsca jest możliwość wzięcia udziału w lekcjach lepienia garnków lub nabycia gotowych przepięknych wyrobów. Mnie wystarczyły opowieści Letycji (boszszsz, cóż za piękne imię!<3 ) i kawa przygotowana przez Franka z dużą uwagą i profesjonalizmem. No dobra, dorzucam jeszcze bezapelacyjnie najpyszniejsze na świecie naleśniki, które w Cegielni-Art nazywa się z francuskiego „krepami”. Absolutna pycha! Zac zwariował na punkcie kur mieszkających w kurniku i królików, które mógł pogłaskać. Raj. Tempo życia nie do opisania… Mam wrażenie, że czas płynie tam tak wolno, że wspominając czekanie na pyszne „letycjowe” kotlety mielone widziałam jak czas, taki gęsty … wisiał w powietrzu i … serio!, kimnął po drodze na hamaku… Obłęd. Cudowni ludzie.

Extremama - Cegielnia Art

Nowe Kawkowo to wariaci. Przejeżdżając przez wieś, zwrócicie uwagę na Galerię. Niby to kawiarnia, niby miejsce wystawiania dzieł sztuki, niby dom… Wszystko w jednym. Ten śmieszny koleś, która Was zagadnie to Gospodarz. Nie bójcie się go. To poczciwa dusza, choć faktycznie rozmowa z nim do najłatwiejszych nie należy. Przywitajcie się z jego Żoną. Kobieta z klasą i równie dobrą duszą. Bajka. Po Galerii biegają pies i kot. Gospodarz pokazuje część zakamarków, ale nie wszystkie. Zostawia niektóre tajemnice dla siebie. To wyjątkowo kolorowe miejsce. Tacy są też jego mieszkańcy.

Nie byłam w Nowym Kawkowie wszędzie. Trudno tam zarezerwować miejsce, bo noclegi bywają bukowane z dużym wyprzedzeniem. Po przeczytaniu tego tekstu spróbujcie to sprawdzić. Zapytajcie o miejsca na sierpień. Pewnie pierwsze wolne pokoje gdziekolwiek będą na wrzesień i to już będzie sukces. Taka magia Nowego Kawkowa. Baza noclegowa nie jest duża, więc turyści niezmiennie są tu gośćmi, a klimat dyktują gospodarze. Ci z kolei świadomie wybrali życie w małej warmińskiej wsi. Nigdzie im się nie spieszy i niczego nie muszą. Są szczęśliwi, spełnieni. Są z bliskimi i mają dla nich czas. Jeśli nie masz ochoty lepić garnków, możesz nauczyć się właśnie tego.

 

PRZYDATNE LINKI:

Cegielnia Art, Cegielnia Art na fb

Lawendowe Pole, Lawendowe Pole fb

Galeria Kawkowo

Druga połowa programu SKOK NA WEEKEND z Nowego Kawkowa

Leave a comment