Fluo Bransy

18 maja 2013

Od Suzi po sushi

18 maja 2013

SIEROTKA MARYSIA vs Zosia SAMOSIA alias dumna wieśniara

18 maja 2013
1
zac43-holowanie-%281%29
Image-2

Tak już mamy. My – kobiety. Nawet jak nam ciężko, jak pot się leje i łamią się
paznokcie, koniec końców kręci nas to, że stawiłyśmy temu czemuś czoła.
Nawet gdy wiemy, że możnaby się wyręczyć facetem (tym bardziej, że
oni-faceci-to lubią), najlepiej się czujemy, gdy same daną materię
ogarnęłyśmy.

Wiem, wiem, są zaiste takie lalki, które same nie mają nic
do powiedzenia, ani do zrobienia, ba!, nawet nie chcą mieć. Niech sobie
będą;) Szczęściary! No bo, skoro nie umiesz kreatywnie, samodzielnie
myśleć, to Ci lżej w życiu. Nie widzisz lepszych rozwiązań, nie
żałujesz, że ich nie wybrałaś. Dobrze jest być taką Sierotką Marysią.
Wada jest jedna, ale zasadnicza. Jak już zdecydujesz się nią zostać,
trudno przestać – no bo skoro już wyłączyło się mózg, tudzież pokłady
samodzielności, odcięła się droga powrotu. Tak czy siak, nie żałuję, że
Sierotką Marysią nie jestem i każdego dnia lubię być Zosią Samosią
raczej. Dlatego tak baaaardzo się cieszę, że w końcu mam prawo jazdy i Suzi moją zacną poobijaną 🙂 Dodając do tego umiłowanie do „wsi radosnej i wesołej” i
spontaniczność na wysokim poziomie, wychodzą z tego całkiem przyjemne,
niezaplanowane popołudnia.

Wczoraj na przykład, po porannym spacerze z Boskim, a z Zachariaszem w
chuście, wybraliśmy się z Z do pana doktora naszego w celu konsultacji
kilku spraw, które nie wymagają opisu tutaj. Wyprawa do lekarza,
spotkanie z Gosią, telefon od Eweliny, powrót do domu, wyjazd do
centrum, spakowanie wózka do środka Suzi, bo w bagażniku były jeszcze
opony <takie tam wyręczanie się facetami, którzy, by się zebrać potrzebują chwilki… :D>, parkowanie bez wstecznego, bo przygniatał go wózek <!!>,
spacer po Starym Mieście, smoothie w House Cafe, powrót do domu, Zaczek
pięknie śpiący…. Hmmmm, no właśnie odkąd zmieniliśmy Z fotelik na ten
drugi, 9-18 kg, nie bardzo radzę sobie z tym co zrobić kiedy on w nim
zasypia, a dojeżdżamy na miejsce…, a on dalej śpi. Wczoraj zaparkowałam jak najbliżej wejścia do klatki, zostawiłam Z w samochodzie z otwartymi drzwiami, co by przewiewnie było i dosłownie poleciałam po Boskiego. Pojawiła się myśl, że możemy pojechać od razu na jakiś plenerowy spacerek, skoro Zac nie protestuje przeciwko siedzeniu w foteliku. Tja. Wpadłam do domu, otworzyłam klatkę Boskiego <zamykamy go w dużej klatce, bo zdarza mu się czasem coś zdemolować podczas naszej nieobecności>, zgarnęłam smycz i wyleciałam z powrotem. Zac spał nadal, więc piszczącego z radości <ku mojej wściekłości> Boskiego wrzuciłam na przednie siedzenie <na tylnim był Zac i wózek> i w drogę! Juppi! Kot był jeszcze w pracy, więc tym razem czill we troje 🙂

No miszcz! Lubię tak 🙂 Jadąc, a potem wysiadając w Bartągu, pomyślałam, że to cudowne mieszkać w tej części Polski i mieć 3 minuty nad jezioro, ba! nawet kilka jezior. Do tego ta moja miłość do wsi i małych miejscowości, ech, ach i och! 🙂 Zac jeszcze pospał, więc miałam chwilę dla wariata – Boskiego. Tyle, że Boski szybko padł we wczorajszym upale, za to chętnie wszedł do jeziora…, chyba po raz pierwszy w swoim życiu 🙂 Po czym tak odzyskał siły, że wpadł do … rowu! Hahahahahaha! jakież było jego zdziwienie, gdy nie przeskoczył z brzegu na brzeg i wylądował w niezbyt czystej wodzie 🙂 Śmieszny ten nasz Boski jest na maxa! Fakt, nie było mi do śmiechu, gdy pomyślałam, że taki niezbyt czysto-mokry wskoczy do Suzi, więc poczekaliśmy aż wyschnie, a w domu i tak zafundowałam mu orzeźwiający prysznic. Zaczkowi i sobie zresztą też 🙂

Zaiste po mistrzowsku zagospodarowałam ten dzień, bez nerwów, stresu i pośpiechu – totalne slow life, w wersji VERY RICH 🙂 Dumnam z siebie, dumnam z nas 🙂 Taka ze mnie właśnie dumna wieśniara, bo wieś ładuje mnie pozytywną energią. A że baterie mam sprawne, podatna jestem na to ładowanie 🙂

6 comments

  1. Świetne to Wasze pieso ;)A gdzie w Bartągu zatrzymujecie się? Ostatnio też chciałam jechać gdzieś zwyczajnie posiedzieć chwilę i nawet pomyślałam o Bartagu…ale zupełnie nie znam tej okolicy.

    1. Tym razem bylismy na plazy po prostu, przy drodze,a le polecam moja ulubioną miejscówkę – zakole Łyny w Rusi, w lesie 🙂 Jest nawet parking i miejsce do grillowania 🙂 Po prostu jedziesz do wsi Ruś i potem w kierunku Zazdrości … Najs:)

  2. Mnie się ostatnio dwa razy zdarzyło siedzieć pod blokiem w samochodzie pół godziny w oczekiwaniu, aż Wojtek się wyśpi, bo ma tendencje do zasypiania pięć minut od domu 🙂

  3. Lidziu, dziękuję Ci za Twoje filmy, za tego bloga, za Twoją szczerość, energię i odwagę. Jestem w ciąży; ojciec dziecka – pomimo że go chciał i pomimo swojego poważnego wieku – zachował się całkiem niepoważnie i zostałam ze wszystkim sama, w trudnej ciąży. Leżę i czytam Twojego bloga, oglądam wszystko co publikujesz i mam nadzieję, że jakoś się nam wszystkim na życiowych zakrętach wyprostują ścieżki i będzie tylko lepiej 🙂 Pozdrawiam Cię i podziwiam, jesteś bardzo dzielna

    1. Hej KOchana, każda z nas ma w sobie jakąś moc . Moją okazuje się być macierzyństwo 😉 Trochę trudno wszystko ogarnąć tak jak by się chciało, ale priorytet wskazuje drogę. Duuuuzo zdrowia! i dawaj znać co u Was! :***

Leave a comment