Gdzie on jest? – zwierzenia Extrematki

3 maja 2016

Autyzm, ADHD, a może INDYWIDUALIZM czyli nie róbcie z niego debila.

3 maja 2016

Rowerowy Zac czyli jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz

3 maja 2016

Zac wybrał rower. Wiem, że do deski też się przekona. Nie zmuszam go. Tymczasem opanował do perfekcji jazdę na rowerze biegowym i widzę jak obserwuje rowerzystów na ulicach. Pytacie jaki rower wybrać, skoro już kilka ich przetestowaliśmy. Na początku mieliśmy drewniany, najprostszy KinderKrafta i sprawdzał się idealnie dopóki Zac nie zrzucił go ze sceny w Ośrodku Wisła i rowerek stracił pół kierownicy. Zachariasz to mały szogun i szybko się okazało, że sprzęt, na którym jeździ powinien być solidny. Pieniędzy na nowy rower nie było, ale udało się odkupić lekko używany, metalowy, no name za butelkę wina od koleżanki znajomej. Zachariaszowi było wszystko jedno na jakim rowerze biega. Ważne, że biegał. Od kiedy? Ten drewniany dostał na drugie urodziny i wtedy jeszcze było za wcześnie. Rower leżał w pokoju. Zac sam go wziął i pojechał.

Od tamtej pory rowery stojące pod sklepami, a tym bardziej sklepy rowerowe lub serwisy bardzo go interesują. Cieszę się, bo to faktycznie jego „zajawka”. Ja na rowerze jeżdżę rzadko odkąd ukradziono mi moje dwa kółka wiele lat temu. Przyznaję, że kusi mnie jazda po pump tracku. Całe ciało pracuje i jest przy tym niezła frajda. Zac też lubi pump track czyli tor do jazdy, po którym nie trzeba pedałować, ale należy „pompować”. Prawdziwa pumptrackowa jazda jeszcze przed nami, bo na biegówce to zupełnie inna sprawa. Ważne, że oboje mamy z tego mnóstwo radości.

Widząc jak śmiało Zac poczyna sobie na biegówce, nie mogłam się doczekać posadzenia Z na tradycyjnym rowerze. Miałam ambitny plan – Zac wsiądzie i pojedzie. W końcu to mój mały bohater.

Każdy rodzic i w ogóle każdy, kto jeździ na rowerze potrzebuje swojego „Anioła Stróża”. My mamy Mikołaja. Nie udaję, że się znam na wszystkim. Na rowerach się nie znam, a Mikołaj wręcz przeciwnie. To taki ekspert, który zachwyca kompleksową wspaniałością. Zac wpadł do Mikołaja do sklepu na Wilanowie i natychmiast został serwisantem, po chwili wszedł jak do siebie na zaplecze i poczęstował się ciachem w dziale AirBike Caffe. Pracowników to na szczęście nie wyprowadziło z równowagi – ZUCHY! <3 Po chwili udało się smyka posadzić na rowerze. Wysokość idealna, boczne kółka są…, ale Zac nie chce pedałować. Ech. Motywowaliśmy go jak tylko się dało. Rower dopasowany. ALE jak go ja – matka wszechwiedząca – podniosłam, pomyślałam, że jest za ciężki. Mikołaj mnie uspokoił i powiedział, że to dobry lekki rower, a Zac sobie poradzi. Uwielbiam, gdy ktoś mi radzi z takim zdecydowaniem.

No, ale co z tymi bocznymi kółkami? Kiedy mam je odkręcić? Mikołaj powiedział, że po dwóch dniach. OK. Trochę nam się te dwa dni przedłużyły, bo Zac miał chwilę przerwy i bardzo się lenił pedałując. Podziałało uciekanie przed nim na rolkach. Nie ma nic bardziej motywującego niż chęć rozjechania matki 😉 Do tego zabawa dzwonkiem i dokręcone migające światełka. Boczne kółka odkręciliśmy po tygodniu, bo już mnie denerwowało upychanie roweru z nimi do samochodu. Ha!

AirBike Zac

No i co dalej? Praktyka jazdy na biegówce gwarantuje równowagę, ale w parze z pedałowaniem to już nie jest takie oczywiste. Nie zainstalowałam w rowerze pałąka do trzymania. Zresztą szczerze wątpię czy zdołałabym go na tym badylu utrzymać. Postawiłam go na rowerze i pozwoliłam mu poczuć jego wagę, poodpychać się nogami. Spodobało mu się, choć na początek była ZACn gleba. Zac poleciał na bok niczym bezwładny worek kartofli. Na szczęście, jak to Zac, nie zniechęcił się, tylko od razu ponownie wsiadł na rower.

Pomagam mu. Trzymam go za kaptur. Jak czuje, że puszczam, panikuje, przestaje pedałować, krzyczy. Śmiesznie. Czuję się potrzebna, a ta pozycja nie powoduje wyginania mojego nadwyrężonego kręgosłupa. Próbowałam trzymać rower, Zachariasza w pasie… – bez sensu. Lekka, raczej psychiczna asekuracja kaptura w zupełności wystarcza. Uwielbiam to. Zapewne w nauce dziecka jazdy na rowerze przydaje się siła fizyczna. Ja nadrabiam hartem ducha i nie mniejszą frajdą, niż gdybym sama siedziała na rowerze.

Aktualnie pogoda płata figle, więc miewamy przerwy w treningu. Dobrze, bo Z się stęskni za rowerem. Widzę też, że powinnam mu dawać dobry przykład i czasem pojeździć na rowerze obok niego. Zachariasz uwielbia w większości czynności kopiować innych, choć wtedy, kiedy on sam tego chce, a nie, kiedy ktoś inny o to prosi. Do tej pory byliśmy duetem – biegówka/deskorolka. Będzie równie fajnie w zestawieniu rower/rower.

Zac od początku jeździ w kasku. Czasem dokładaliśmy pełny standardowy zestaw ochraniaczy, choć nie mam pojęcia jak on trzymał kierownicę w ochraniaczach na nadgarstki. Teraz ochraniacze to „oblig”, bo zacznie się szarżowanie, być może w skateparku. Nie mogę się doczekać. No i wiem, że jak będziemy potrzebować serwisu, mogę zwrócić się o pomoc do fachowca. O ile tata w domu, pewnie potrafi ogarniać podstawowe sprawy związane z rowerową karierą syna, my potrzebujemy nieco wsparcia. Mamy ekipę Mikołaja, więc nie oszczędzamy sprzętu.

AirBike Zac

Przy okazji, biegając obok Z podczas nauki jazdy na rowerze, często słyszę zaczepki ludzi wokół, innych rowerzystów „a może mama też by pojeździła?”, „a mama gdzie ma rower?”… Bosz, no ludzie, przecież jak uczę dziecko, nie będę sama obok jechać. Na to przyjdzie czas. Pojawia mi się jednak w głowie myśl, że społecznie uważa się, że matki się nie ruszają. Zmieńmy to! Z taką motywacją, jaką są energiczne smyki, to nie jest trudne!

1 comment

  1. Moje dziecię na biegowym zasuwalo aż miło,ale potem pojawił się podobny problem,jak u was,czyli pedałowanie. Trochę czasu minęło,zanim ogarnął temat,ale jak ogarnął to już szybko poszło,bo utrzymanie równowagi wypracowane. A ja,biedna stara marka, która zatrzymała się w cyklingu na etapie Wigry 3 w latach 90′ musialam odkurzyć swoje umiejętności rowerowe. Niezła frajda!?

Leave a comment