po prostu… czyli cycki cycki cycki <3

20 października 2015

SOCJAL ZERO czyli ignorując świat

20 października 2015

PRE PRO czyli rośnie duma

20 października 2015

Zasnął o 19:11 – wow! To dobrze, bo jutro wyjście do teatru. Wyjazd z przedszkola o 8:40. Nie wnikam jak się ogarnia grupę 3-latków podczas wyjazdu do teatru, ale wierzę, że nasze przedszkolne ciocie mają to opanowane. Dla mnie wyzwaniem jest obudzenie Z rano i zaprowadzenie go do przedszkola wcześniej niż o 10:00. Zachariasz jest nocnym markiem. Stąd ta radość, że zasnął po 19:00. No właśnie. Nie trwała długo. Obudził się około 21:00. Do tego z wzdętym brzuszkiem i kaszlem. Tja. Nocka z bańki. Tylko co z tym teatrem? Z tym, że się nie wyśpię (znowu) pogodziłam się od razu. Jak to zrobić, żeby on jednak poszedł spać? Jak go rano zwlec z łóżka?

Ciocia w przedszkolu codziennie przypominała mi o tym teatrze wiedząc, że u nas z porannym tajmingiem jest słabo. Ja oczywiście przytakiwałam, że pamiętam, że będziemy na czas. A tu proszę. Taki psikus. Przecież Zac na bank będzie chciała spać przynajmniej do 9:00. Tymczasem byłoby idealnie, gdyby był w przedszkolu już o 7:50 na wcześniejszym niż zwykle śniadaniu. No way.

Lubię nasze przedszkole. Podziwiam ciocie i ich zaangażowanie. Podoba mi się ciekawy program i pomysły, jakie mają na edukację. Zac też lubi. Choć nasze życie jest chaotyczne i często wyjeżdżamy, Zac przyzwyczaił się do przedszkolnego porządku i właściwie jest on (ten porządek) miłą odskocznią od codziennego pośpiechu lub … zmienności codzienności 😉 Dla mnie natomiast przedszkole to wyzwanie.

Pamiętam o tym, że we wtorek teatr, a w środę rano logopeda. Postanowiłam uczestniczyć w tych zajęciach, więc co wtorek umawiam się z panią logopedką na konkretną godzinę. Pamiętam, że z wyjazdu w góry mamy przywieźć „dary jesieni”, bo będzie jesienny kącik w przedszkolu. Pamiętam, że „może jakiegoś grzybka”, ughm – skąd ja na zdjęciach grzybka wytrzasnę?! Spoko, pamiętam. Pamiętam, że trzeba pościel przedszkolną wyprać i przynieść nową oraz, że piżamkę trzeba zmienić. No i autko do szafki w szatni schować, bo jak koledzy mają, to Zac tez może chcieć się pochwalić swoim. Proste. Jeszcze za podręcznik kasę trzeba przynieść i pamiętać, żeby w szatni zawsze był zapas ubrań na zmianę – pełny zestaw, zawsze kompletny.

Urodziny Kubusia Puchatka, Dzień Nauczyciela, karate, angielski i mnóstwo innych spraw, które dzieją w codziennie w przedszkolu to sprawy bardzo ważne. Chcę, żeby Zac czuł się częścią grupy i żeby niczego mu nie brakowało. Przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Właśnie. Poczucie bezpieczeństwa jest priorytetem.

Mój syn nie będzie się czuł bezpiecznie, jeśli ja na pierwszym miejscu postawię spełnianie wymogów programu przedszkolnego. Nie dam rady. Nie chcę. Wolę nasz fristajl, wolę być poza ramami i wolę to, że leżę z Z o północy w łóżku i oglądamy Księgę Dżungli pożerając pop corn. Trudno. Nie będzie śniadania w przedszkolu.

Ech, poszedł dziś do tego teatru. Zapłakany, niewyspany, głodny. Na szczęście przytulony przez ciocię na pewno szybko się uspokoił, a w teatrze będzie fajnie. Wierzę, że dostanie też jakiegoś chrupka, bo obiad będzie dopiero po powrocie. Pewnie padnie też od razu i zaśnie, bo w nocy nie wyspał się ani trochę. Kaszlał i narzekał na brzuch. Ja drzemałam obok niego. Myślę, że tak naprawdę dobrze zasnął dopiero około 4:30, a ja, ze ściśniętym sercem obudziłam go o 8:00. Miałam nie budzić. Miałam zadzwonić do przedszkola i powiedzieć, że Zac się źle czuje i dziś go nie będzie. Pomyślałam jednak, że to ważna wycieczka, że będzie mu się podobało. No i ciocia zadzwoniła. Jakby czytając w moich myślach… „pamięta pani o dzisiejszej wycieczce? 8:40 wyjeżdżamy. Dobrze, żeby Zac się najadł dobrze w domu” – „oczywiście, robię co mogę” powiedziałam patrząc na moje jeszcze smacznie śpiące zmęczone dziecko. Ech. Lajf is brutal.

—–

Zac & Skimcity

Zac & Skimcity

 

Temat Zaczka przedszkolaczka to złożona sprawa. Z jednej strony, uwielbiam to, że mamy taki azyl, że Zac czuje się w przedszkolu dobrze. Z drugiej, ogromnie stresuje mnie ten ogrom zobowiązań. A to dopiero początek. Nie wiem jak ja się uchowałam w tej ignorancji albo raczej frywolnym podejściu do edukacji.

Jako samodzielna matka mam do wyboru wozić Zachariasza wszędzie ze sobą (i powodować, że chodzi do przedszkola „w kratkę”) i podejmować te logistyczne wyzwania pracy z nim lub zostawiać go pod opieką mniej lub bardziej obcych ludzi i pracować sama. Mogę też znaleźć sobie pracę od 8:00 do 16:00 i żyć w prostym harmonogramie. Nie wyobrażam sobie, żyć inaczej, niż wybrałam. Kręci mnie codzienna trudność egzystencji. Mam satysfakcję wiedząc, że każdy dzień z życia mojego syna „na walizkach” procentuje ogromnym doświadczeniem, obyciem, rozwijaniem jego inteligencji i zdobywaniem życiowej mądrości.

Kocham nasze przedszkolne ciocie i szanuję każdy ich wysiłek włożony w wychowanie mojego syna. Jednocześnie myślę, że większość z nich zwyczajnie nie pojmuje tego jak wygląda nasze życie i że fakt, że jest jak jest wcale nie jest zły. Jest po prostu inaczej.

Zac ma 3 latka. Przez ten czas był w kilku krajach, kilka razy leciał samolotem, wystąpił w kilku programach telewizyjnych i trzymał mikrofon podczas programu „na żywo” w ogólnopolskiej telewizji. Pływał kajakiem, motorówką, na supie, statkiem, po morzu i nie tylko. Mogłabym wymieniać w nieskończoność niestandardowe doświadczenia z życia mego smyka. Doświadczając tyle, słysząc tyle i czując, Zac powoli układa sobie w głowie rzeczywistość. Nie mówi. Tzn mówi, ale po swojemu. Każdego dnia mówi po polsku coraz więcej. Rozumie WSZYSTKO. Słyszy. Kombinuje i logicznie myśli. Nie szuka najprostszych rozwiązań, ale tych najciekawszych. Imponuje mi swoim potencjałem. Tak bardzo chcę pomóc mu go wykorzystać.

Kiedy więc dostaję informację z przedszkola, że „z Zakiem nie ma kontaktu” lub „nie reaguje”, „nie patrzy”, mam łzy w oczach. Mam iść z nim do psychologa i szukać problemu tam, gdzie go nie ma? Może zrobić milion badań i doszukać się autyzmu? Na ten moment psycholog przydałby się raczej mnie, a Zac jest moim pionem, moim psychoterapeutą i sensem chaotycznej codzienności. Nie widzę powodu dla którego mam mu wydawać bezsensowne polecenia i wymagać, żeby był taki, jak inni. Zaciskam więc zęby i mam twardy tyłek, skoro serce miękkie.

Wiem swoje. Mieszkamy w nowym miejscu około 8 miesięcy. Zac chodzi do przedszkola, ja do pracy. WSZYSTKO jest nowe. Kiedy tylko się da, pracujemy razem. Te 8 miesięcy to ogromny skok rozwojowy w życiu Z i diametralne zmiany dla mnie. Media i tv nie ułatwiają spokojnego snu. Taki nasz los. Nie żałuję. Jednocześnie coraz bardziej czuję oryginalność tego losu i uczę się z tego czerpać. Jeszcze nie potrafię, ale przynajmniej nie marnuję możliwości. Staram się.

Zac będzie ze mną. Jest najbystrzejszym stworzeniem, jakie znam. Jest wyluzowany i szczery. Trochę ostatnio zaczyna wykorzystywać swój potencjał w niecnych celach. Moja rola w tym, żeby go sprowadzić na dobre tory. Nie chcę, żeby się rozleniwił czy wlepiał oczy w tablet nie robiąc nic poza tym. Uczę się dawkować moją uwagę i wspólne zajęcia. Macierzyństwo, w dodatku samodzielne, to totalnie ekstremalna zajawka i każdy może się w nią wkręcić na swój sposób. Ja pielęgnuję bliskość i indywidualne upodobania. Dopóki mogę i dopóki Zac mi na to pozwala.

Przedszkole uczy Z świata poza nami. Dzięki przedszkolu mój indywidualista zrozumie, że nie zawsze jest tak, jak chce on, że nie każdy rozumie go bez słów. Zobaczy też, że oprócz chaotycznych zabaw z kamerą lub na desce, można usiąść i poukładać puzzle albo porysować. Przyjdzie czas, kiedy przestanie bazgrolić zniecierpliwiony. A może nie? Może jego artystyczny talent uwidoczni się np. w grze na jakimś instrumencie? Czy wszystkie dzieci muszą pięknie kolorować wydrukowane obrazki? Otóż nie.

Zac uwielbia tańczyć … Ciekawe czy ciocie w przedszkolu o tym wiedzą. Potrafi podłączyć mikrofon do kamery i wyjąć z kamery dysk XDCAM. Ha! Gdy trzyma kamerę, wygląda jak mini pro operator. Zac adaptuje się w mgnieniu oka. Wchodząc do nowego pokoju hotelowego rzuca się na łóżko lub chowa do szafy. Jest spokojny i szczęśliwy.

Widzę w Z siebie. Potrzebujemy czasu na poznanie nowego, na przetworzenie i wykorzystanie nabytej wiedzy. Na pierwszy rzut oka nie radzimy sobie, nie rozumiemy. W innym miejscu, z innymi ludźmi, błyszczymy elokwencją. To właśnie jest przyswajanie. Gdy Zac bardzo chciał, żebym mu napompowała w domu ogromnego dmuchanego krokodyla, którego przywieźliśmy znad morza, a ja się opierałam, bez problemu powędrował do przedpokoju i przyniósł z szafy pompkę, którą pompowałam kiedyś materac pożyczony od wujka. Jak on skojarzył tę pompkę z krokodylem? I jak pamiętał, że ona tam jest? Logika działa, gdy jest motywacja. W tym przypadku chęć posiadania nadmuchanego krokodyla wzięła górę. Jak jest cel, jest także działanie, interakcja i komunikacja.

Jestem z niego dumna. Trzymam też kciuki za wszystkich pedagogów, z którymi będzie miał do czynienia. Będzie się działo. Za siebie tez trzymam kciuki. Zaopatrzę się w duży zapas herbatki z melisy.

 

4 comments

  1. Fajny tekst. Edukacyjna rzeczywistosc moze przytloczyc. Tez mi te cholerne schematy godzinowe sen z powiek spedzaja. Moj szkrab tez ma trzy latka ale jeszcze do przedszkola nie poszedl bo mu sie teraz sjostrzyczka urodzila i siedze zatem w domu. Lookam na to twoje dziecko i widze zadowolonego szczesliwego chlopca. Troche nie kumam jak moze nie byc z nim kontaktu? Sama jestem pedagogiem i nie bardzo czaje baze. Piszesz ze Zac nie mowi…ma 3 lata. Moze jednak warto uderzyc do neurologopedy? Pojsc zapytac i porozmawiac. Ale tak sobie mysle ze moze takie szalencze tempo zycia jest dla niego zbyt duze? Moze zwolnij troche na jakis czas, kilka lat a kiedy Z podrosnie i jego rozwoj bedzie juz nieco stabilniejszy i wolniejszy wtedy znowu rzucicie sie razem w wir szalenstwa i zajawkowego zycia. Nie krytykuje u nie oceniam ale obserwuje co piszesz i az serce peka kiedy czytam co czujesz. Zycze powodzenia i znalezienia dobrego i rozmumnego specjalisty ktory pokaze wam wlasciwa sciezke. Poszukaj go bo watro i wcale nie po to zeby latke przykleil ale zeby popatrzyl innym niz ty okiem i pokazal mozliwosci. Czasem warto z reszta to ty oceniasz czy to co powie jest mozliwe czy to stek bzdur. Powodzenia!

  2. Droga Lidio! Fajnie, że ostatnio piszesz więcej na blogu 🙂 Lubię czytać Twoje teksty, bo zdecydowanie się wyróżniają wśród blogów parentingowych. Twój blog ma swój niepowtarzalny styl i jest… hmm – jakby to powiedzieć – nie jest taki ” typowo mamuśkowaty” 🙂
    Cenię Twoje otwarte spojrzenie na świat, chęć do dyskusji i niepoddawanie się standardom i norom. Rzeczywiście, Waszej rodzince może być trudno przystosować się do polskiego sytemu edukacji. Z jednej strony trochę rozumiem panie w przedszkolu – ogarnięcie 20-osobowej grupy dzieciaków wraz z ich rodzicami to duże wyzwanie. Pewne zasady są potrzebne, bo inaczej wszędzie byłby chaos. Ale wyciąganie tak poważnych wniosków, o których wspomniałaś, to chyba plaga w naszym szkolnictwie… choć myślę, że nie tylko w szkolnictwie. Wielu ludzi wyciąga szybkie wnioski, nie zadając sobie trudu, aby głębiej rozważyć kwestie, poddać je krytycznej analizie i wstrzymać się oceną. Na to niestety niewiele poradzimy – no chyba, że zaczniemy bardziej dbać o to, aby dzieci były otwarte na świat, krytyczne i tolerancyjne. Tutaj ogromna rola rodziców – zatem Zachariasz ma szczęście, że ma taką mamę, która dba o to, aby się rozwijał, a nie podporządkowywał się normom 🙂

  3. Czytając to wszystko mam wrażenie, że z jednej strony masz jakieś wątpliwości, obawy, a z drugiej… no właśnie? Intuicję? Że robisz dobrze, że Twojemu smykowi niczego nie brakuje? Myślę, że to po prostu naturalne, nie tylko w Waszym extremalnym życiu, (bo umówmy się, że jest nieco bardziej extremalne, niż życie przeciętnej mamy i przeciętnego dziecka^^), ale w życiu każdego rodzica. Nie ważne czy to życie toczy się od wyjazdu do wyjazdu, czy polega na codziennej tyrce w korpoświecie. Jak sama piszesz – być może Twoje dziecko ma naturalną potrzebę do bycia i życia w swoim własnym tempie. Geny? Temperament? Wpływ szalonej matki?:D A niech ma to prawo:) Z takich maluchów powstają potem niezłe ancymony (tak, też trzymam kciuki za przyszłych pedagogów^^), a jeszcze późnej wspaniali, niezależni, ciekawi ludzie z pasją. A czy nie o to chodzi? By być szczęśliwym, spełnionym, w zgodzie z własnym ‚ja’? Ty wiesz to pewnie najlepiej:) Rozkminki to raczej Twoja branża, z tego co zdążyłam się zorientować podczytując tu Was od czasu do czasu:)

  4. Srele dupele. Ot co. Mój kuzyn miał ponad 3 i pół roku jak zaczął mówić. Cała rodzina twierdziła, że jakiś niedorobiony albo co. Teraz chodzi do 2 klasy podstawówki i jest bardzo mądrym chłopcem. Czyli powiedziałam ci to, co już wiesz – nie przejmuj się, wierz intuicji, a wszechwiedzących olej.
    A tak w ogóle to właśnie zaliczyłam swój coming out, a podczytuję cię już od dawna. No i przyznaję, że chciałabym kiedyś z tobą pogadać i może powiedziałabyś mi jak się to robi 🙂 to wszystko. Bo ja mam wrażenie, że ktoś mnie oszukał twierdząc, że z dzieckiem można robić wszystko. Moje urodziło się (o ta… żeby samo 😉 ) 5 miesięcy temu i ja przyznaję, że umieram z nudów… Ja nie z typu imprezowicza. Do ludzi mnie nie ciągnie, tylko do sportów właśnie. Moje rowery wiszą zakurzone na ścianie i to mnie gównie tak boli…

Leave a comment