me, myself & I

4 lipca 2015

Rozkmina, decha & stajl – vlogowania nastał czas.

4 lipca 2015

(nie) Ogarniam

4 lipca 2015
https://www.facebook.com/pages/Hamak-Apartamenty/587544371371649

Wcale mnie to nie śmieszy. Z drugiej strony, nie zamierzam też z tego powodu płakać. Jest jak jest i to, że tak piszę, nie oznacza, że z „ciężkim sercem” godzę się z niebytem. Nie mam po prostu w zwyczaju narzekać. Nie śmieszy mnie to, że wciąż za czymś gonię. Za to nakręca mnie to coraz bardziej.

Wydaje mi się, że nie było tak zawsze. Dokładnie nie pamiętam. Wiem na pewno, że nie „jarałabym się” sobą sprzed kilku lat tak, jak „jaram się się teraz. Z innej jeszcze strony – kiedyś nie widziałam tyyyylu niedoskonałości, swoich ułomności, a więc byłam szczęśliwsza. Pozornie. Odkąd jest Zac, żaden inny czas w moim życiu nie mógł być lepszy i pełniejszy od tego, co jest teraz. Nie żałuję też tamtych chwil, kiedy mniej wiedziałam i mniej czułam, choć wydawało mi się, że pozjadałam wszyyyystkie rozumy i odczuwam wszystko jak najbardziej poprawnie. Gdyby nie tamte zdarzenia, nie byłabym tu i teraz. Życie faktycznie od zawsze układało mi się tak, że nie mogłabym go przedstawić na jakimś prostym wykresie…., w każdym razie nie za pomocą linii prostej …. Hmmm, musiałabym użyć różnych grubości tej linii, zmiennego nasycenia kolorem, o falistości i krzywiznach nie wspominając. Nauczyłam się więc przyjmować każdy dzień „na klatę”. Choć już 3 lata karmię piersią, to klatę mam mniejszą niż onegdaj, za to przyjąć może ona dużo więcej niż wtedy. To mnie właśnie kręci (Nie, nie to, że mam teraz mniejsze piersi.).

Nie gram pod publiczkę, nie wrzucam fot na Insta, bo „tak wypada”, bo ktoś mi każe. Nie emocjonuję się życiem prywatnym sąsiadów czy koleżanek z pracy. Skupiam się na zajawkach moich i Zachariasza. To jest właśnie ten MAGICZNY sposób, żeby ogarniać każdy dzień. Trudny dzień. Łatwy też. Każdy. Nie widzę nic złego w tym, że nie tracę energii na ludzi, którzy marudzą, na tych, którzy upajają się czyjąś porażką, tych, którzy trzymają urazę lub krzywdzą innych swoim okrucieństwem (nawet jeśli robią to nieświadomie). Pewnie, że z najbliższymi znajomymi, z Przyjaciółką pogadam o tym kto się ostatnio do kogo w towarzystwie, ku zaskoczeniu wszystkich, przytulał, pewnie, że wyrażę oburzenie buractwem kogoś, kogo uważałam za bliskiego, dobrego znajomego i wreszcie … pewnie, że POMARUDZĘ, że mi ciężko, bo mam katar, bo bolą plecy, bo poszłabym na randkę…. Nie jest to jednak esencja mojego jestestwa. Co nią jest? Radość. Wyzwania. Szczyty. Pozytywny odbiór – mój i mnie.

Uwielbiam czytać Wasze wiadomości, w których dziękujecie, że jestem. Po prostu. Albo pozdrawiacie z pozytywną energią i jednoczycie się w extremamowej najwspanialszej egzystencji. To miłe, jeśli o coś pytacie i oczekujecie odpowiedzi, która może Wam w czymś pomóc, nakierować na dobre rozwiązanie, podnieść na duchu. Na szczęście na razie ogarniam odpisywanie. Najlepiej się jednak czuję, gdy udaje mi się wyzwolić w Was radosną naiwność, „zajaranie” każdą chwilą, gdy widzę, że Wy też obracacie słabości w siłę i macie ochotę skakać do nieba ze szczęścia ot tak.

BIKE PARK WĄWÓZ

BIKE PARK WĄWÓZ

Tak działa energia. Ona sobie jest. Trzeba ją wyzwolić. Zadbać o nią. O swoją własną. Każdy po swojemu. Sam. Ja tez miewam słabe dni, też mi się nie chce, też krzyczę i płaczę. Uczę się siebie czuć. Ładować się pozytywnie, a toksyny wypluwać. Nie deptać, ale nie oglądać się za nimi. Może ktoś je pozbiera. Może w innej interakcji nie zareagują toksycznie. Taka chemia. I wciąż mnie zaskakuje, że czasem przeżuwam te złogi na milion sposobów, nie wiedzieć czemu wierząc, że „jeszcze coś z tego będzie”… Nie będzie. „Tfu!” i „po krzyku”. Trudno.

Bo gdy skupiam się na sobie, gdy dbam o każdy dzień Zachariasza i mój, gdy konsekwentnie wyrażam siebie po swojemu, okazuje się, że OGARNIAM. Choć wydaje mi się, że WCALE NIE, że tyyylu spraw nie załatwiłam, wychodzi na to, że JEDNAK TAK. I bardzo dobrze, że wciąż mam ten niedosyt, że to jak 98% i dopisek OUTSTANDING na teście u Johna Latzo w „zerówce” – podsyca to mój apetyt na 100% i jeszcze bonus. Właśnie stąd się bierze błysk w oku. Nikt NIE MUSI robic tak, jak ja, nikomu nie narzucam jak jest LEPIEJ. Wyrażam siebie, bo lubię, a i tak wciąż nie opowiedziałam Wam wszystkiego. Ha! Lidiowa codzienność to totalny rollercoaster. Chyba dlatego tak rzadko piszę, bo czuję, że i tak nie opowiem Wam wszystkiego i nie opublikuję tych 6ciu wpisów, które pojawiły się nagle w głowie. Dlatego wolę zdjęcia. Dlatego zamierzam wrócić do VIDEO. Ha!

Każdego dnia przekonuję się, że cierpliwość, własne tempo i wsłuchanie w to, co NAPRAWDĘ jest PRIORYTETEM przynosi owoce prędzej czy później. Dlatego, obok ukochanego UMIARu, mam teraz swoją ukochaną KONSEKWENCJĘ, którą coraz lepiej ogarniam. <3

 

3 comments

  1. Podziwiam Cię bardzoooo Zac ma szczęście, że ma taką mamę A Ty, ze masz jego 🙂 Sama mam synka i wiem co to za rodzaj miłości i więzi
    Zac ma kolorowe życie….. pozazdrościć
    Podziwiam

Leave a comment