nieco o nowym

6 kwietnia 2015

Bajka o słowach „inne” i „czas” czyli o Zac’u Przedszkolaku

6 kwietnia 2015

Odrodzenie na zajawie

6 kwietnia 2015

Jestem. Znowu tu. Inna. Totalnie nowy, choć swojski stan. Wiem, co robię. Wiedziałam co robię jadąc tu. Wsiadłam w samochód po dniu pracy, po zabawie z Zachariaszem. Dojechaliśmy koło północy. Nie chciało mi się spać za kierownicą. Jechałam z poziomem endorfin i zajawą na poziomie 200% (co najmniej). Jesteśmy w Zako. Jeździłam na Kaspro. Ledwo się ruszam. Kocham te zakwasy. Chcę jeszcze. Nie zakwasów. Jazdy. Tego klimatu. Tego prostego schematu. Nie komplikuję tu sobie ról i planu dnia. Decha, bliskość, ciepło. To się liczy, to wchodzi w grę.

Scandinavia

Spotkałam się z przyjaciółką. Tak, to przyjaciółka. Choć nie wszystko, co robi napawa mnie optymizmem (to wojowniczka w słusznych sprawach; zaciekła bardzo), choć rzadko się widujemy, choć jesteśmy zupełnie inne, dzień z Anią był perfekcyjny. Kiedyś emocjonowałyśmy się drobiazgami. Dziś nasza wspólna codzienność jest spokojem, nie ma ciśnienia. Nie ma miejsca i ochoty na stres. W połączeniu z bajecznymi warunkami śniegowymi na Kasprowym Wierchu, razem osiągnęłyśmy bardzo przyjemny stan Zen. Dokładnie tak.

Jestem mamą. Zen nie jest możliwy, jeśli moje dziecię nie zostaje w dobrych rękach podczas moich zajawkowych misji lub nie uczestniczy w nich razem ze mną. Logistyka tego wyjazdu też okazała się trafiona w dyszkę. Dziadek Jurek, ściągniety z Opola, wraz ze zwariowanym i nieokiełznanym Boskim, stanął na wysokości zadania. Męska część klanu Piechota – Jerzy, Zac i Boski spędzała dnie w stylu retro – spacer, gotowanie, zabawy na śniegu raczej na nizinie. Ja mogłam wspiąć się na wyżyny 😉 i nie dzwonić co chwilę z zapytaniem „jak tam?”.

Scandinavia

Scandinavia

Snow & Fun, gdzie się zatrzymaliśmy dopełniło idealnego obrazka. Jestem estetką i uwielbiam rzeczy ładne. Lepiej ogarniam rzeczywistość, gdy jest stylowa. Tak jest tu, w Scandinavii. Tak jest w innych apartamentach Snow & Fun. Nocleg w Zakopcu stał się więc nie mniej zajawkowy, niż sama jazda na snowboardzie. Zac szybko poczuł się tu swobodnie, a Boskiemu nie brakowało przestrzeni. Ba! Chłopaki całkiem nieźle ogarniali tę przestrzeń w celach rekreacyjno-okołosportowych 😉

Należało mi się. Odpięcie (wrotek w domyśle) na Kaspro to był niby szczyt marzeń, bo od dawna tu nie byłam i nie wiedziałam kiedy będę. Tymczasem ten szczyt został osiągnięty. Wniosek z tego taki, że warto wyznaczać sobie cele małe i duże i po prostu realizować plan, nie „kłapać dziobem”, ale działać. Tak lubię.

Dziś wracamy. Nie chcę. Z drugiej strony, wiem, że tę energię mogę wykorzystać na różne sposoby, nie tylko dając popalić moim „czwóreczkom” (czyt. mięśnie czworogłowe ud; oj, masaż byłby baaardzo wskazany teraz). Inna sprawa, że coraz lepiej rozumiem co mi w duszy gra. Chcę być mamą i jeździć na desce. Proste.

Peace.

1 comment

Leave a comment