OSZ TODAY czyli niech ten dzień się już skończy

25 kwietnia 2016

Gdzie on jest? – zwierzenia Extrematki

25 kwietnia 2016

List motywacyjny czyli szukam pracy. Naprawdę.

25 kwietnia 2016

Dzień dobry,

nazywam się Lidia. Jestem mamą Zachariasza, dziennikarką, vlogerką, prezenterką TV. Gdy nie zajmuję się moim synem i nie pracuję, jeżdżę na desce, na snowboardzie, wakeboardzie, deskorolce. Mam 34 lata i czuję, że to jest TEN CZAS.

TEN CZAS, czyli mój czas. Współpracuję z mediami od 2004-go roku. Wcześniej marzyłam o pracy w radiu, i choć wciąż uczę się realiów świata telewizji i zasad nim rządzących, wiem, że jestem dobra i wiem w czym dokładnie.

Przy okazji różnorodnych doświadczeń telewizyjnych, poznałam ciekawych ludzi i doświadczyłam zdarzeń, na które pewnie nie odważyłabym się, gdyby nie to, że „byłam tam z kamerą”. Czerwone światełko i słowa „akcja!” albo  „jesteś” działają na mnie jak magiczne zaklęcia. Włącza mi się tryb REC. Na szczęście coraz rzadziej zapominam się w telewizyjnym transie i bez zażenowania mogę potem obejrzeć owoce swojej pracy. Kamera, plan zdjęciowy, mikrofony, scenariusz … to mój świat. Dziś potrafię sama wymyślić program, napisać scenariusz, rozdzielić role ekipie, przegadać plan działania z operatorami, wyreżyserować, poprowadzić, „stajmkodować” (spisać czasy tego, co nagraliśmy), a nawet zmontować, choć wolę, gdy ostatnie montażowe zdanie ma profesjonalny „monter” 😉 Dobrze, gdy przy jednej produkcji nie ma potrzeby, żebym zajmowała się tymi wszystkimi rzeczami, ale i tak się zdarza. Lajf. Praca w telewizji, w mediach, w domu produkcyjnym to nie jest tylko „glam” i „fejm”. To harówa, która się opłaca, bo dokładnie widzisz efekt. Gdy tworzę programy, materiały video, rozmawiam z gośćmi na planie, nie czuję, że pracuję. To ja, zakochana w swojej pracy, oddana na 200%, dokładna i zorganizowana.

Sporo czasu współpracowałam z TVP, nieco z TVN, wiele razy realizowałam projekty z firmami zewnętrznymi. To niewdzięczny fach. Im dalej, głębiej w show biznes, tym bardziej przydaje się czujność, umiar, pomysł na efekt końcowy. Nie zajmuję się polityką, ba! nie zajmuję się nawet „szołbizem”. Zajmuję się ludźmi. Jako człowiek szczęśliwy ze swoim jestestwem, lubię tej energii szukać w innych. Rozczulam się widząc troskliwych rodziców i rozbrykane dzieci, oczy mi błyszczą, gdy przeprowadzam wywiad z przystojnym, ale jednocześnie interesującym surferem lub osobą niepozorną, która w rozmowie okazuje się być arcyciekawą osobowością. Poprawiam nastrój moim rozmówcom, dzielę się energią i sprawiam, że osoby nieśmiałe, wypadają na ekranie bezbłędnie i przebojowo. Największą motywacją jest ta energia, która wraca. Ona wraca sama, bo ja jej nie wołam, nie żądam jej z powrotem. To naturalna kolej rzeczy.

Extremama na Festiwalu Inspiracji xOpole

Extremama na Festiwalu Inspiracji xOpole

Ekipa telewizyjna to rodzina. Czasem porozumienie następuje po 5-ciu  minutach, kiedy indziej po dłuższej chwili, ale zwykle następuje. Tak, jak uczę się moich gości, tak szanuję indywidualność operatora czy dźwiękowca. Uwielbiam tę atmosferę w ekipie, kiedy czuję, że oni są jak bracia i mogę im powiedzieć wszystko. Pracuję uczciwie, bez focha, bez „obsuwy”. Szanując indywidualność, szanuję też czas. Ekipy, gości i mój. Radzę sobie w stresujących, nieprzewidzianych sytuacjach i podejmuję dobre decyzje, gdy wkrada się nerwowość. To umiejętność wyuczona, ale też taki mam temperament. Działam.

Miałam szczęście mieć dobrych nauczycieli. Od początku przygody z telewizją czyli w 2004 roku w Teletopie w Lublinie, trafiałam na ludzi, którzy we mnie wierzyli. Miałam wtedy 22 lata, a oni widzieli we mnie potencjał, lubili słuchać jak rozmawiam z gośćmi/bohaterami przez telefon, wspierali mnie. Wtedy jeździłam na wszystkie możliwe produkcje, które tamta „kablówka” kręciła. Trzymałam na planie światło, podawałam kawę albo gazetę. Byłam w świecie, który od początku był mój. Rozwijałam skrzydła, miałam apetyt na więcej i uczyłam się pokory… w życiu, w pracy, w relacjach z innymi ludźmi. Jestem pewna, że tamten czas procentuje do dziś, choć od tamtej pory zrealizowałam, poprowadziłam, zmontowałam wiele programów, reportaży czy relacji „na żywo” w ogólnopolskich stacjach. Przez ten czas współpracowałam z ludźmi, którzy uczyli mnie opanowania, organizacji pracy, wiary w siebie i wykorzystywania tego, co we mnie najlepsze w pracy telewizyjnej.

Okazało się, że potrafię identyfikować się z projektami, programami, stacją. Wierzę w to, co robię i dzielę się swoimi umiejętnościami jasno przekazując swój punkt widzenia. To duża satysfakcja. Jestem zorganizowana, bo choć praca w mediach to moja pasja, nie jest ani obsesją, ani nawet priorytetem. Moja energia i największy motywator to Zachariasz, mój syn.

To nie jest płaczliwa gadka w stylu „robię to dla niego, bo jesteśmy sami”. To raczej przesłanie w rodzaju „pracuję sprawnie, bo śpieszy mi się do syna”. Nie ma lepszego pracownika niż samodzielna matka małego dziecka. Taka nie siedzi w pracy „na fejsie” czy nie przesiaduje w „socjalu” na kawce. Taka pracuje. Ja właśnie taka jestem. Oczywiście, że chętnie wypiłabym kawę z koleżankami w redakcji czy poszła z kolegami na obiad, ale nie mam czasu. Ja pracuję. Gdy do redakcji lub na plan dojeżdżam około godziny i tyle samo zajmuje mi droga powrotna, zostawiając wcześniej Z w przedszkolu, czas pracy kurczy się nieubłaganie. Nie chcę, żeby moje dziecko spędzało całe dnie, do wieczora, beze mnie. Wolę patrzeć jak się rozwija, jak reaguje, jakie ma pomysły. Pewnie, że jak trzeba, potrafię go zostawić pod dobrą opieką na więcej niż 10 godzin. Potem sobie odbijamy tę rozłąkę. Dlatego tak kocham mój fach – każdego dnia jest inaczej, nienormowany czas pracy, freelancing tak zwany, dzieła do wykonania, a nie „dupogodziny” przy biurku. Nie ma lepiej zmotywowanego pracownika niż taka matka. Tu nie działa żądza pieniędzy, pogoń za karierą czy chęć popisania się podczas eventu i zaistnienie na Pudelku. Tu działa podstawowy instynkt samozachowawczy, wola przetrwania.

Odkąd zaszłam w ciążę i zostałam matką, zrealizowałam sporo ciekawych projektów. Ma na to wpływ wzrost świadomości i konsekwencja w wyborze zleceń. Zanim pojawił się Zac też nie było źle. Reprezentowałam Polskę na medialnych konferencjach w Republice Południowej Afryki i w Szwajcarii, prowadziłam „flagowy okręt” czyli telewizję śniadaniową w publicznej telewizji, podróżowałam po Europie żaglowcem Fryderyk Chopin zapraszając turystów do Polski. Już jako „prawie mama” poprowadziłam mecze podczas EURO 2012 w Poznaniu jako host speaker z ramienia UEFA i to było to! Nie telewizja, ale też praca z kamerą, tysiące ludzi wokół, ja w balerinach i z „piłką w brzuchu” na murawie, a na boisku obok mnie m.in. Balotelli … Współpraca z międzynarodową ekipą to okoliczność dodana, która daje jeszcze więcej energii. Brytyjski reżyser, operatorzy z Francji, dźwiękowcy z Niemiec, szefowa areny – Polka – bajeczne warunki, trudna praca i sukces. Tak jak kocham pracę w mediach, tak samo uwielbiam pracę po angielsku. Odkąd miałam 15 lat i zdałam sobie sprawę z tego, ze często mówię po siebie w języku angielskim, nie walczę z tym, a uważam za duży atut. Mam English Brain 😉 i chętnie z niego korzystam.

W mojej pracy zamieniam słabości w siłę. Potrafię wykorzystać niedoskonałości technologiczne w narracji programu, mrukliwego gościa przedstawić jako wyjątkową osobistość, potoczny styl wytłumaczyć poznawaniem realiów w praktyce. W ostatnim czasie udaje mi się wiarygodnie i rzetelnie poruszać całe rodziny i zachęcać je do wspólnych aktywności. Zac i ja tworzymy zgrany duet – blogujemy, vlogujemy i spotykamy się z innymi aktywnymi rodzinami pokazując, że się da. W ten sposób pracuję z dzieckiem uprawiając moje ukochane sporty deskowe.

Praca z dzieckiem nie jest łatwa. Logistyka życia, gdy nie ma blisko babci lub innej rodziny to sport ekstremalny, który staje się stylem życia. To przy okazji szkoła radzenia sobie w różnych sytuacjach z różnymi ludźmi, nie zawsze skłonnymi do współpracy.

Dziś jestem aktywną, pracującą matką. Prowadzę programy w telewizji, internecie, piszę, realizuję, wpadam na dobre telewizyjne pomysły. Podróżuję z kamerą i z dzieckiem. Opowiadam o tym w telewizji i w Internecie. Prowadzę eventy po polsku i angielsku. Zadaję szyku na deskorolce i w sukni wieczorowej. Daj znać jeśli chcesz mnie mieć w swojej bandzie, grupie współpracowników lub podczas wyjątkowej imprezy. Spotkania z ludźmi, nowe doświadczenia to coś, co kształci mnie najbardziej.

Z pozdrowieniami

Lidia Piechota

EXTREMAMA

 

PRZYDATNE LINKI

TVN Meteo Active – Skok na weekend, Szkoła deskorolki, Wakeskate, FlyBag, EveryboardFest, wywiad z Anną Lewandowską, rolki z Olą Goss, Longboardy,

VLOG dla Siostry Ani – pierwszy w Polsce vlog o ciąży i małym dziecku

EURO 2012 for UEFA

 

6 comments

  1. Fakt! Masz tą zdolność do uczenia ludzi śmiałości; )
    Uwielbiam rozmawiać z Tobą i ogromnie cenie w Tobie to, że nie zapominasz o ludziach, z którymi tworzysz materiał!
    Pomocna i nieoceniona. Kto nie miał okazji poznać Cię na żywo niech żałuje, bo dla mnie jesteś wielka !

  2. Aż dziwię się, że do tej pory nie pojawiałaś się na głównych kanałach TVP czy innych stacji… Nie mogę zrozumieć dlaczego telewizje promują czasem osoby, które niczym się nie zasłużyły, a prawdziwe talenty są „gdzieś tam”, niedostrzeżone. Pewnie to ma związek ze znajomościami, układami itp.
    Życzę Ci, żebyś jakaś „duża” stacja na poważnie się Tobą zainteresowała, tak, abyś mogła trafić do szerszego grona odbiorców, bo mogłabyś wnieść do TV coś dobrego, a patrząc na jakość programów i styl niektórych prowadzących można załamać ręce…Wszędzie tandeta.
    Trzymam kciuki 😉

  3. Rany boskie, jakbym czytała o sobie. Lidia, co trzeba potrafić/ zrobić, żeby pracować w TV, przy tworzeniu reportaży etc.? Wydaje mi się to być mega mega fascynujące, wymagające zorganizowania i idealne dla pracoholiczki takiej jak ja. Rozumiem, że sama umiejętność przeprowadzania dobrych wywiadów to mało;) Wiem, że to pytanie naiwne, ale zadane na poważnie. Mam 23 lata, pięciomiesięcznego słonika w domu i wciąż poszukuję pomysłu na siebie. Miłego!

Leave a comment