Co powie TATA?

23 grudnia 2013

UWAGA, marchewka, blisko czyli EMPATIA rulezzz

23 grudnia 2013

L jak Livigno, L jak LOVE

23 grudnia 2013

Miasto, ludzie, klimat, kuchnia… Pasuje mi. Po prostu. Podoba mi się to, że jestem w Livigno mile widziana, mój syn też. „BELLO ZAC!” 🙂 No pewnie, że taki już los miejscowości żyjących z turystów – mieszkańcy się uśmiechają, machają na powitanie, zagadują … Polacy mogliby się tej europejskiej kultury turystycznej w końcu nauczyć. Zakopane, Karpacz, Szklarska Poręba … itp byłyby jeszcze fajniejsze. Ja tu jednak nie o tym… 🙂 Chcę Wam opowiedzieć jak nam było w Livigno, dlaczego tam wrócimy i oczywiście dlaczego zapraszamy także Was.

Po pierwsze włoski LUUUUUZ… Na dłuższą metę to może być denerwujące, ale jeśli chodzi o zorganizowany urlop…. – idealnie! 🙂 Lubię przechadzać się po Livigno sama z Zachariaszem…, a jak akurat maj bejbi śpi, to już w ogóle „hajlajf”. Idę i bezwiednie rozkminiam, po obu stronach góry, nad głową słońce, pod nogami trochę lodu, więc bywam sprowadzana na ziemię, gdy nogi się ślizgają, ale generalnie czuję się wtedy panią świata :), no i wiem, że mogę ZDOBYWAĆ GÓRY! Życzę Wam tego poczucia.


Jakie właściwie jest Livigno? Byłam tam na samym początku i na samym końcu sezonu i faktycznie te dwa terminy determinują nieco przygotowanie stoków, restauracji, klubów … Każdy czas ma swoje dobre i gorsze strony. Mnie chyba bardziej podobało się wiosną, bo choć wszędzie było więcej ludzi, niż na początku zimy, to SNOWPARKi były w pełni wyposażone. Inna sprawa, że gdy śnieg na stoku, z powodu wiosennego słońca, na zmianę topnieje i zamarza, podłoże, na którym się ląduje jest po prostu mega twarde. Natomiast w kwestii obłożenia …Jakoś mnie ludzie wszędzie nie denerwowali … W sumie w Livigno jest tyle knajp, stoków, tras, kawiarni, żekażdy znajduje swoje miejsce i nie trzeba się cisnąć gdzieś, gdzie zwyczajnie nie będzie fajnie, jeśli wejdzie tam choćby jeszcze jedna osoba.

Livigno jest jak wioska krasnoludków, jak magiczny, zimowy świat. Nie jest to kraina lodu, ani wiecznego mrozu. To raczej słoneczna mieścina, gdzie klimat jest umiarkowanie … chłodny i nie mam tu na myśli temperatury. CHILL OUT! Jak słyszę Livigno, mam przed oczami … łaciatego konia, który jeździ po górskich szlakach <?!>. Tak, bo w Livigno można zobaczyć i poczuć stodoły, obory, konie… – takie włoskie agro. Najs.

Oprócz zachwytu małomiasteczkowością, zdarzyło mi się odwiedzić kiedyś ichnią imprezownię – powiem Wam – balet na całego! 🙂 To wypełnienie potrzeb tych spragnionych wielkomiejskiej nocnej rozrywki – lans, bounce, muza, driny … 🙂

Wśród turystycznego zgiełku, Livigno żyje … swoim tempem. Dzieci chodzą do przedszkola i do szkoły, wierni do kościoła, ktoś naprawia samochód … Są tu sklepy skierowane bardziej do „lokalesów” – mniej wylansowane, bez czytelnych napisów w kilku językach. Pewnie dobrze czasem do takiego „spożywczaka” zajrzeć, bo rarytasy dla włochów, mogą być jeszcze lepszą pamiątką, tudzież atrakcją dla nas.

Podoba mi się też to, że mieszkańcy i pracownicy w Livigno mają poczucie humoru, odpowiadają jak się ich o coś zapyta, wchodzą w interakcję nawet jeśli rozmowa dotyczy głupich polskich żartów. Fakt – gdy pytacie Włocha o drogę – uważajcie – w większości przypadków powie Wam … cokolwiek … 🙂 Właściwie to niewiarygodne jak oni ściemniają, żeby „pomóc” zagubionemu turyście 🙂 Nie wynika to ze złośliwości, a … wręcz przeciwnie. Oni się cieszą, jak mogą sobie trochę pogadać, wytłumaczyć itp. Kochani Włosi, nie? 🙂

Podsumowując, czas w Livigno to wizyta w innej, nieco bajkowej krainie. Nie przeszkadza w tym nawet fakt, że niemal wszędzie spotyka się tu Polaków, a w niektórych restauracjach pracownicy mówią po polsku. To w sumie miło z ich strony 🙂 Tu czas płynie inaczej i należy się z tym pogodzić. Wtedy alpejski urlop będzie udany.

Kiedy do Livigno? Już 5-go kwietnia! Z HANGLOOSE!

2 comments

Leave a comment