Nadczłowiek, czyli matka wszechmogąca

27 września 2018

Nauka pozytywnego myślenia

27 września 2018

Jesteś słaba. Że kto? Ja?!

27 września 2018
Lidia Piechota, Extremama, Zac Piechota
7790a8b7-3274-4b74-a099-b5d09a56e74e
aca85de7-4168-45e5-9804-24f7c4934430

„You do everything so fast. Maybe you could try to do things slowly. You are really bad at it”

Czyli „Robisz wszystko tak szybko. Szybko się u Ciebie dzieje. Może spróbuj zwolnić, zrobić coś powoli. Bo jesteś w tym naprawdę … słaba? Beznadziejna?”

Tak można przetłumaczyć dialog sprzed kilku tygodni pomiędzy mną, a ojcem mojego dziecka.

To szczery typ, choć nie wszystko, co mówi mi się podoba. To, że jestem w czymś słaba też mi się nie podoba. Choć to nie jego wina. Nie zirytowałam się zatem tym razem. Odpisałam „hahahaha” i to jego stwierdzenie zostało mi w pamięci. No i zwalniam. Nie dlatego, że Fińczyk tak powiedział. Bo chcę. Robię to powoli, więc już tu stosuję ten sznyt „slow”, choć efekty też przychodzą powoli. A to podoba mi się mniej. 

Żyję za to w zgodzie z zasadą, która pozwala mi nie denerwować się tym trybem, a mianowicie: wszystko zdarza się w najlepszym dla mnie czasie. Takie proste, a tak bardzo pomaga uniknąć niezdrowego pośpiechu. Tak jest. Powtarzając to w głowie, czując to w sercu, odpuszczam, kiedy zrobiłam już wszystko, co w mojej mocy. 

Dostrzegam motywatory do koncentracji na rzeczach ważnych. Bo skoro jestem taka „szybka” i niecierpliwa i tak trudno mi faktycznie zwolnić, robić wszystko po kolei, a nie jednocześnie, to najwyraźniej potrzebuję wsparcia. I wcale nie chodzi o to, żeby zrzucać odpowiedzialność za niepowodzenie w misji „slow” na kogoś innego i czekać na pomoc z zewnątrz. Liczy się raczej docenienie okoliczności sprzyjających. Zaistniałych. One są wsparciem. Jest taka okoliczność, której doświadcza aktualnie każdy z nas. 

Jesień. 

Gdy tak nagle zrobiło się zimno i zamiast bikini, trzeba było założyć sweter, organizm sam zadecydował „teraz upajam się ciepłem. Daj mi je”. No to daję. Jestem troskliwa. Dbam o siebie. Uśmiecham się do siebie. Naprawdę. Poświęcam sobie chwilę, bo … nikt inny nie poświęci mi jej tak, jak tego potrzebuję. Jak zacznę robić to sama, zaprocentuje to aktywnością z zewnątrz. Zwyczajnie nie można oczekiwać od otoczenia, że wykona „robotę” za Ciebie. Nikt za mnie nie poukłada moich spraw, nikt ich nie przypilnuje. Nikt nie wie, że „każdy inny też czegoś chce”, więc niemożliwym jest zaspokoić wszystkich wokół. Mogę, zaprowadzając spokój w sobie, opracować własną logistykę sama. Zwykle, gdy jest naprawdę spokojnie, drugie logicznie wynika z pierwszego. 

Sukienka - Bon Prix Czapka - Boy meets Girl Kurtka - Colorshake Medalion - Mokobelle

Sukienka – Bon Prix
Czapka – Boy meets Girl
Kurtka – Colorshake
Medalion – Mokobelle

Trudno jest upajać się spokojem, gdy nagle jest zimniej o 20 stopni, gdy ręce marzną podczas spaceru z telefonem (bo zamiast spacerować, cały czas klikamy), gdy upijamy się kawą, zamiast oddychać głęboko orzeźwiającym jesiennym wiatrem. Nie mam nic do kawy, ale właśnie przestałam jej potrzebować. Otumania mnie. Chcę czuć naprawdę. Po swojemu. 

Piję herbatę z cytryną lub świeży sok. To drugie raczej mnie nie dogrzeje. Jednak, gdy mam zimne serce, herbata też pomoże tylko doraźnie. Bo po lecie dusze są leniwe. Było ciepło. Nie trzeba było się starać. Wychodziło samo. Słońce i temperatura robiły swoje. Teraz, żeby był tzw „chill” trzeba się przede wszystkim porządnie ubrać (najnowsze jesienne trendy). Gdy jest pochmurno, nie zasłonię się przeciwsłonecznymi okularami, bo w ciemności wejdę w jakiś słup – zatem konieczny jest makijaż. No bo jak tu czuć się dobrze, gdy selfie wychodzi jakoś blado bez tapety na twarzy. To oczywiście żart, choć jest w nim sporo prawdy. Polecam zatem czapkę i okulary „zerówki” – robią robotę, gdy buzia jest sauté 😉 Zmierzam do tego, że jesienią najpierw dusza się zapada, ale ma piękną okazję powstać silniejsza. 

Spodnie - Bon Prix Bikini - MissionSwim Snapback - ExtreMama, Capzone TrickBoard - Skimcity

Spodnie – Bon Prix
Bikini – MissionSwim
Snapback – ExtreMama, Capzone
TrickBoard – Skimcity

Gdy pływam na wejku przy 30 stopniach Celsjusza nikt nie nazwie mnie „zacharem” (w slangu oznacza to osobę zdeterminowaną do robienia czegoś z pasją). Gdy wchodzę na wodę przy 10 stopniach, ci, który nie pukają się w czoło, czują tę potężną moc – radości i czystości intencji. A ja wiem, że skoro jesienią pływam po falach, na wietrze, to mięśnie wykonują podwójną pracę. Robię więc porządny trening, pozwalam endorfinom zaistnieć i się pięknie skumulować. No i wiem, że nie chodzi o to, żeby się ślizgać jak po maśle i ziewać z nudów. Liczy się pewność siebie, wychodzenie ze strefy komfortu i osiąganie zamierzonych celów. 

Ale nie chodzi o walkę. Masz tak wyjść z tej strefy komfortu, żeby ją przyjemnie poszerzyć. O! Właśnie w tym rzecz. Nie siłuj się, a czuj kolej rzeczy. Właśnie doświadczam tego uczucia, gdy czuję, ale brakuje mi słów. Więc nie mówię. Czucie wychodzi tak jakby … spomiędzy łopatek. Odczuwa się wtedy przyjemny dreszcz, który ogarnia wnętrzności od pleców do klatki piersiowej. Widzę to jako taką łunę światła rozpryskującą się na wiele stron. I wcale mnie nie dziwi jeśli uśmiechasz się teraz z przekąsem pod nosem, myśląc „co ona plecie?!”. To nie Twój czas. Ten jest mój. Każdy ma swój. Ale spokojnie, można je na siebie nakładać. Dowolnie. Zależy to jedynie (aż) od gotowości, odwagi, zdecydowania. Początek tej drogi spokoju jest zawsze jeden. 

Lidia Piechota, Extremama, Bon Prix

– – – – >>> sukienki Bon Prix

Otóż… Sama decyduję o tym, co mnie spotyka. Nikt nie ma na to wpływu. Nikt, oprócz mnie, nie odpowiada za moje samopoczucie. I choćbyście uważali, że świat jest niedobry, niewdzięczny, niesprawiedliwy, to jest taki właśnie dlatego, że tak myślicie – czujecie, mówicie. Nie tracę zatem energii. Wystarczająco kosztuje mnie zwalnianie 😉 Gdy zwalniam, lepiej czuję. Gdy czuję, jestem dla siebie lepsza. A wtedy jestem lepsza dla innych. 

Nie każdy tego chce. Wciąż słyszę obelgi pod adresem świata. Wciąż czasem tracę czas na dialogi, które prowadzą donikąd. Uczę się ich nie prowokować. Pytam – po co mi to? Po co to komuś? To jest najtrudniejsze. To odcięcie się od miałkiego pędu. Łatwo tu przesadzić. Bo najbardziej pożyteczny jest zbalansowany środek. No bo przecież trudno rozmawiać jedynie o miłych sprawach i jedynie dobrze mówić o wszystkich wokół. Do tego bez pośpiechu. Nooo, trudno. Ale po co robić inaczej? To absolutnie w niczym nie pomaga. Jedynie obciąża. 

A zanim zrzucę ten ciężar, to robi się późno i zaczynam się spieszyć. A przecież nie chcę. Chcę mieć czas na to, co jest ważne. A nie tracić go na sprawy, które nie tylko mnie nie dotyczą, ale jeszcze wprowadzają chaos w tych, które są faktycznie moje. 

Spotkałam dziś w Biedrze piękną Panią. W różowym płaszczu. Ładnie pachniała. Nawet z bardzo bliska. Wiem, bo mówiła mi prosto do ucha. Miała ładny makijaż. Zapytała o etykietę na kiełbasie krakowskiej, którą kupuje dla bliskich. No bo nie dla siebie, bo ona to takich rzeczy nie jada. Wszystko bezglutenowe. I żałuje, że tak późno zaczęła dobrze jeść. Zdrowo. Bez sztuczności. Bo kiedyś tylko, lub aż, pracowała. Dużo. Za dużo. Stojąc w kolejce do kasy, nieco pośpiesznie, ale rzeczowo, wymieniłyśmy poglądy na temat niesłusznego pędu, niedbania o siebie, materializmu, łączenia materii z duchem… Wiem, że Pani jest w szczycie swojej formy. Widzę to i czuję. Fajnie. Pani w wieku mojej Mamy, albo trochę starsza. Ale także w swojej zgrabnej „bajce”. (Bo moja Mama też jakoś koło 50tki weszła na swój tor). Pani mówi, że dziś to nasze pokolenie ma szansę się obudzić wcześniej. A następnie wychować dobre i mądre dzieci. Nie takie pędzące. Nie takie zagubione. Niedbające o siebie. Pani mówi, że potrzebuje takich ludzi jak ja w swoim stowarzyszeniu. Ha! Sporo w nim seniorów, jak mówi, a ona chce młodych i myślących. Noooo, to może być ciekawa przygoda i najlepszy sprawdzian funkcjonowania nieco wolniej. Nie tylko z rozbieganymi dziećmi wokół, ale z ludźmi starszymi, dojrzałymi i takimi, którzy swoje wiedzą, bo czują, choć często nie doceniają swojej mocy. Fajna ta Pani. Dobra to była rozmowa. Choć pośpieszna i zdawkowa, to w trybie slow. W dbałości o wartości. 

Sukienka - Bon Prix Kwiaty - rudbekie spod płotu

Sukienka – Bon Prix
Kwiaty – rudbekie spod płotu

I kto tu jest słaby w byciu slow? I kto się śpieszy? Już na pewno nie ja. Każdy dzień i każdy oddech dają nowe umiejętności i silniejsze odczucie prawości. Jeśli nie wierzycie, to spróbujcie. Najpierw 10 oddechów. Ale takich na maxa. Głęboko. Wydechy też mogą być. Ale liczy się zmiana chemii w ciele, gdy naprawdę głęboko się oddycha. Wtedy zaczyna się czucie samego siebie. I za każdym razem, gdy wkrada się strach, niech pojawi się taki oddech. A potem ulga. Że nic się nie musi. Ale wszystko można. I że tak jest OK. Powoli.

A jak już pogodzicie się z tym, że jesienny oddech daje tyyyle świeżości i tyyyle satysfakcjonującego zwolnienia tempa, to spójrzcie z radością na materialną stronę tej duchowości. Jesienią można zakładać na siebie tyyyle cudności – to teoria Carlosa – chodzi o lans. Kombinować z warstwami ubrań, zmieniać czapki i okulary, nosić grube skarpety i otulać się wedle gustu, możliwości i uznania. Według naszej oryginalnej fizjologii, jest nam to potrzebne. Bycie blisko z samym sobą. Na samozaopiekowanie się przychodzi czas. Kiedy? Znacie odpowiedź na pytanie kiedy się wszystko zdarza… 😉 Mój czas jest teraz. A Wasz? 

—————

a tu foty moich ulubionych tej jesieni dżinsów – skoro moja miłość do jesieni to miłość do ciuchów 😉 – Jeansy BonPrix

Lidia Piechota - Extremama, Bon Prix

Jeansy Bon Prix
Bransy – Fun To Wear by Marta

Lidia Piechota, Extremama, Bon Prix

jeansy Bon Prix
Bransy – Fun To Wear by Marta

Lidia Piechota, Extremama, Bon Prix

jeansy Bon Prix
Bransy – Fun To Wear by Marta

———–

W tekście i opisach pod zdjęciami podaję Wam informacje o stylizacjach (plus linki), które faktycznie poprawiają mi nastrój tej jesieni <3

Leave a comment