Michały, deski i zabujanie czyli o tym jak powstawała Extremama.

17 sierpnia 2016

Nie lubię takich gier – To The Man II

17 sierpnia 2016

Intuicyjnie genialna czyli słuchaj siebie, a daleko zajdziesz.

17 sierpnia 2016

O tym, jak stałam się „najmądrzejsza na świecie” i postanowiłam swą krnąbrnością irytować ten świat. A także o tym, że intuicja to wiarygodny i rzetelny doradca w wychowaniu dziecka.

Nie wiem kiedy zorientowałam się, że ją mam. Nie pamiętam kiedy posłuchałam jej po raz pierwszy. Z pewnością wcześniej, zanim zostałam extremamą, nie byłam taka czujna. Odkąd jest Zac, nie mam wyjścia, więc jak zwykle przekuwam słabości w siłę. Tak jest także ze słuchaniem INTUICJI.

Przez większość naszego rodzinnego życia Zac i ja jesteśmy sami. Ja podejmuję decyzję, staram się rozumieć potrzeby smyka i znajdować najlepsze rozwiązania. Zac uczy się mówić, więc zadanie nie polega jedynie na wysłuchaniu i spełnieniu wyartykułowanej woli kilkulatka. Oczywiście od początku ciąży i podczas wychowywania Z czytałam książki, słyszałam sugestie i widziałam różnice pomiędzy naszym życiem, a, nazwijmy to, STANDARDEM. Raczej nie jest tak, że od samego początku z premedytacją postępuję na przekór wszystkim i tym, co znane i sprawdzone. Wręcz przeciwnie. Wiem, że nie warto narażać siebie i dziecka na niepotrzebne upadki, kiedy ktoś już coś dogłębnie sprawdził i wiadomo jak być powinno. Jeśli jednak powszechnie znane rozwiązanie nie pasuje do nas, naturalną konsekwencją jest rozglądanie się za alternatywą. Nic na siłę.

Bardzo możliwe, że INTUICJA dała mi o sobie znać dlatego, że zwyczajnie NIE CHCE MI SIĘ pewnych spraw załatwiać w oczywisty/czasochłonny/pracochłonny sposób. Unikam lekarzy, wypraw do urzędów, zbyt długich rozmów o „dzieciowych problemach” i nie wdaję się w dyskusje z matkami na oczywiste tematy. Dlatego wolę słuchać INTUICJI, bo jest moja i w związku z tym dostosowana do moich indywidualnych potrzeb.

Być może ten pierwszy słyszalny przez świat raz był dokładnie kiedy urodziłam Zachariasza i powiedziałam położnej, żeby mi go natychmiast dała, bo ON JEST GŁODNY. Po prostu wiedziałam to i już. Położna zapytała „jak to głodny?”, ja „no głodny, da go pani”, ona „a ty masz pokarm?” naciskając na brodawkę, z której wyciekła drogocenna siara … ” o masz!, no to masz go”. I tak dostałam swoje dziecko od razu do piersi, ciało do ciała. Bo chciałam, bo wiedziałam, że tak jest dobrze. Posłuchałam intuicji, kiedy w szóstej dobie życia Z, inna położna zaleciła mi dokarmianie go mlekiem modyfikowanym. Nie podałam mleka. Jak zalecił najlepszy pediatra, jakiego znałam, doktor Adamus, poszłam na zakupy, kupiłam warzywa, dobre jedzenie, w domu przyrządziłam obiad, który ze smakiem zjadłam, a potem spokojnie i na pewniaka nakarmiłam dziecko. Miało się zacząć najadać, więc i ja potrzebowałam być najedzona. I spokojna. Logiczne.

Mówią, że „małe dzieci mały problem, duże dzieci, duży problem”. Coś w tym jest, choć nie postrzegam macierzyństwa jako pasma problemów. Jak wiecie, lubię wyzwania, a to jest wyzwanie życia, do tego z najbardziej wartościową nagrodą. Nie mogę przecież oddać władzy nad nim komuś obcemu. Wolę decydować sama i sama ponosić konsekwencje. Tym bardziej, że dbam o swój i Zachariasza indywidualizm. Bez intuicji, poległabym. A tak… hmmmm, no tak – zawsze jest wymówka. Jednocześnie nie zawsze ją dobrze słyszę, tę intuicję. Czasem górę bierze strach, pośpiech, roztrzepanie. Wciąż bywam niecierpliwa, choć progres w tej dziedzinie mam ogromny. Tak nam się życie ostatnio układa, że na efekty trzeba czekać. Nie tracąc czasu, czekam więc i monitoruję sytuację.

Mówiąc o INTUICJI nie mam na myśli głosów w głowie czy szarlatańskich wierzeń. Moja intuicja wynika z uwagi w obserwowaniu Zachariasza, w spoglądaniu na siebie z boku, w dystansie i UMIARZE. Nie daję się zwariować, choć wiem, że macie mnie za wariatkę 😉 Nie daję sobą sterować, choć jeden gość powiedział mi ostatnio, że nie wyglądam na kobietę niezależną. Dodał jeszcze, że choć jestem matką, to w sumie mała, pogubiona ze mnie dziewczynka. Koleś ma jeszcze bardziej potargany życiorys, niż ja i pewnie powinien raczej zająć się sobą, niż oceniać innych, ale nie mówił tego w złej wierze. Raczej z troski. A może chęci otoczenia opieką? 😉 (pozdro Marcin!) Tak czy inaczej, przy mnogości zdarzeń i pomysłów, nie dałabym rady słuchać innych albo szukać rozwiązań w mądrych książkach czy w necie. Szybciej, w zgodzie z mą niecierpliwością, jest posłuchać swojej intuicji. Rozwiązanie zawsze z pierwszej ręki i dopasowane indywidualnie. Czego mi więcej trzeba? Konsekwencji i efektów. Więc trwam.

Intuicja przydaje się nawet wtedy, kiedy widzisz, że na dworze wieje albo mży, a Twoje dziecko koniecznie chce pójść na spacer albo szaleć na placu zabaw. Matko, przemyśl sprawę i uszczęśliw swe dziecię 😉 Zac i ja często miewamy katar, więc choć jesteśmy wszędobylscy, a on często chodzi boso, są sytuacje, kiedy odpuszczam, bo czuję, że lepiej posłuchać chwilę marudzenia, niż znowu dać mu się zasmarkać po pas. Intuicja podpowiada, że dobre rozwiązanie często znajduje się gdzieś w środku. Wychodzimy więc na spacer w kaloszach, kurtce wiatrówce, ciepłej czapie na głowie, a po spacerze przytulamy się w cieple, pod kocem, łykając lewoskrętną witaminę C, bo potrafi zdziałać cuda. Nebulizator stoi w pogotowiu i na najmniejszy objaw przeziębienia mam przynajmniej 5-minutową inhalację solą fizjologiczną. Tak wolę. Taaaaak, to doświadczenie, nauka na błędach i obserwowanie zdarzeń. Intuicja zwykle opiera swój geniusz na tym, co już było i na znajomości tematu. Z definicji to tylko przeczucie. Tylko lub AŻ. Przeczucie przecież też ma sporo wspólnego z naszym postrzeganiem rzeczywistości i chęcią interakcji lub kondycją. Tu jest sporo szarości, choć decyzja czy coś zrobić lub nie jest czarna albo biała. Wte albo we wte, jak mawiają. Szkoda czasu na półśrodki.

Zdecydowanie ten mój wewnętrzny pośpiech przeszkadza w słuchaniu intuicji, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Skoro wybrałam sobie taki lifestyle i nie zamierzam się naginać (za bardzo), to taka kolej rzeczy. Karmię piersią duże dziecko, podróżuję z nim i zabieram w miejsca, w których 4-latki bywają rzadko. Zamiast siedzieć z nim codziennie przy stoliku i układać puzzle albo kolorować, jeździmy na plażę, spotykamy się z ludźmi, nawiązujemy kontakty i dużo się śmiejemy. Noszę Z na rękach, on przytula mnie z całych sił obcałowując szaleńczo i śmiejąc się przy tym diabelsko. Słucham intuicji i wiem, bo widzę, że daje to dobre efekty. Gdybym zaczęła iść czyjąś drogą, MUSIAŁABYM już nią konsekwentnie podążać. A mogę tego nie chcieć. Jest we mnie taki strach przez przywiązaniem … do czyichś decyzji 😉 Wolę być zależna od własnej fantazji i „widzi mi się”.

Moja głowa to wielkie korpo z myślami. Nie pozwalam im się gonić po szczurzemu i nie chcę, żeby bezpłciowe lemingi zjadły mi oryginalne pomysły. Prezesem korporacji jest intuicja, bo ona może czerpać skąd chce – z doświadczenia, z obserwacji, z uczuć i emocji. Wybiera drogę odpowiednio do sytuacji i zdarzenia. Wygodnie i idealnie dla takiego leniucha, jak ja, który czasem wręcz nie chce poznać zasad, którymi kierują się inni. Biorę pod uwagę to, czego ominąć się nie da, widzę, kiedy warto posłuchać… Ba! Sama pytam.

Odkąd wychowuję Zachariasza, intuicja jest nieodłącznym elementem codzienności. Macierzyństwo to szkoła życia, do której nikt nie napisał jednoznacznego programu edukacji. Mimo to kartkówki i sprawdziany są każdego dnia. Wywiadówki robisz sobie sama i krew cię zalewa, że znowu minus w dzienniku. Pamiętaj, że minus i minus daje plus Girl 😉 Nie myli się tylko ten, który nic nie robi, a intuicja wymaga działania i testowania. Z odwagą. Nie oczekuję konkretnych efektów, ale cieszę się każdym małym sukcesem. Robię to, co czuję, a potem, ku mojemu zaskoczeniu, bo zapomniałam, że bezwiednie wykonałam jakiś ruch, przychodzi nagroda.

Nagrodą jest bliskość, szeroki uśmiech, wdzięczność, uścisk dłoni. Wyraźnie widzę, że intuicja nie jest wymierna i nie da się komuś nakazać słuchania jej. Najpierw przychodzi wrażliwość, potem dołącza pokora. A potem czas na ZIMNE WYRACHOWANIE 😉 Jestem wyrachowana w swojej intuicyjnej postawie. Wiem najlepiej, ale grzecznie posłucham co masz do powiedzenia, jeśli intuicja nie odwróci się od razu na pięcie, żeby wymyślić swój własny sznyt. Przymknę oko na twój zły dzień i toksyczne analizy mojego stylu bycia, jeśli za chwilę otulisz mnie przychylnym spojrzeniem i przytulisz do dużej gościnnej piersi. Na to jestem łasa. Tym mnie znieczulisz i złagodzisz drapieżność wyrachowania. Na chwilę.

Intuicja to praca i czujność, a to bywa męczące. Potrzebny jest napęd na 4 koła. Choć wypracowujesz cierpliwość, pędzisz chłonąc wrażenia. Staram się zapamiętać wszystkie dukty i czasem na skróty wyciągać wnioski. Stąd wyboje serwuję sobie sama. OFF ROAD w życiu kocham bardzo, choć konsekwentnie, w uwielbieniu SLOW LIFE, szukam wiejskich ścieżek i niezmierzonych lasów. Dlatego wlewam do baku intuicję, bo inaczej „dżip” nie odpali.

 

Leave a comment