Wola przetrwania. Nie forsuj jej… czyli o tym, że dzieci zasługują na dzieciństwo.

15 listopada 2017

Co zrobić, żeby dziecko nie chorowało? Poukładać sobie w głowie.

15 listopada 2017

Instynkt macierzyński to ściema.

15 listopada 2017
Zac - Extremama - Lidia Piechota
Lidia Piechota, fot. Daniel Petryczkiewicz
Lidia Piechota, fot. Kaja Hrynek

O tym, że pewne uczucia i emocje spadają na nas jak grom z jasnego nieba. I jeszcze o tym, że wcale nie jest Ci potrzebny instynkt macierzyński, żebyś była najlepszą mamą dla swojego dziecka. Czy jest?

Moim zdaniem instynkt macierzyński to ściema. Nie mówię, że nie istnieje, ale jest przereklamowany. Ha! Czy ktoś, kto go nie ma, będzie złym rodzicem? Nie wystarczy być dobrym człowiekiem? No chyba, że uważacie, że ten instynkt to takie nieznośne „cium cium” i „tititi” i okrzyki wzruszenia na widok każdego bobasa … Nie uważacie tak, right? Ufffff. To coś zupełnie innego.

Nigdy nie byłam panną, która zachwyca się dzidziusiami i nigdy nie zajmowałam się małymi dziećmi. Za to odkąd pamiętam zajmowałam sie kimś lub czymś. Bratem, psem, przyjaciółką, Mamą, Tatą. Do tego uczyłam angielskiego i jeździłam na kolonie i obozy z dzieciakami i młodzieżą. Wszyscy przeżyli i wiem, że do tej pory dobrze mnie wspominają. Byłam cool! Wiecie taka Pani, co to trochę slangiem pogada, pójdzie z ekipą na dyskotekę, potańczy, pobiega, a jak trzeba to przytuli i przyklei plaster. Ileż ja się od tych moich kolonijnych dzieci nauczyłam. Opieki nad nimi, ich prawa do indywidualności, tego, że każde z nich ma inne doświadczenia i inną sytuację w domu… A od moich uczniów i uczennic kochanych ile … Dotarcia do nieskupionej głowy, panowania nad emocjami, nie przejmowania się drobnostkami … To taka wiedza, której nie wyczytałabym w książkach. To był dobry, owocny i bardzo wartościowy czas. Może dlatego byłam taka fajna, bo nie marzyłam o własnym dziecku? Długo nie marzyłam. Hmmmm. W sumie nigdy nie marzyłam. Po prostu w pewnym momencie zapadła decyzja – jak będzie, to spoko.

Serio. Taki luz. Byłam świadoma i niepuszczalska <;))))>, więc wizja zostania mamą i dziecko z chłopakiem, w którym akurat byłam zabujana, była sensowna. Tym bardziej, że lekarze zwiastowali mi trudności w zajściu w ciążę i podejrzewali najgorsze choroby świata. Chorób nie było, dziecka też nie. Więc się nie przejmowałam. Tę cechę na bank mam po Tacie. Potrafię się „wyłączyć” i zachowywać jak taki otumaniony „głąb”. Jak to mówią „zero do bani”. Sorry Tato 😉 Tak czy inaczej, szybko stwierdziłam też, że nie ma czegoś takiego jak „dobry czas na dziecko”. Żyłam dobrze, więc wierzyłam, że coś dobrego mnie spotka. Spotkał mnie Zac.

Moja głowa, psychika, hormony zachowały się bardziej, niż perfekcyjnie. Nie mogłabym sobie tego lepiej wymarzyć. No i znowu – pewnie dlatego było tak OK. Nie przejmowałam się. A może nie pamiętam? To też cecha matek. Pamiętają dobre rzeczy. Tak przynajmniej powinno być. Ja nie pamiętam bólu porodowego, nie pamiętam jak bolała mnie nerka, gdy jeszcze chodziłam z dużym brzuchem, a płód uciskał na wszystko wokół. Nie pamiętam też poczucia nieszczęścia i „doła” z tytułu „i co teraz będzie?! mam dziecko”. Do mojej frustracji mógłby dochodzić jeszcze dramat w stylu „o Boże, jestem samotną matką! Nie dam rady!”. Niczego takiego nie pamiętam. Dlaczego? Bo miałam instynkt i postanowiłam go użyć, żeby zająć się dzieckiem, z którym zostałam sama? Hmmm, a może po prostu, byłam szczęśliwa i dbałam o tycią istotę, która była ode mnie całkowicie zależna i dla której byłam całym światem? Miałam zadanie do wykonania. Nikt nie mógł go zrobić za mnie. Hmmmm, a może tak mi się wydawało? Przecież jestem tym typem, który uważa, że tylko samodzielnie zrobi wszystko tak jak trzeba.

Być może ten instynkt to umiejętność nietraktowania dziecka jak swojej własności, tylko jak drugiej istoty, której przez chwilę możemy się na coś przydać, żeby de facto samemu się czegoś o sobie nauczyć? Myślałyście kiedyś o tym w ten sposób? Ten instynkt to nie chorobliwa żądza, a cnota wyczucia, umiaru i umiejętność doświadczania na nowo z autentyczną wrażliwością i miłością do świata. Nie ma przesady w tym, że najlepiej dogadujemy się z dziećmi, kiedy patrzymy na świat dziecięcymi oczyma. Szybko okazuje się, że spojrzenie dziecka jest … ciekawsze, bezpretensjonalne, pełne akceptacji, tolerancji, optymizmu … Pod warunkiem, że pozwolimy dziecku patrzeć. Czy instynkt macierzyński może być tą zdolnością do wczucia się w rolę smyka, do dania przyzwolenia na niezależność i prawdziwej radości z istnienia tu i teraz? Tenże instynkt właśnie tym jest.

Każda istota, która daje się obudzić, zostaje mamą. Jeśli oczywiście nie ma nic przeciwko. Jeśli słucha i słyszy, zostaje najlepszą mamą pod słońcem. Bez względu na to czy pracuje w biurze po 8h dziennie czy ma wolny zawód i dowozi dziecko do przedszkola na obiad… albo i nie 😉 Autentyczność emocji, doznawania i szczerość w wyrażaniu stanu ducha sprawia, że nawet modny dziś ekshibicjonizm w formie vloga parentingowego czy miliona pięknych zdjęć w sieci, czyli według niektórych ohydny handel dzieckiem, mają rację bytu. Dopóki nikt nie zostaje zraniony, dopóki nie ma w tym chorobliwego pragnienia niezmierzonego bogactwa, dopóki jest w tym choć odrobina prawdy, dopóty to jest OK. Każdy ma swój sznyt. Każda matka ma swój własny instynkt i każdy jest inny. To możliwe.

Nie ma lepszej encyklopedii o dziecku niż instynkt czyli intuicja jego matki. Wzajemna obserwacja, bliskość istnienia i biologiczne uwarunkowania mózgów mamy i dziecka mówiąc kolokwialnie „rozwalają system” książkowych porad czy medycznych przeciwwskazań lub zaleceń. To jest ten „DEAL”, który zawarło z Tobą Twoje dziecko, wybierając właśnie Ciebie, właśnie w tym, a nie innym momencie. Słuchaj go i usłysz. Poczuj, a przestaniesz się bać. Możesz być inna, niż piszą w książkach czy pokazują w programach w telewizji, ale bądź sobą. Nikt inny nie zrobi tego lepiej, niż Ty. Mamo.

 


„Instynkt Macierzyński” – monodram Magdaleny Engelmajer inspirowany doświadczeniami związanymi z okresem ciąży, porodem oraz pierwszymi miesiącami spędzonymi z dzieckiem. Najbliższe pokazy odbędą się 19 i 20 listopada g.18:30 w Pałacu Zamoyskich, przy ulicy Foksal 2. Na scenie obok aktorki pojawi się jej synek Maksymilian, który od pierwszych tygodni życia współuczestniczy w próbach oraz działaniach artystycznych twórców TEATRU ME/ST. Inscenizacja przedstawienia łamie konwencję spektaklu teatralnego i staje się rodzajem dokumentu, w którym aktorka z ujmującą szczerością opowiada o najbardziej intymnych chwilach związanych z trudami bycia matką i twórcą teatralnym. Jak wychowywać dziecko w świecie przeładowanym informacjami, video-blogami oraz poradami lekarzy dotyczącymi tego co jest dobre, a co złe? Jak pogodzić macierzyństwo z wolnym zawodem, który nie pozwala na urlop i przerwę w pracy? To szczera szczerej, niebanalna opowieść o jasnych i ciemnych stronach macierzyństwa. Każdy pokaz spektaklu będzie inny, nieprzewidywalny, poruszający i dotykający istoty tego, czym tak naprawdę jest macierzyństwo w życiu każdej kobiety.

Chcesz się wybrać razem ze mną? Zapraszam.

Wystarczy wysłać maila na adres rezerwacja.bilet@gmail.com. Na hasło EXTREMAMA bilety w cenie 35zł (zamiast 65zł).

instynkt-plakat

Tadam! Do zobaczenia!