ExtreMama – NOWE PORZĄDKI

1 listopada 2017

Wola przetrwania. Nie forsuj jej… czyli o tym, że dzieci zasługują na dzieciństwo.

1 listopada 2017

Czy da się żyć z dziurą w sercu … czyli nie jestem jedynaczką.

1 listopada 2017
Lidia Piechota
Zac - Extremama - Lidia Piechota
Lidia Piechota - Extremama

O tym, o czym nie umiem mówić i w sumie wcale nie mam ochoty się uczyć. Bo nie lubię się rozklejać, bo za dużo jest jeszcze łez do wylania, bo kompletnie nie wiem od czego zacząć tę  historię… we własnej głowie.

Wiecie o tym, że miałam brata? Pisałam o tym kiedyś. Wtedy kiedy zniknął. Nagle i na zawsze. Wciąż jestem zła. Na siebie, na Niego, na Rodziców, na świat wokół. Pewnie dlatego nie chodzę na grób Brata. Dla mnie on tam nie leży. To symboliczne miejsce oczywiście. Pomaga pewnie mojej Mamie, Tacie, Babci i wszystkim innym, którzy potrzebują cokolwiek ze sobą w tej kwestii zrobić. Bo groby są dla żywych, nieprawdaż?

Dla mnie Michał jest obok. Ogląda ze mną te same głupie seriale, co kiedyś. Tłumaczy mi jak zrobić pizzę czy uszczelnić piekarnik, żeby ciasto dobrze wyrosło. Im jestem starsza, im więcej czasu mija od Jego śmierci, tym więcej sytuacji kojarzy mi się z Nim. No bo wyobraźcie to sobie … Całe dotychczasowe życie miałam młodszego Brata. Podobno pomagałam Mamie się Nim opiekować, wrzucałam pieluchy do pralki, karmiłam nie do końca osobiście pogryzioną marchewką… Potem byłam dumna jak zdobywał kajakarskie medale, obserwowałam dziewczyny, z którymi się spotykał i wyrażałam aprobatę lub jej brak 😉 A potem bywało różnie. Był niepokorny, nie ogarniał dorosłości, kopał się z losem i samym sobą. Był dorosły, a jakby wciąż bardzo młody. Ja zawsze byłam starszą siostrą. Nawet jeśli, gdy staliśmy obok siebie, wyglądałam na tę młodszą. Miał ponad 190 cm wzrostu, duże niebieskie oczy, atletyczną budowę, dobrze tańczył, obłędnie gotował i … zawsze wiedział najlepiej. Choć jak się potem okazało, to ostatnie to była tylko/aż maska.

Nie mogłam za Niego żyć. Nie mogła żyć za Niego moja Mama, a wiem, że bardzo by chciała oszczędzić mu błędów i bólu. On bywał okrutny. Ze strachu, głupoty, braku dojrzałości i bezradności. Zdążył poznać mojego syna. I choć mało się znali, nie było między nimi bariery. I choć Michał bywał agresywny, przy dzieciach, był łagodny jak baranek. Miał w sobie tyyyyle dobra, że chyba go to osłabiało. Wolał nie pokazywać tego innym. Trzymał to dla siebie. Jak ktoś uważnie patrzył, to zobaczył. On sam nie umiał tego wykorzystać. Ja nie umiałam mu pomóc. Niemal codziennie myślę, że dziś wiedziałabym co zrobić, ale pewnie tylko mi się wydaje. Jego nagłe odejście zmieniło wszystko. Mam wyrwę w duszy, która wciąż ma Brata. Nie jestem jedynaczką, ale nie mam też rodzeństwa.

Łowienie ryb w Więcborgu, spacery nad morzem w Kołobrzegu przy chyba minus dwudziestu stopniach Celsjusza, wycieczki do Babci, która była szefową kuchni w ośrodku wczasowym i wkręcanie się w brać kolonistów na tzw „krzywy ryj” … Pamiętam to wszystko jak dzisiaj. Potem było tylko ciekawiej 😉 Kiedyś podpierdzieliliśmy Mamie „malucha” spod bloku… Michał umiał prowadzić, ja ani trochę. Nie miał prawka oczywiście. Miał wtedy 16 lat, ja 18. Pojechaliśmy robić graffitti w mieście na murach, bo była to wigilia Walentynek, a oboje mieliśmy komu walentynkowe „grafy” strzelać. Potem była akcja, bo miejsce, na którym stał wcześniej „maluch” ktoś zajął, więc zdaje się przepychaliśmy jakieś fury pod blokiem, żeby Mama się nie zorientowała, że było jeżdżone po nocy. Inne „odpały” też pamiętam, ale Mama będzie czytać, więc na razie „sza” 😉

Mama pamięta dużo fajnych historii. Kiedyś mówiła, że Michał od początku był totalnie inny, bo dużo roboty z nim było, a ze mną wcale. Potem zmieniła zdanie twierdząc, że to moje bycie spokojnym, poukładanym smykiem raczej było nienormalne. Michała marudzenie, chorowanie, wieczne zadymy mieściły się w normie macierzyństwa, które przecież jest sportem ekstremalnym. Z nim zawsze było … dynamicznie 😉 Wciąż twierdzę, że przejęłam kawał jego spuścizny i teraz z premedytacją bywam łobuzem.

On żył w masce, ja też ją nałożyłam, choć może bardziej świadomie (w końcu jestem starszą siostrą, co nie?). Są takie sfery mojego życia, mojej wrażliwości oraz takie obszary w mojej głowie, do których rzadko daję dostęp nawet samej sobie. Dlatego ostatnio z uwagą ogarniam wszystko po kolei. Przynajmniej już wiem, że te obszary i sfery istnieją. Dużo pracy przede mną, bo wciąż nie lubię się rozklejać. Michał też nie lubił. Oboje byliśmy ze stali i wku*w nas brał jak wychodziła na jaw ta nasza słabość.

I choć ostatnie miesiące Jego życia spędziliśmy osobno, choć kilka razy w życiu bardzo się go bałam, choć bywał okrutny i źle traktował Rodziców, brakuje mi go jak jasna cholera. Teraz spróbowałabym przetrzepać mu dupsko, a potem przytulałabym tak długo aż przestanie wierzgać.

Miałam Brata, ale Go nie mam. Zac Go nie pamięta, a ja jestem przekonana, że kochałby go na zabój. Może nawet byłaby to relacja definiująca oboje, bo łączy ich bardzo dużo.

W ramach mojej łobuzerskiej postawy, najchętniej nie obchodziłabym świąt obchodzonych przez wszystkich. Mimo to, 1. listopada nie ogarniam smutku swojego serca. Wyję do Księżyca, bo uczę się żyć z pustką, na którą nie ma rady. Nie wypełni jej nic. Może dlatego niewiele innych spraw jest w stanie mnie ruszyć, powalić na ziemię. No bo jak powalić kogoś, kto już nauczył się dzielnie funkcjonować z wielką dziurą w sercu?

Lidia Piechota, Extremama

P.S. Gwoli wyjaśnienia – mój młodszy brat Michał alias Beba zmarł 13. kwietnia 2014 r. We wrześniu 2014 r skończyłby 30 lat. Przyczyną śmierci był obrzęk narządów wewnętrznych spowodowany prawdopodobnie narkotykami. Zmarł w ułamku sekundy i nie dało się mu pomóc. Nic nie przepowiadało tego, co się zdarzyło. W dniu pogrzebu, mój Tata i koledzy kajakarze, część prochów Michała wrzucili symbolicznie do rzeki Odry, na której uczył się kajakarstwa. Tak sobie tego życzył mój Brat. Podobno opowiadał o tym swojej Dziewczynie. Ja zdecydowałam o tym niezależnie, bo pewne rzeczy były nas obojga po prostu oczywiste. Bez względu na czas, stan ducha czy złość. Byliśmy najprawdziwszym „czytającym się” Rodzeństwem.

6 comments

  1. Popłakałam się, strasznie Ci współczuję 🙁 to prawda ten ból straty bliskiej osoby wyrywa nam dziurę w sercu, w duszy i nic juz nie jest w stanie jej załatać.
    Jesteś taka dzielna a jak widać tyle bólu doświadczyłaś.

    Niech spoczywa w spokoju.
    Przytulam, też dziś biję sie z myślami, bo życie przewróciło mi się do góry nogami i się boję co będzie dalej.

    Trzymaj sie!

  2. Z „tamtym” postem zaczęła się moja przygoda z Tobą. Weszlam w Twoj świat dowiadując się, że Brat odszedł. Przykro mi bardzo, bo to będzie boleć zawsze. Takie dziury nie zrastają się, Nie ma na nie plastrów, maści usmieżających ból, założenie szwów nic nie da. Sama mam troje rodzeństwa, i wiem, że niezależnie od tego jak daleko od siebie żyjemy, jak różne bywają nasze relacje ( potrafiliśmy się do siebie nie odzywać rok!),to wiem że mam siostrę i braci, krew z krwi, którzy zawsze będą za mną , czego bym nie zrobiła. Mówią, że czas leczy rany, jednak nie wszystkie.
    Śpieszmy się kochać ludzi…

  3. Z „tamtym” postem zaczęła się moja przygoda z Tobą. Weszlam w Twoj świat dowiadując się, że Brat odszedł. Przykro mi bardzo, bo to będzie boleć zawsze. Takie dziury nie zrastają się, Nie ma na nie plastrów, maści usmierzających ból, założenie szwów nic nie da. Sama mam troje rodzeństwa, i wiem, że niezależnie od tego jak daleko od siebie żyjemy, jak różne bywają nasze relacje ( potrafiliśmy się do siebie nie odzywać rok!),to wiem że mam siostrę i braci, krew z krwi, którzy zawsze będą za mną , czego bym nie zrobiła. Mówią, że czas leczy rany, jednak nie wszystkie.
    Śpieszmy się kochać ludzi…

  4. 😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥

Leave a comment