Rozdziewiczył mnie Jason czyli jak bardzo chciałam skończyć

27 czerwca 2016

Dosyć tego hałasu czyli odkrywam swoje alter ego.

27 czerwca 2016

Dżentelmen z natury czyli wychowuję go dla innej

27 czerwca 2016

„Gdzie się pani wpierdziela?! Ja tu stałem!” – w kolejce do kasy w Biedrze wyrośnięty kolo po trzydziestce, do kobiety z dzieckiem w koszyku sklepowym

„Ależ z pana dżentelmen…” – pani spokojnie, z humorem

„W Polsce nie ma dżentelmenów. Szczególnie przed meczem!” … – zapluwając się wykrzykuje pan

To było do mnie. Nie wepchnęłam się do kolejki. Pan był nadpobudliwy. To był dzień meczu Polaków z Niemcami podczas EURO2016. Potem jeszcze na parkingu pan do mnie pokrzykiwał, że stanęłam na miejscu dla niepełnosprawnych i taki to właśnie ZE MNIE DŻENTELMEN! Nie zaparkowałam na niczyim miejscu, byłam grzeczna, spokojna, uśmiechnięta, choć mocno zdziwiona absurdem tej sytuacji. Cała „dyskusja” z idiotą chwilę trwała, pan nakrzyczał na jeszcze jedną panią … Na to wszystko patrzył mój 4-letni syn. Ja na niego. Mam nadzieję, że nigdy się tak nie zachowa.

To nie jest kwestia chwilowej niepoczytalności czy wyjątkowo irytującej sytuacji. To kwestia nawyków, wychowania, charakteru. To kwestia panowania nad sobą w momentach irytujących,szczególnie, kiedy masz zły dzień i szczególnie jeśli jesteś mężczyzną, a wkurza cię kobieta. No weź się chłopaku powstrzymaj. Mogłabym wyliczać takie sytuacje, kiedy spotkani faceci byli najwyraźniej źli, że według ogólnie przyjętej etykiety powinni mi ustąpić, przepuścić, odpuścić, nie krzyczeć, a zamiast tego pomóc, zrozumieć, zapytać czy wszystko w porządku lub grzecznie wyrazić opinię. Gdybym była matką każdego gbura, którego spotkałam na swojej drodze, wstydziłabym się za syna. Wstydziłabym się za siebie, że nie potrafiłam tak wychować dziecka, tak nakreślić mu w głowie odpowiednich w tej dziedzinie wzorców, że ono zagubione, zachowuje się jak patałach. Taka prawda. O ile szanuję oryginalność i unikatowość temperamentu mojego syna, o tyle w zasadach savoir vivre nie ma ulg. Tu nie ma odstępstw, ani usprawiedliwienia. Dżentelmenem się nie bywa. Jest się nim albo nie. Swoją drogą, bycie nim to prawdziwa cnota, bo wyobrażam sobie jak bardzo my kobiety bywamy irytujące i jak bardzo nasze przymioty zadziwiają płeć męską przekraczając granice ich percepcji czy zwykłego pojmowania. Otóż, to nie kwestia zrozumienia wszystkiego, co się w kobiecej głowie dzieje. To raczej przywiązanie do tradycji, wygodnego porządku świata – wygodnego dla wszystkich. Nooo, może niewygodnego dla bezmózgich „buraków”, bo tacy są faktycznie niewyuczalni. Od takich należy uciekać, machnąć ręką i szybko zapomnieć o nieprzyjemnym spotkaniu.

Mężczyzna to tylko człowiek <hihi?!> Bywa zazdrosny, słaby, niezadowolony… Zupełnie tak samo jak kobieta. I choć uważam, że bez względu na stan ciała i ducha każdy facet powinien być dżentelmenem, to apeluję też do kobiet o docenianie takiej postawy. To zdaje atawistyczny warunek – jest potrzeba, jest czynność; jest popyt, jest podaż … Wszędzie to działa tak samo. Jeśli nie docenię faktu, że sąsiad bez słowa chwycił za wózek i wniósł mi go po schodach, że starszy pan wycofał się w drzwiach, żebym ja mogła przejść pierwsza, że Kot odwiózł mnie w nocy do domu moich samochodem, bo byłam zmęczona, a sam wracał do siebie autobusem…. i wreszcie, że mój 4-letni syn chwyta za siatkę z zakupami lub walizkę, choć wiem, że jej nie uniesie … no więc jeśli nie docenię tych wszystkich gestów, one przestaną się zdarzać. Warto czasem wyrazić potrzebę, choć, jak wiemy, o to czasem trudno, bo nie ma w tym nic złego, że grzecznie zapytamy „przepraszam pana czy mógłby pan chwycić za wózek i pomóc mi odrobinę?”. Są sytuacje, kiedy nie mamy wyjścia i poprosić trzeba. Gdy padł mi rozrusznik w Suzi i rano wsiadałam do samochodu, żeby dostać się do mechanika, już wychodząc z klatki rozejrzałam się po podwórku w poszukiwaniu mężczyzny, który wypchnie mnie z miejsca parkingowego, a potem jeszcze ładnie popchnie autko, żebym do mechanika dojechała. Krzyknęłam do młodego chłopaka przez pół podwórka, przyszedł i pomógł. Bez problemu. Czuł się potrzebny i się udało. Chętnie też oddaję kluczyki do samochodu facetowi, który w  trudnym miejscu ma ochotę zaparkować mój samochód. Kto widział jak się parkuje u mnie pod domem, ten wie, że czasem lepiej odpuścić chojrakowanie. Kilka dni temu, jeden tata z sąsiedztwa przez okno samochodu mówił mi jak kręcić kierownicą, żeby nie wjechać w słupek, ani w drugi samochód – rozmawialiśmy głośno, obudził się zmęczony Zac i miałam aferkę. Nazajutrz, bez kombinowania, po prostu wręczyłam temu tacie kluczyki zanim zaczęłam kręcić, żeby zaparkować w tym samym trudnym miejscu. Następnie podziękowałam kilka razy, uśmiechnęłam się i tyle. Nawet nie wiem jak pan ma na imię. Wiem, że kolejnym razem też mi pomoże. Dla takiego spoko faceta pomoc kobiecie to PRZYJEMNOŚĆ. Otóż to. To sobie „robimy dobrze” pomagając. Nie wiem jak to jest czuć się wykorzystanym, kiedy zrobię dla kogoś coś dobrego. Nawet jeśli nie wiem czy ta osoba się kiedykolwiek odwdzięczy. Myślę, że z tą męską pomocą jest właśnie tak. Prawidłowy system wartości i wychowanie w atmosferze szacunku, sprawi, że mężczyzna, a nawet chłopiec będzie się czuł dowartościowany, kiedy pomoże niewieście.

Mam na podwórku jednego huncwota – Kubę. Nie wiem ile ma lat, może 12? Rozrabia nieco, zapewne. Ja nie mam z nim problemów. Podjeżdżam samochodem, już stoi przy furze i pyta czy zanieść mi do domu zakupy. Gdy Zac nie chce wracać do domu, bierze go za rękę, zagaduje i fortelem sprawia, że mój smyk grzecznie ląduje w domu, odprowadzony przez starszego kolegę. Uwielbiam takie uczynne, bystre dzieciaki. Kuba spędza sporo czasu na dworze, na blokowisku. Na pewno nie zawsze jest taki grzeczny. Ciekawe czy jego rodzice wiedzą, że drzemie w nim taki potencjał? Kuba za pomoc nie oczekuje zapłaty, ale pożyczam mu deskorolkę, pozwalam nawet samodzielnie wyjmować ją z mojego bagażnika. Ma z tego frajdę. Opłaca się być małym dżentelmenem.

Extremama blog - Zac Dżentelmen

Wychowuję Zachariasza dla innej kobiety. Mimo wielu unikatowych cech, które przejawia, wiem, że będzie żył w społeczeństwie. Zadziwiają mnie komentarze niektórych z Was, że nasza bliskość spowoduje, że wychowam maminsynka czy osobę zupełnie niesamodzielną. Luuuudzie, przecież to jest jak z pragnieniem czy głodem. Człowiek najedzony, nie szuka jedzenia. Napojony może skupić się na innych wyzwaniach, niż szukanie źródła wody. Z burczącym z głodu żołądkiem, nie pomożemy nikomu, nie będziemy w stanie wczuć się w czyjeś potrzeby. Z takiego założenia wychodzę. Przekuwam słabości w siłę. Jestem blisko Z, więc widzę w której dziedzinie ma braki. Skoro chodzi ze mną na zakupy, skoro widzi, że pakuję do samochodu ciężkie walizki, skoro widzi, że przygotowuję mu jedzenie, które ze smakiem zjada, jest tych czynności ciekawy i wiecie co? Sam domaga się noszenia walizki, sam dołącza do mnie w kuchni, sam chwyta za odkurzacz czy szmatkę, gdy trzeba posprzątać. To dla niego oczywiste. Na pewno ideologii i szacunku do kobiet jeszcze potrzebuję go nauczyć. To coś, co trzeba pojąć, a potem przetworzyć w głowie kilka razy, bo jako nastolatek może przecież buntować się dla zasady przeciw wszystkiemu. Pewnie, że sporo rzeczy robię za niego – w pośpiechu, w stresie, w zapomnieniu. Uczę się tego co Zac potrafi już zrobić sam. Nie ma zasady – czasem ubiera się samodzielnie, a innym razem prosi, żebym mu pomogła. Co w tym złego? Ano nic. Pomagam i uczę się konsekwencji. Jeśli czegoś wymagam lub o coś proszę, to nie odpuszczam. Działa, choć potrzebuję się pilnować. NIE to NIE, TAk to TAK. Bez dylematów i połowicznych rozwiązań. To po to, żeby nie wywoływać konsternacji. Przecież wiem jak to jest ze mną samą. Skoro widzę, że nie zawsze trzeba, to nie zawsze robię.

Choć mam się za nowoczesnego rodzica i moje zachowanie względem Z bywa komentowane, hołduję tradycyjnemu podejściu do relacji pomiędzy mężczyzną, a kobietą. Z jednej strony, uważam, że w domu obowiązkami można się podzielić według upodobań, z drugiej, potrzebuję mężczyzny, który bez pytania zaoferuje pomoc lub wsparcie. Każdego dnia. Taki ma być Zac. Już teraz podłoże jest niezłe, bo mój smyk interesuje się wszystkim i we wszystkim chce brać udział. Nie zabraniam mu. Odpowiednio zaanimowany potrafi troskliwie bawić się z młodszą koleżanką, a nawet, dla świętego spokoju, oddać jej zabawkę. Nie chodzi o to, że wszystkim, ze wszystkimi ma się dzielić, ale o to, żeby wyczuć kiedy odpuścić. Jest jedynakiem, więc nieco się martwiłam jak to będzie. Niepotrzebnie. Ogarnia temat kiedy tylko ma na to ochotę. Kiedy ma słabszy dzień i dokucza, ponosi konsekwencje czyli zabawa się kończy. Dla dziewczyn ma być grzeczny, z chłopakami może się tarmosić. Nooo chyba, że zdarza się niesforna dziewczynka 😉 – wtedy sytuacja wymyka się spod kontroli, hehe.

Szukam tego balansu, bo sama przecież bywam w jego oczach wszechmogąca. Nie chcę, żeby uważał, że to kobieta w domu powinna robić wszystko sama. Na pewne rzeczy nie ma rady. Zac wie, że potrafię posługiwać się śrubokrętem, zmieniać żarówkę, sprawdzać poziom oleju w samochodzie, wynosić śmieci, nosić ciężkie bagaże… Jednocześnie, kiedy mogę, odpuszczam. To nasza wzajemna edukacja. Towarzystwo mężczyzn sprzyja, bo Zac widzi, że oni potrafią więcej udźwignąć, mają więcej sprawności i parają się technicznymi zajawkami, które go bardzo interesują. Dlatego lgnie do facetów. To dobrze, choć często wprawia mnie to w zakłopotanie. Zawieram z tego powodu sporo spontanicznych znajomości, bo głupio nie wiedzieć z kim bawi się moje dziecko podczas pobytu w parku czy na placu zabaw. Dlatego lubię umawiać się z kolegami, bo wtedy zwykle „mam wolne” 😉 Zac wie z kogo czerpać przykład, chłonie wiedzę i bacznie obserwuje. Wie kto, do czego się nadaje. Nie martwię się, ale jestem czujna. Chcę, żeby kobieta jego życia była szczęśliwa, żeby nie wstydziła się za niego i żeby nigdy nie czuła się gorsza … ode mnie.

3 comments

  1. Wyznaję te same zasadyodnośnie wychowywania dziecka i bliskości. Z moim dwulatkiem jesteśmy niemal nierozłączni, trzymamy sztamę, szukamy przygód, ciągle rozmawiamy. Najczęściej od mojej mamy słyszę, że wyrośnie z niego maminsynek, ale mam to w nosie. Moi rodzice byli dla mnie i rodzeństwa dość surowi. Wychowywali nas pasem, tworzyli dystans, nie liczyli się z naszym zdaniem. W rezultacie, mimo że widujemy się często, mamy słaby kontakt, a ja ciągle walczę z traumami. Wychowując syna, wiem czego nie robić, czego unikać, czego nie mówić, wiem co może na niego źle wpłynąć. Patrząc jak się rozwija i jak kształtuje się jego charakter i osobowość, wiem że wychowuję go dobrze. Jest małym dżentelmenem. To on ciągnie wózek po sklepie, ściera ze mną kurze, jak tylko może pomaga mi w gotowaniu, używa słów: proszę, dziękuję, dzieli się zabawkami z innymi dziećmi. Skoro jestem z niego dumna, to chyba mogę być też dumna z siebie. Widać, że Ty też jesteś i tak trzymać 🙂

  2. Wypowiedziane moje myśli i mój sposób na relacje z dzieckiem. Jest na pewno inaczej u nas, bo w wychowaniu współudział bierze mąż. Moje i syna relacje nie są takie ścisłe i często jeśli ma wybór, wybiera tatę. Ale uważam, że naturalną, pierwotną potrzebą dziecka jest bliskość. I to należy zapewnić każdemu smykowi Pamiętam jak mi brakowało przytulenia się do mamy. Chociaż była to tak jakby jej nie było. Mój dwuletni syn daje mi tyle miłości, czułości i poczucia bezpieczeństwa, że chyba nigdy tyle nie miałam. I wiem, że jeśli mam mega doła, bo nie mogę dogadać się z partnerem, bo w pracy problemy, bo zdrowie szwankuje, to zawsze będzie ON. Mój mały M. 🙂
    I pragnę go wychować na dżentelmena, który nie boi się pralki, odkurzacza i mopa, który wie, że nic nie robi się samo.
    Jedyne z czym nie do końca się zgodzę to nadmierne dziękowanie mężczyznom za pomoc. Tzn. wkurza mnie, że jest to potrzebne, a nie wynika to po prostu z ich natury. Rozumiesz co mam na myśli?

  3. Hej, trafilam na ten blog przypadkowo…zaintrygowal mnie tytul- wychowuje go dla innej. To jest to, co ja powtarzam 🙂 Co prawda moi synowie maja dopiero poltora roku i trzy miesiace, ale dzis juz wiem, ze doloze wszelkich stara, by wychowac ich na niezaleznych, odwaznych a zarazem wrazliwych mezczyzn. Wiem, ze to jest moja rola jako matki, by nauczyc ich tegozaradnosci i dobroci. Oczywiscie inteligencja i bystrosc, przebojowosc i zdolnosci sportowe sa moim marzeniem dla moich dzieci, ale umowmy sie, nie mamy na nie tak wielkiego wplywu jak bysmy chcieli. Narazie biore te ostatnie cechy za pewnik, bo przeciez nic nie stoi na przeszkodzie by moje dzieci byly zdolne, lecz jesli okaze sie inaczej- nie bede ich na sile zmieniac, wciskac im drogich zajec pozalekcyjnych i uszczesliwiac na sile. Wspomnialas, ze chcesz go nauczyc szacunku do kobiet. WIelkie brawa dla ciebie, chcesz by twoja przyszla synowa nie czula sie od ciebie gorsza… To jest czesty blad popelniany przez matki, ucza one synow szacunku do siebie a ich synowe czuja sie od nich gorsze, jesli maja jakiekolwiek watpliwosci, ze moze tak nie jest, to takie tesciowe ich szybko wyprowadzaja na prosta (czytaj sprowadzaja do parteru…). Waznym, uwazam, faktorem w ksztaltowaniu szacunku do kobiet jest to mezczyzna, ojciec dziecka to najlepszy przyklad do nasladowania przez malego chlopca. To on powinien nauczyc poprzez dawanie dobrego przykladu jak nalezy sie obchodzic z kobietami; w rodzinie oraz tymi obcymi, na ulicy, w sklepie, na podworku. Czesto bywa, niestety, ze tatus nie jest najlepszym przykladem do nasladowania lub po prostu go nie ma… Wtedy jest o niebo ciezej takie mamie. Uwazam, ze super robisz spotykajac sie z kolegami, z ktorymi syn ma wspolne te „meskie sprawy”- zainteresowana, gry, zabawy… Teraz o bliskosci- tak jest wazna, mowie synom, ze ich kocham i przytulam ich mocno. ALe pozniej ich puszczam i widze jak biegna sie bawic.(tz nstarszy, mlodszy narazie tylko by sie przytulal- thank God!). Nie kraze jak helikopter nad moim dzieckiem przewidujac kazdy upadek, by sam mogl nauczyc sie zaradnosci. Nie chce w przyszlosci po nich bez przerwy sprzatac, zmywac i ukladac ubran- to jest obrdzieranie dzieci z tej wlasnie zarazdnosci i odpowiedzialnosci zyciowej. To jest krzywdzenie dzieci poprzez wyreczanie ich z ich wlasnych obowiazkow. Nadmierne dziekowanie za pomoc? Nie, nadmiernie nie trzeba dziekowac, ale tyle, by czyly sie docenione i zmotywowane, by nadal byc uczynnymi 🙂

Leave a comment