Ciach! czyli He’s a BOY!

13 grudnia 2013

Alpejski sen czyli dziecko na włoskim stoku

13 grudnia 2013

20 godzin z życia "półtora podróżnika" x2

13 grudnia 2013

Noooo, to dopiero była podróż! Ponad 20 godzin w autokarze pełnym dorosłych i …młodych dorosłych jadących na urlop w Alpy! Ba! W autokarze pełnym snowboardzistów! Trauma? Nic podobnego. Raczej ciekawe, pouczające doświadczenie. Po tej podróży i tym tygodniu we Włoszech, mój syn wyraźnie wydoroślał, otworzył się na nowych ludzi i sytuacje. Czasem mam nawet wrażenie, że zmienił mu się wyraz twarzy…, spoważniał.


Jak to możliwe, że długa podróż autokarem z 16-miesięcznym wrażliwym dzieckiem nie okazała się frustrująca, dołująca, zniechęcająca? Już opowiadam. Otóż – po pierwsze – na pewno w takich sytuacjach procentuje nam fakt, że Zac „bywa” od 3-ciej doby życia. W różnych miejscach, z różnymi ludźmi, przy różnym świetle i dźwiękach. Stąd obce są nam na przykład problemy z zasypianiem. Moje dziecko zasypia, gdy jest zmęczone i już. Myślę, że każde może się tego nauczyć… Jeśli tylko mama, tudzież tata, ogarną temat wcześniej. No bo jeśli stresuje się mama, a tata jest roztrzęsiony, to dziecię wyczuwa, że „coś nie gra” i ma przyzwolenie lub powód, by lamentować, marudzić, okazywać niezadowolenie. Ja się naszymi wyjazdami cieszę, więc raduje się też Zac. Jak w każdej sytuacji, dobrze jest zacząć od samego siebie, a będzie to promieniowało na innych. Ha! Taka jestem mądra.

Autobus wyruszył przed 17-tą, z Warszawy, spod Pałacu Kultury i Nauki … Wiadomo jak to jest, gdy jedzie ekipa luzaków … Niektórzy zerwani ze smyczy, inni bez hamulców ot tak… Liczy się czill…, no i jeszcze bounce & party. Czasem, dla niektórych liczy się jeszcze RIDE! 🙂 Nie no żartuję…, ale generalnie trzeba się liczyć z imprezką – jeśli wyjazd/ekipa nie jest typowo rodzinno-dzieciowa (choć w sumie z dziećmi w liczbie mocno mnogiej dopiero mogłoby być imprezowo:D). Tak czy siak, całkiem nieźle rozłożyło się to czasowo, choć przyznaję, nie byłam idealnie do tej podróży przygotowana. Właściwie nie wiedziałam czego sie spodziewać. To chyba dobrze, bo nic nie zwaliło mnie z nóg i nie straciłam czujności. Dzięki temu Zac i ja bawiliśmy się przednio, choć ja dojechałam do Livigno skrajnie niewyspana. Ten szczegół jest do dopracowania:) 

Zatem … mieliśmy ze sobą fotelik. Słusznie. Tyle, że taki nierozkładany do pozycji leżącej. Bez sensu? Wcale nie. Bardzo przydał się nam w dzień, gdy Zac nie spał, a miał ochotę ucinać sobie pogawędki z ziomami przed lub za nami. Stał sobie na foteliku, który idealnie wypełniał przestrzeń między siedzeniami i radośnie pokazywał chłopakom swoje samochody albo głaskał Wujka Hermana, tudzież Wujka Piotrka po włosach. Sweet! 🙂 Natomiast, gdy Zac zasypiał, fotelik lądował na podłodze albo na tyle autokaru – tam gdzie nikomu nie przeszkadzał. Nie wzięliśmy poduszki, ale kochana Ciocia Basia pożyczyła nam swoją. Myślę, że duża, miękka poduszka to idealne rozwiązanie na taką podróż. Wielka poducha zakryje prawie dwa całe siedzenia i zniweluje niewygodne nierówności – tak, że dzidzia nasza śpi sobie jak na zwykłym łóżku. Fakt – my wtedy lewitujemy gdzieś nad nią … Uroki Rodzicielstwa 🙂 Zac spał na poduszce, na kocu, na mnie… Tak, raczej na mnie. Dokarmiałam go kładąc się jakimś cudem obok niego na siedzeniach.

Zachariasz zasnął dosyć wcześnie. Najpierw zbajerował jedną blondynę o imieniu Ardian (tak, to nie jest literówka:D), pokazał jej swoją terenową Toyotę :), następnie zwiedził sąsiednie siedzenia oraz uderzył na tył autobusu, żeby przybić „low5” kilku ziomkom. Tak, moje dziecko nieco wędrowało podczas jazdy autobusem. Niebezpieczne? No jasne!, ale spróbujcie utrzymać dziecko w foteliku przez tyle godzin. Good luck! Zatem oczy miałam dookoła głowy, choć przy takim zmęczeniu nie było to najprostsze. W końcu dziecię me zasnęło … Było to przed tzw. „przystankiem na dobranoc”. Stąd zęby myłam potem w autobusie … do butelki! 🙂 (Dzięki Ci Arku za pomoc :* ) Luz! Nawet płynem micelarnym potraktowałam pyszczek, więc kondycja do zasypiania jak najbardziej wporzo 🙂 … Tyle, że reszta autokaru szła spać później niż Zac …, więc około 23-ej rozległ się głos Pauliny (pilotki SNOW MOTION) do mikrofonu…, zapaliły się światła w autobusie, zapanował ogólny harmider postoju …, wspomnianego „przystanku na dobranoc”. Ugh! Tego podczas kolejnego wyjazdu nie będzie! Robimy wyjazd nie tylko zajawkowy, ale także rodzinny i jeśli trzeba będzie coś komuś przekazać, gdy dzieci śpią, zrobimy to osobiście, bez hałasu. Da się. Tak myślę. Zac i tak dzielnie ogarnął. Obudził się chyba dopiero rano tak na dobre. Nie pamiętam dokładnie…, bo sama ledwo kontaktowałam, choć w sumie nakręcał mnie fakt, że za chwilę będziemy w górach:) (na tyle, że poszłam spac dopiero wieczorem:D).

A co z hałasem w „party busie”? Well…, nie był nam straszny jak się okazało. Jeden z ziomów, tych zagadywanych przez Zachariasza, podszedł do nas nawet i powiedział: „oni nas uciszają…, ale ja im mówię, że jakby co, to Ty nas uciszysz, prawda?”. Prawda. Nie oszczędziłabym nikogo jeśli chodzi o sen i spokój mojego dziecka. Generalnie brać się kulturalnie spiła i poszła spać. 
Do Livigno dotarliśmy około 13-ej. To była wesoła podróż. WSZYSCY pasażerowie, na czele z ekipą Hangloose byli „dzieciowo” przyjaźni. W takiej atmosferze łatwiej znosi się wszelkie niewygody podróży. 
Miałam ze sobą dwie spore walizki, deskę, wózek, torbę, aparat, kamerę, plecak… Tak, extre-matka potrafi! 🙂 HANGLOOSE połączyli siły i udało się dotachać wszystko razem do naszego „szaletu”:) 
Challet BellaVista – to tam mieszkaliśmy. Spokojnie, schludnie, rodzinnie – apartamenty z kuchniami, wanną – pełen czill – z dzieckiem idealnie (mimo, że mieszkaliśmy na 2-gim piętrze, nie było to uciążliwe). 
Zac został okrzyknięty najgrzeczniejszym pasażerem – zarówno w drodze do Livigno, jak i z. Jestem z niego dumna. Poza tym zupełnie szczerze Wam powiem, że na takiej małej, słodkiej buźce to dopiero widać jak podróże kształcą! Gołym okiem:) Nieco się obawiałam takiej drogi, autokaru, innych ludzi, ale jak przyszło co do czego, pooooszło! Po prostu. Bo dziecko nie ogranicza, a dodaje skrzydeł, ubarwia, jest pretekstem do rozmów … Mniemam, że nasza obecność na pokładzie autobusu opolskiego SINDBADA <:*> zainspirowała kilku tatusiów … Jak tylko ruszyliśmy spod Pałacu, kilku podeszło do nas, pytało jak sobie radzimy, jak to jest z małym dzieckiem…, mówili „ja mam takiego 8-miesięcznego”, „ja mam taką 4-letnią”… Dacie radę Panowie! Bierzcie Wasze Panie, dzieciaki i ruszajcie! Podróż to początek… To także początek naszych relacji z włoskich Alp. Będzie co czytać i OGLĄDAĆ!

Na początek galeria na FB – jeśli macie swoje foty – to do uczestników wyprawy – wrzucajcie linki w komentarzach albo ślijcie na extremama@gmail.com 🙂

Howgh!

8 comments

  1. Ja to normalnie cie kocham ! I podziwiam zawsze i wszędzie. Nasza podróż do Francji to pikus przy waszej 😉 Blankowa matka :*

Leave a comment